Polski English Deutch wyjście strona główna
 
  jesteś tutaj: nadzieja.pl > tematy > seria: patriarchowie i prorocy dokument tekstowy  
 

UPADEK JERYCHA
ELLEN G. WHITE
(Joz. rozdz. 5-7)

 
 

Hebrajczycy wkroczyli do Kanaanu, ale jeszcze go nie podbili. Z ludzkiego punktu widzenia walka o zdobycie tej ziemi musiałaby być długa i trudna. Kanaan zamieszkiwał potężny lud, który był przygotowany do tego, by przeciwstawić się inwazji na swe terytorium. W obliczu wspólnego niebezpieczeństwa różne plemiona połączyły się ze sobą. Konie, żelazne wozy wojenne, znajomość terenu i doświadczenie w walce dawały im ogromną przewagę. W dodatku kraj ten był strzeżony przez fortece, „miasta wielkie i obwarowane aż pod niebiosa” 5 MOJŻ. 9,1. Izraelici nie mogli spolegać na własnej sile, i tylko zapewnienie otrzymania pomocy mogło im dać nadzieję, że odniosą sukces w nadchodzącym konflikcie.

Jedna z najpotężniejszych fortec tego kraju — wielkie i bogate miasto Jerycho — znajdowała się właśnie przed nimi, w niewielkiej odległości od obozu w Gilgal. To dumne miasto, które położone było na skraju żyznej równiny, obfitującej w różną roślinność tropikalną, ze swymi masywnymi murami obronnymi, pałacami i świątyniami, będącymi miejscami luksusu i występku, próbowało stawić opór Bogu Izraela. Jerycho było jednym z głównych miejsc służby bałwochwalczej, poświęconej zwłaszcza bogini księżyca, Astarot. Tutaj koncentrowało się wszystko to, co było najhaniebniejsze i najbardziej nikczemne w religii Kananejczyków. Naród izraelski, w którego umysłach pamięć
o straszliwych skutkach ich grzechu, popełnionego w Baal-Peor, wciąż jeszcze była żywa, mógł spoglądać na to pogańskie miasto jedynie z odrazą i przerażeniem.

Zdobycie Jerycha uważał Jozue za pierwszy krok w podboju Kanaanu. Przede wszystkim poszukiwał zapewnienia boskiego prowadzenia, i otrzymał je. Gdy oddalił się z obozu, by rozmyślać i prosić Boga izraelskiego, aby szedł przed swoim ludem, ujrzał uzbrojonego wojownika o wyniosłej postawie i władczym wyglądzie „z wydobytym mieczem w ręku”. Jozue, na pytanie: „Czy należysz do nas, czy do naszych nieprzyjaciół”, usłyszał w odpowiedzi: „Nie, ale jestem wodzem wojska Pana; przyszedłem teraz” JOZ. 5,13.14. Wtedy padł taki sam rozkaz, jaki został dany Mojżeszowi na Horebie: „Zdejm z nóg sandały swoje, bo miejsce, na którym stoisz, jest święte” JOZ. 5,15, który objawił prawdziwą osobowość tajemniczego nieznajomego. Przed wodzem Izraela stał On, Najwyższy — Chrystus. Przerażony Jozue padł na twarz i oddał pokłon, słuchając słów zapewnienia: „Oto oddaję w twoje ręce Jerycho, jego króla i wszystkich jego wojowników” JOZ. 6,2. Potem otrzymał wskazówkę jak zdobyć miasto.

Będąc posłuszny Bożemu rozkazowi, Jozue uszykował wojsko Izraela. Nie planowano żadnego natarcia. Mieli po prostu okrążać miasto, niosąc arkę Bożą i dąć w trąby. Jako pierwsi szli wojownicy, grupa wybranych mężów. Teraz nie mieli zwyciężać dzięki własnemu męstwu i własnym umiejętnościom, lecz dzięki okazaniu posłuszeństwa zarządzeniu Bożemu. Za nimi podążało siedmiu kapłanów z trąbami. Następnie szli kapłani ubrani w szaty, wskazujące na ich święty urząd, niosąc arkę Bożą, otoczoną aureolą boskiej chwały. Potem szła armia izraelska, każde pokolenie pod własnym sztandarem. Tak wyglądał pochód okrążający skazane na zagładę miasto. Żaden dźwięk nie był słyszany poza krokami potężnego zastępu i uroczystymi głosami trąb, które odbijając się echem wśród wzgórz rozbrzmiewały na ulicach Jerycha. Po okrążeniu miasta wojsko wróciło w milczeniu do swoich namiotów, a skrzynię przymierza ustawiono na jej miejscu w świątyni.

Strażnicy miasta ze zdumieniem i niepokojem obserwowali każdy ruch Izraelitów i składali raport dowódcom. Nie wiedzieli, co to wszystko znaczyło, ale kiedy zobaczyli jak potężny zastęp, ze świętą arką i towarzyszącymi jej kapłanami, maszerował wokół miasta każdego dnia, tajemniczość tej scenerii napełniła trwogą serca kapłanów i ludzi. Ponownie zbadali swoje fortyfikacje, upewniając się, że mogą z powodzeniem przeciwstawić się każdemu, nawet najsilniejszemu atakowi. Wielu ludziom wydawała się śmieszna myśl, że przez takie niezwykłe pokazy może być im wyrządzona jakakolwiek szkoda. Inni byli przerażeni, gdy widzieli pochód, który każdego dnia obchodził miasto. Przypomnieli sobie, że niegdyś wody Morza Czerwonego rozstąpiły się przed tym ludem, i że utworzyło się dla nich przejście przez rzekę Jordan. Nie wiedzieli, jakie dalsze cuda Bóg może dla nich uczynić. []

Przez sześć dni zastępy izraelskie okrążały miasto. Nadszedł siódmy dzień i z pierwszym brzaskiem poranka Jozue uszykował wojska Pańskie. Teraz rozkazano im maszerować wokół Jerycha siedem razy i wraz z potężnym dźwiękiem trąb krzyczeć głośno, ponieważ Bóg dał im miasto.

Uroczyście maszerowała wielka armia wokół murów, przeznaczonych na zniszczenie. Wszędzie panowała cisza, jedynie miarowy krok wielu nóg i sporadyczny dźwięk trąb zakłócały spokój wczesnego poranka. Zdawało się, że masywne, zbudowane z solidnych kamieni mury przeciwstawią się oblężeniu. Strażnicy na murach spoglądali z rosnącym przerażeniem jak zostało zrobione pierwsze okrążenie, potem drugie, trzecie, czwarte, piąte i szóste. Jaki mógłby być cel tych tajemniczych posunięć? Czym może to zagrażać? Nie musieli długo czekać na odpowiedź. Gdy siódme okrążenie dobiegło końca, długi pochód zatrzymał się. Trąby, które umilkły na pewien czas, zagrzmiały z taką siłą, że ziemia się zatrzęsła. Kamienne, solidne mury, z potężnymi basztami i strzelnicami zachwiały się, poruszyły się ze swoich fundamentów i z hukiem legły w gruzach na ziemi. Mieszkańców Jerycha sparaliżował strach. Wojska izraelskie wkroczyły i opanowały miasto.

Izraelici nie odnieśli tego zwycięstwa dzięki swojej sile. Należało całkowicie do Pana i jako pierwsze owoce ziemi, miasto, ze wszystkim, co w nim było, miało być przeznaczone na ofiarę dla Boga. Miało być wpojone Izraelowi, że w podboju Kanaanu nie walczyli sami, ale byli po prostu narzędziami, wykonującymi wolę Bożą, mieli nie szukać bogactw i wywyższenia, ale chwały Jahwe, swego Króla. Przed zdobyciem miasta był dany rozkaz: „A miasto to i wszystko, co w nim się znajduje, będzie pod klątwą Pana (...). Wystrzegajcie się tylko tego, co jest pod klątwą, abyście nie zabierali nic z tego, co obłożyliście klątwą, i abyście przez to nie narazili na klątwę obozu Izraela i nie wtrącili go w nieszczęście” JOZ. 6,17.18.

Wszystkich mieszkańców miasta, każdą żywą istotę, która w nim była, „mężczyzn i kobiety, młodych i starych, woły, owce i osły” ścięto mieczem JOZ. 6,21. Jedynie wierna Rachab z rodziną została oszczędzona, przez co została spełniona obietnica szpiegów. Samo miasto zostało spalone. Pałace, świątynie, wspaniałe mieszkania i całe ich drogocenne wyposażenie, bogate draperie i kosztowne szaty — padły pastwą płomieni. To, co nie mógł strawić ogień, „wszystko srebro i złoto oraz przedmioty z miedzi i żelaza” JOZ. 6,19 — miało być poświęcone służbie w świątyni. Cały teren miasta był przeklęty. Jerycho nigdy nie miało być odbudowane jako forteca. Wyrok dotknie każdego, kto ośmieli się zrekonstruować mury, które rozwaliła moc Boża. W obecności całego Izraela zostało złożone uroczyste oświadczenie: „Przeklęty będzie przed Panem mąż, który podejmie odbudowę tego miasta, Jerycha! Na swoim pierworodnym założy jego fundament i na swoim najmłodszym postawi jego bramy” JOZ. 6,26.

Całkowite wytracenie ludu, mieszkającego w Jerychu, było wypełnieniem rozkazów, dotyczących mieszkańców Kanaanu, które uprzednio dał Mojżesz: „I wyda je Pan, Bóg twój, tobie i ty je wytracisz”. „Jednakże z miast tych ludów (...) nie zachowasz przy życiu żadnej żywej istoty” 5 MOJŻ. 7,2; 20,16. Wielu ludziom takie rozkazy wydają się sprzeczne z duchem miłosierdzia i miłości, który jest zalecany w innych miejscach Biblii, ale w rzeczywistości były podyktowane nieskończoną mądrością i dobrocią. Bóg myślał o tym, by osiedlić Izrael w Kanaanie, utworzyć z nich naród i rząd, które będą objawieniem Jego królestwa na ziemi. Mieli być nie tylko dziedzicami prawdziwej religii, ale upowszechniać jej zasady po całym świecie. Kananejczycy oddali się najnikczemniejszemu i najobrzydliwszemu pogaństwu i było konieczne, by kraj ten został oczyszczony z tego, co z pewnością uniemożliwiłoby spełnienie się łaskawych zamiarów Bożych.

Obywatelom Kanaanu dano wystarczającą okazję do pokuty. Przed czterdziestu laty rozdzielenie wód Morza Czerwonego i wyroki, które spadły na Egipcjan, świadczyły o najwyższej mocy Boga Izraela. A teraz obalenie królów Midianu, Gileadu i Baszanu w dalszym ciągu pokazało, że Jahwe jest ponad wszystkimi bogami. Świętość Jego charakteru i odraza do nieczystości przejawiły się w wyrokach, które spadły na Izrael za uczestniczenie w ohydnych obrzędach ku czci Baal-Peora. Wszystkie te wydarzenia były znane mieszkańcom Jerycha i było wielu takich, którzy podzielali przekonania Rachab, że Jahwe, Bóg Izraela, jest Bogiem na niebie i na ziemi, ale odmawiali posłuszeństwa. Jak ludzie przed potopem, Kananejczycy żyli jedynie bluźniąc niebu i bezczeszcząc ziemię. I zarówno miłość, jak i sprawiedliwość domagały się szybkiego zgładzenia tych buntowników przeciwko Bogu i wrogów ludzkości.  []

Z jakąż łatwością wojska niebieskie rozwaliły mury Jerycha, tego dumnego miasta, którego bastiony przed czterdziestu laty wywołały przerażenie niewiernych szpiegów! Wszechpotężny Bóg Izraela powiedział: „Oto oddaję w twoje ręce Jerycho” JOZ. 6,2. Wobec tego słowa ludzka siła była bezradna.

„Przez wiarę runęły mury Jerycha” HEBR. 11,30. Hetman wojsk Pańskich porozumiewał się tylko z Jozuem. Nie objawiał się sam całemu zgromadzeniu, któremu nie pozostało nic innego jak tylko wierzyć lub wątpić w słowa Jozuego, być posłusznym rozkazom wydawanym przez niego w imieniu Pana lub negować jego autorytet. Nie mogli zobaczyć zastępów anielskich, asystującym im pod dowództwem Syna Bożego. Mogli pomyśleć: „Jakże nierozsądne są te posunięcia i jak śmieszne codzienne maszerowanie wokół murów miasta, dmąc w trąby z baranich rogów! To nie może mieć żadnego wpływu na fortyfikacje twierdzy”. Jednak sam plan kontynuowania tej ceremonii przez tak długi okres czasu, który doprowadził w końcu do runięcia murów, dał okazję do wzmocnienia wiary wśród Izraelitów. Miało być wpojone w ich umysły, że ich siła nie leżała w mądrości człowieka, ani w jego mocy, ale tylko w Bogu ich zbawienia. Dlatego musieli przyzwyczaić się do całkowitego spolegania na swoim boskim Wodzu.

Bóg uczyni wielkie rzeczy dla tych, którzy Mu ufają. Przyczyną tego, że Jego wierzący lud nie posiada większej siły jest fakt, że za bardzo ufa własnej mądrości i nie daje Panu możliwości objawienia na ich rzecz swej potęgi. Bóg będzie pomagał swoim wierzącym dzieciom w każdej nagłej potrzebie, jeżeli będą pokładać w Nim całe swoje zaufanie i będą mu wierni w posłuszeństwie.

Wkrótce po zdobyciu Jerycha Jozue zdecydował się zaatakować Aj, małe miasteczko leżące wśród górskich wąwozów, kilka kilometrów na zachód od doliny Jordanu. Szpiedzy, którzy zostali wysłani w to miejsce, wrócili z raportem, że mieszkańców jest niewielu i będzie potrzebna tylko niewielka siła, by zadać im klęskę.

Wielkie zwycięstwo, które Bóg odniósł dla nich, sprawiło, że Izraelici nabrali pewności siebie. Ponieważ Bóg obiecał im ziemię kananejską, poczuli się bezpieczni i przestali sobie zdawać sprawę z tego, że jedynie boska pomoc może im zapewnić sukces. Nawet Jozue przygotował plany zdobycia Aj nie szukając rady u Pana.

Izraelici zaczęli wywyższać własną siłę i spoglądali z pogardą na swych wrogów. Spodziewali się łatwego zwycięstwa i sądzili, że trzy tysiące mężów wystarczy, by zdobyć to miasto. Ruszyli do ataku bez upewnienia się, że Bóg będzie z nimi. Podeszli blisko do bramy miasta, narażając się jedynie na najbardziej zdeterminowany opór. Ogarnięci panicznym strachem z powodu liczebności i przygotowania nieprzyjaciela uciekali w zamieszaniu w dół po urwistym zboczu. Kananejczycy ruszyli w zawzięty pościg, „gonili ich od bramy (...) pobili ich na zboczu” JOZ. 7,5. Mimo że liczba poległych nie była wysoka — trzydziestu sześciu mężczyzn — porażka przygnębiła całe zgromadzenie. „Stopniało przeto serce ludu i stało się jak woda” JOZ. 7,5. Po raz pierwszy spotkali się z Kananejczykami w otwartej walce i jeżeli zmuszeni byli do ucieczki przed obrońcami tego małego miasteczka, to jaki będzie rezultat większych bitew, które ich czekają? Jozue uważał to niepowodzenie za przejaw Bożego niezadowolenia i w rozpaczy oraz obawie „rozdarł swoje szaty i padł twarzą na ziemię przed Skrzynią Pana i leżał tak aż do wieczora, on i starsi izraelscy, i sypali proch na swoje głowy. Ach, Panie, Panie mój, dlaczego przeprowadziłeś ten lud przez Jordan? Czy aby wydać nas w ręce Amorejczyków na zagładę? O Panie, cóż mam powiedzieć, gdy oto Izrael odwrócił się tyłem do swoich nieprzyjaciół? Usłyszą to Kananejczycy i wszyscy mieszkańcy tej ziemi, zwrócą się przeciwko nam i wytępią imię nasze z tej ziemi. Co wtedy uczynisz dla wielkiego imienia twego?” JOZ. 7,6.7.8.9.

Odpowiedź Jahwe brzmiała: „Wstań! Czemu leżysz twarzą do ziemi? Izrael zgrzeszył: Naruszyli moje przymierze, które im narzuciłem” JOZ. 7,10.11. To był czas na szybkie i zdecydowane działanie, a nie na rozpacz i lamenty. W obozie był jakiś ukryty grzech, który musi być odszukany i usunięty, by obecność oraz błogosławieństwo Pana mogły być z Jego ludem. „Nie pozostanę nadal z wami, jeżeli nie usuniecie spośród siebie tego, co jest obłożone klątwą” JOZ. 7,12. []

Boży rozkaz został zlekceważony przez jednego z tych, którzy byli wyznaczeni do wykonania Jego wyroków. I naród stał się odpowiedzialny za winę grzesznika: „Wzięli nieco z tego, co było obłożone klątwą, ukradli, zataili i włączyli to do swoich rzeczy” JOZ. 7,11. Jozue otrzymał wskazówkę jak odszukać i ukarać przestępcę. Miano użyć losu, by wykryć winnego. Grzesznik nie był wskazany bezpośrednio, przez pewien czas ta sprawa pozostawała w niepewności, aby lud poczuł odpowiedzialność za grzechy, które były pomiędzy nimi, odczuwał wyrzuty sumienia i ukorzył się przed Bogiem.

Wczesnym rankiem Jozue zgromadził cały lud według pokoleń i rozpoczęła się uroczysta, ważna ceremonia. Dochodzenie posuwało się krok za krokiem. Bliżej, coraz bliżej było do strasznej próby. Najpierw było badane pokolenie, potem ród, następnie rodzina oraz poszczególni mężowie i wtedy palec Boży wskazał na Achana, syna Karmiego, z plemienia Judy, jako na sprawcę kłopotów w Izraelu.

Aby ustalić, że jego wina była ponad wszelką wątpliwość i nie pozostawić mu żadnego powodu do oskarżenia, że został niesprawiedliwie potępiony, Jozue uroczyście zaklinał Achana, by powiedział prawdę. Nikczemny człowiek całkowicie wyznał swoje przestępstwo: „Zaiste, ja zgrzeszyłem przeciwko Panu, Bogu Izraela (...). Ujrzałem wśród łupów piękny płaszcz babiloński, dwieście sykli srebra i jedną sztabę złota wagi pięćdziesięciu sykli. Zapragnąłem ich i zabrałem je. Oto są one zakopane w ziemi w obrębie mojego namiotu, a srebro na spodzie” JOZ. 7,20.21. Wysłano natychmiast ludzi do jego namiotu, którzy przekopali ziemię we wskazanym miejscu, „i oto był on zakopany w jego namiocie, a srebro na spodzie. Zabrali je z namiotu i przynieśli do Jozuego (...) i złożyli je przed Panem” JOZ. 7,22.23.

Ogłoszono wyrok, który został natychmiast wykonany. „Jak ty sprowadziłeś na nas nieszczęście”, powiedział Jozue, „tak niech dziś Pan sprowadzi na ciebie nieszczęście!” JOZ. 7,25. Ponieważ lud ponosił odpowiedzialność za grzech Achana i cierpiał z powodu jego konsekwencji, brał, w osobach swych przedstawicieli, udział w jego ukaraniu. „I ukamienował go cały Izrael” JOZ. 7,25.

Potem wznieśli nad nim wielki stos kamieni — świadectwo grzechu i kary. „Dlatego to miejsce nazywa się do dnia dzisiejszego Achor” JOZ. 7,26 — co oznacza — „zmartwienie”. W Księdze Kronik zapisano: „Achar, który sprowadził nieszczęście na Izraela” I KRON. 2,7.

Grzech Achana był popełniony wbrew najbardziej bezpośrednim oraz uroczystym ostrzeżeniom, w czasie najpotężniejszego objawienia się mocy Bożej. „Strzeżcie się rzeczy przeklętych, abyście się nie stali przekleństwem” JOZ. 6,18 BG — oznajmiono całemu Izraelowi. Rozkaz był dany natychmiast po cudownym przejściu przez Jordan i po uznaniu Bożego przymierza przez obrzezanie ludu — po święceniu dnia Paschy i po zjawieniu się Anioła Przymierza, Hetmana wojska Pańskiego. Potem nastąpiło zdobycie Jerycha jako dowód, że zguba na pewno dopadnie wszystkich przestępców prawa Bożego. Fakt, że to jedynie boska moc zapewniła zwycięstwo Izraelowi, i że nie zdobyliby Jerycha dzięki swojej własnej sile, nadawał uroczyste znaczenie zakazowi brania czegokolwiek z łupów. Bóg mocą swego słowa zburzył twierdzę. To był Jego podbój i tylko Jemu jedynie miasto i wszystko, co się w nim znajdowało, było poświęcone. []

W całej ogromnej rzeszy Izraelitów znalazł się tylko jeden człowiek, który w tak uroczystej godzinie triumfu i sądu ośmielił się przestąpić rozkaz Boży. Widok kosztownej szaty z Synar wzbudził chciwość Achana. I nawet wtedy, gdy stanął przez nią twarzą w twarz ze śmiercią nazwał swój łup „pięknym płaszczem babilońskim”. Jeden grzech pociągnął za sobą następne i Achan przywłaszczył sobie złoto i srebro, należące do skarbca Pańskiego — okradł Boga z pierwszych owoców ziemi kananejskiej.

Śmiertelny grzech, który doprowadził Achana do zguby, miał swoje korzenie w pożądliwości. Ze wszystkich grzechów jest on najbardziej rozpowszechniony, a poza tym uważany za najlżejszy. Podczas gdy inne przestępstwa bywają śledzone i karane, jakże rzadko pogwałcenie dziesiątego przykazania wywołuje, taką samą, jak w stosunku do nich, krytykę. Historia Achana jest jednak pouczeniem, jak wielki jest to grzech, i jak straszne są jego skutki.

Chciwość jest złem, które się rozwija stopniowo. Achan pielęgnował żądzę zysku, aż stała się nawykiem, wiążącym go kajdanami nieomalże nie do rozerwania. Zamiast pielęgnować zło, myśl, że sprowadzi nieszczęście na Izrael powinna go napełnić przerażeniem, ale jego postrzeganie było zniszczone przez grzech i kiedy przyszła pokusa, stał się jej łatwą zdobyczą.

Czyż podobne grzechy nie są wciąż popełniane wbrew tak samo wyraźnym i uroczystym ostrzeżeniom? Nam również wyraźnie zakazano pobłażać chciwości, tak jak Achanowi zabroniono przywłaszczyć sobie łupy z Jerycha. Bóg oświadczył, że jest to bałwochwalstwo. Zostaliśmy ostrzeżeni: „Nie możecie Bogu służyć i mamonie” MAT. 6,24. „Baczcie, a wystrzegajcie się wszelkiej chciwości” ŁUK. 12,15. „(...) chciwość niech nawet nie będą wymieniane wśród was” EFEZ. 5,3. Wiemy, jak straszny los spotkał Achana, Judasza, Ananiasza i Safirę, a przed nimi wszystkimi Lucyfera, „syna jutrzenki”, który, pożądając wyższego stanowiska stracił na zawsze światło i błogość nieba. A przecież pomimo tych wszystkich ostrzeżeń chciwość nadal króluje.

Wszędzie widzimy jej oślizgły ślad. Sieje niezadowolenie i niezgodę w rodzinach. Budzi zawiść i nienawiść biednych w stosunku do bogatych, prowadzi do tego, że bogaci uciskają biedaków. Zło to nie istnieje jedynie w świecie, ale i w Kościele. Jak nagminnie nawet tutaj można odnaleźć egoizm, skąpstwo, chełpliwość, zaniedbywanie miłosierdzia i okradanie Boga z dziesięcin i ofiar! Jest wielu Achanów między członkami Kościoła, którzy zajmują dobre stanowiska i dokładnie wypełniają swe powinności! Wielu ludzi chodzi regularnie do Kościoła i przystępuje do stołu Pańskiego, a jednak w ich majątku ukryte są nieprawe zyski i przedmioty przeklęte przez Boga! Dla „pięknej szaty babilońskiej” mnóstwo ludzi poświęca spokój sumienia i nadzieję na niebo. Wielu potrafi przehandlować swoją uczciwość, zdolność czynienia użytecznych rzeczy za woreczek srebrnych sykli. Wołania cierpiących biedaków są zlekceważone. Światło ewangelii jest zatrzymywane w swym biegu. Pogarda ze strony świata jest poparta przez praktyki, które zadają kłam chrześcijaństwu, a jednak chciwy wyznawca nadal gromadzi mnóstwo skarbów. „Czy człowiek może oszukiwać Boga? Bo wy mnie oszukujecie!” MAL. 3,8, mówi Pan. []

Grzech Achana przywiódł nieszczęście na cały naród. Przez grzech jednego człowieka niezadowolenie Boże spocznie na Jego Kościele tak długo, aż przestępstwo będzie wykryte i usunięte. Kościół najbardziej niepokoi nie wpływ jawnych przeciwników, niewiernych i bluźnierców, ale zmiennych wyznawców Chrystusa. To są ci, którzy powstrzymują błogosławieństwa Boże dla Izraela i osłabiają Jego lud.

Kiedy Kościół znajduje się w trudnościach, kiedy panują oziębłość i upadek ducha, dając nieprzyjaciołom Bożym okazję do triumfu, wtedy, zamiast załamywania rąk i lamentowania nad swym nieszczęśliwym stanem, trzeba wybadać wyznawców, czy w obozie nie ma Achana. W pokorze każdy musi badać serce i szukać ukrytych grzechów, które odgradzają Kościół od Bożej obecności.

Achan wyznał swoją winę, ale było zbyt późno, by wyznanie to przyniosło mu korzyść. Widział armię izraelską, która powróciła z Aj rozbita i przygnębiona, a jednak nie wystąpił i nie wyznał swego grzechu. Widział jak starszyzna izraelska i Jozue padli na ziemię w smutku zbyt wielkim, by można go było wyrazić słowami. Gdyby wtedy wyznał swój błąd, mógłby dać dowód prawdziwej skruchy. Lecz on zachował milczenie. Słuchał obwieszczenia, że zostało popełnione wielkie przestępstwo, słyszał nawet jak zdecydowanie określono jego charakter, ale jego usta były zapieczętowane. Wtedy rozpoczęto uroczyste przesłuchanie. Jakże jego dusza musiała drżeć z przerażenia, gdy zobaczył, że zostało wskazane jego pokolenie, jego ród, a potem jego rodzina! Jednak nadal nie wyrzekł ani jednego słowa wyznania, dopóki palec Boży nie wskazał wprost na niego. Wtedy, gdy jego grzech nie mógł być już dłużej ukrywany, przyznał się i powiedział prawdę. Jakże często mają miejsce podobne wyznania. Istnieje ogromna różnica między przyznaniem się do faktów, które zostały nam udowodnione, a wyznaniem grzechów wiadomych tylko nam i Bogu. Achan nie przyznałby się, gdyby nie nadzieja, że odsunie konsekwencje swego przestępstwa. To wyznanie jednak posłużyło jedynie do pokazania, że jego ukaranie było słuszne. Nie było prawdziwej skruchy za grzech, żadnego żalu, postanowienia poprawy czy wstrętu do złego.

Takie wyznania będą czynić winni, którzy staną przed sądową stolicą Bożą, gdy każdy przypadek będzie decydować o życiu lub śmierci. Konsekwencje, które będą dla nich z tego wynikać, zmuszą każdego do wyznania grzechu. Wyznanie to będzie wymuszone z człowieka w wyniku straszliwego uczucia potępienia i przeraźliwego oczekiwania na sąd. Lecz takie wyznanie nie może uratować grzesznika.

Tak długo, jak mogą ukryć swe przestępstwa przed bliźnimi, wielu, tak jak Achan, czują się bezpieczni, pocieszając samych siebie, że Bóg, oceniając grzech, nie będzie rygorystyczny. Ich grzechy znajdą ich jednak w owym dniu, gdy już będzie zbyt późno, gdy nie będą oczyszczeni żadną ofiarą czy darami. Kiedy księgi niebieskie zostaną otwarte, Sędzia nie będzie słowami ogłaszać winy grzesznika, ale obrzuci go przenikliwym, osądzającym spojrzeniem i każdy czyn, każda sprawa w życiu, będą żywo tkwić w pamięci złoczyńcy. Nie będzie potrzeby, by ktokolwiek, tak jak w dniach Jozuego, był wyszukiwany od pokolenia do rodziny, bowiem własnymi ustami wyzna swą hańbę. Grzechy, ukryte przed ludźmi, będą wtedy ogłoszone całemu światu.

inne tematy z tej serii:
DLACZEGO BÓG DOPUŚCIŁ GRZECH? | STWORZENIE | KUSZENIE I UPADEK | PLAN ODKUPIENIA | POTOP | PO POTOPIE
RZECZYWISTY TYDZIEŃ
| WIEŻA BABEL | PRÓBA WIARY | ZNISZCZENIE SODOMY | MOJŻESZ | PLAGI EGIPSKIE | PASCHA | WYJŚCIE
OD MORZA CZERWONEGO DO SYNAJU
| NADANIE PRAWA IZRAELOWI | BAŁWOCHWALSTWO POD SYNAJEM
NIENAWIŚĆ SZATANA DO PRAWA BOŻEGO
| ZAKON I PRZYMIERZA | DWUNASTU WYWIADOWCÓW | UPADEK JERYCHA
BŁOGOSŁAWIEŃSTWA I PRZEKLEŃSTWA
| PIERWSI SĘDZIOWIE | SAMSON | DZIECIĘ SAMUEL | HELI I JEGO SYNOWIE
PIERWSZY KRÓL IZRAELA
| NAMASZCZENIE DAWIDA | DAWID I GOLIAT | ŚMIERĆ SAULA | DAWNE I WSPÓŁCZESNE CZARY
DAWID WSTĘPUJE NA TRON
| PANOWANIE DAWIDA | GRZECH I SKRUCHA DAWIDA

 
   

[]

   
 

główna | pastor | lekarz | zielarz | rodzina | uzależnienia | kuchnia | sklep
radio
| tematy | książki | czytelnia | modlitwa | infoBiblia | pytania | studia | SMS-y
teksty | historia | księga gości | tapety | ułatwienia | technikalia | e-Biblia | lekcje
do pobrania
| mapa | szukaj | autorzy | nota prawna | zmiany | wyjście

 
 
 

© 1999-2003 NADZIEJA.PL sp. z o.o. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Bank BPH II/O Warszawa, 10601015-320000744691