Autorska płyta Mariusza Zawieruchy opowiada o cudzie życia na każdym jego etapie... W oczach Bożych jesteś cudem!

26. Co mówił Jezus o siedmiu zborach

Kościół Chrystusa jest najlepszym schronieniem, które nigdy nie zawiedzie. Jezus powiedział, że będzie on schronieniem do końca i „bramy piekielne nie przemogą go” Mt 16,18. W listach do „siedmiu zborów” Jezus przedstawił Janowi historię chrześcijaństwa od wniebowstąpienia Chrystusa aż do Jego przyszłego powrotu na obłokach niebieskich. Jest to najzupełniej jasne, że taka treść kryje się właśnie pod symbolem „siedmiu zborów”.

Fakt ten zwracał uwagę badających Pismo Święte już od dość dawna. W komentarzu Vitinga opublikowanym w 1705 roku czytamy: „Pod symbolem siedmiu azjatyckich zborów chrześcijańskich należy rozumieć siedem różnych stanów Kościoła chrześcijańskiego, aż do powtórnego przyjścia na świat Chrystusa”.

Są to następujące zbory i odpowiadające im okresy historyczne:

1. Efez — okres apostolski.

2. Smyrna — okres prześladowań ze strony pogaństwa.

3. Pergamon — okres odstępstwa, począwszy od „nawrócenia” Konstantyna Wielkiego.

4. Tiatyra — okres od ustanowienia supremacji papieskiej do końca ciemnego średniowiecza.

5. Sardes — okres reformacji.

6. Filadelfia — wielki ruch adwentowy.

7. Laodycea — czas końca, aż do przyjścia Chrystusa.

Możemy te wnioski oprzeć całkowicie na Księdze Objawienia. Termin „objawienie” oznacza, że są to rzeczy objawione przez Jezusa Chrystusa. I rzeczywiście, już pierwsze słowa Apokalipsy mówią, iż jest to „objawienie Jezusa Chrystusa”. Są to prawdy dotyczące przyszłości, objawione ludowi Bożemu. „To, co jest zakryte, należy do Pana, Boga naszego, a co jest jawne, do nas i do naszych synów” Pwt 29,28.

Cel objawienia wyjawiony jest już w pierwszym wersecie tej księgi: „Objawienie Jezusa Chrystusa, które dał mu Bóg; aby ukazać sługom swoim to, co ma się stać wkrótce”. A zatem słowa księgi przeznaczone są szczególnie dla dzieci Bożych, dla prawdziwych wyznawców Chrystusa. Najważniejsze wydarzenie, o którym mówi księga, opisane jest w siódmym wierszu w rozdziale pierwszym: „Oto przychodzi wśród obłoków i ujrzy go wszelkie oko, a także ci, którzy go przebili”. To samo stwierdzenie znajdujemy w ostatnich wierszach Biblii. Księga Objawienia nie tylko zamyka cała prawdę o powtórnym przyjściu Chrystusa, ale i całą Biblię, a ponadto jej pierwsze osiem wierszy to skrót całości!

Czytamy mianowicie, że „błogosławiony ten, który czyta” (w. 3). Jest to niezwykłe oświadczenie. Błogosławieństwo Boże spływa na tych, którzy czytają Objawienie, słuchają słów Bożych oraz „zachowują to, co w nim jest napisane”. Proroctwo rozpoczyna się wizją Jezusa Chrystusa w chwale, który przechadza się pośród siedmiu złotych świeczników Ap 1,12.13. Właśnie te siedem świeczników to symbol siedmiu zborów, siedmiu okresów Kościoła Chrystusa.

O siedmiu zborach dowiadujemy się ze słów wypowiedzianych do apostoła Jana: „To, co widzisz, zapisz w księdze i wyślij do siedmiu zborów: do Efezu i do Smyrny, i do Pergamonu, i do Tiatyry, i do Sardes, i do Filadelfii, i do Laodycei” (w. 11). Są to nazwy miast w Azji Mniejszej z końca I wieku, które były polem działalności misyjnej apostoła Pawła i innych.

Poselstwo to zostało również skierowane — jak już powiedzieliśmy — do całego Kościoła w jego siedmiu okresach różniących się stanem duchowym, począwszy od wniebowstąpienia do powtórnego przyjścia Chrystusa. W miarę zagłębiania się w treść Objawienia prawda ta stanie się dla nas coraz bardziej przejrzysta. W proroctwie wykazane zostały zarówno dobre, jak i złe strony tych okresów Kościoła chrześcijańskiego. W każdym z nich lud Boży otrzymał wskazówki i pouczenia. Zwróćmy się do drugiego rozdziału Objawienia, gdzie zaczyna się profetyczna wizja historii.

EFEZ — wiek apostolski (31-100 r. po Chr.). Słowo „Efez” znaczy „pożądany”, „upragniony”. Tak właśnie można określić pierwszy okres rozwoju chrześcijaństwa. Poselstwo to odnosi się do zboru apostolskiego, to jest do czasu śmierci ostatniego z apostołów, Jana, około 100 roku.

„Do anioła zboru w Efezie napisz: To mówi Ten, który trzyma siedem gwiazd w prawicy swojej, który się przechadza pośród siedmiu złotych świeczników. Znam uczynki twoje i trud, i wytrwałość twoją, i wiem, że nie możesz ścierpieć złych, i że doświadczyłeś tych, którzy podają się za apostołów, a nimi nie są, i stwierdziłeś, że są kłamcami. Masz też wytrwałość i cierpiałeś dla imienia mego, a nie ustałeś. Lecz mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość. Wspomnij więc, z jakiej wyżyny spadłeś i upamiętaj się, i spełniaj uczynki takie, jak pierwej; a jeżeli nie, to przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie upamiętasz. Na swoją obronę masz to, że nienawidzisz uczynków nikolaitów, których i ja nienawidzę. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym” Ap 2,1-7.

Zauważmy, że każde z tych zdań odnosi się nie tylko do okresu efeskiego w Kościele, ale i do chrześcijan wszystkich wieków. Jednak Efez to symbol Kościoła chrześcijańskiego w pierwszym okresie czystości, za dni apostołów. Kościół otrzymał naukę Chrystusa i został obdarowany darami Ducha Świętego. Trudno o trafniejszą charakterystykę okresu efeskiego w historii chrześcijaństwa, pierwszego stulecia chrześcijaństwa.

Są jednak również pewne krytyczne uwagi i pewne zastrzeżenia: „Mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość”. I my powinniśmy przyjąć to ostrzeżenie jako to, które zostało skierowane także pod naszym adresem. Wchodzimy bowiem pełni wiary i miłości w dom Chrystusowy, a później tracimy swój entuzjazm i gorącą nadzieję, stajemy się pospolici, obojętni, powszedni. Dlaczego odstępujemy od pierwotnej miłości? Dlaczego nie chcemy dostrzegać jej uroku? Dlaczego to uczucie gaśnie w nas w codziennych troskach i trudach? Tak właśnie było i w życiu Kościoła apostolskiego.

„Wspomnij więc, z jakiej wyżyny spadłeś i upamiętaj się, i spełniaj uczynki takie, jak pierwej” (w. 5). Wróćmy myślą do naszej „pierwszej miłości”. Nastąpiły po niej pierwsze uczynki — skrucha, posłuszeństwo, służba Chrystusowi czy nawet cierpienie za wiarę, za Chrystusa. Jeśli wrócimy do tych uczynków, wróci i pierwsza miłość chrześcijańska. Ta pierwsza miłość — to miłość ku Bogu i pragnienie obwieszczenia ludziom Jego radosnej prawdy. Owocami tej miłości są czyny godne chrześcijanina.

Możemy zapytać: „Jak zdołamy być tego pewni, że miłujemy Boga?” Każdy z nas może przecież sądzić, że Go kocha, ale skąd wiadomo, że to na pewno miłość? W hydroforni nie zawsze widzi się wielki zbiornik, ale wie się, ile wody on zawiera. Jest tam miernik, który ściśle wskazuje jej poziom. Skąd więc możemy wiedzieć, że na pewno kochamy Boga? Obserwujmy miernik. Miłość ku braciom, przyjaciołom, sąsiadom, miłość bliźniego jest miernikiem miłości do Boga. Czy miłujemy bliźnich? Spróbujmy odpowiedzieć sobie na to pytanie!

Nie wyobrażajmy sobie, że miłość do bliźnich i miłość do Boga są od siebie niezależne! Miłość jest tylko jedna i ta sama. Kościół w czasach apostolskich był niezmiernie aktywny, gorliwy, pełen poświęcenia. W jego życiu brali czynny udział wszyscy członkowie, całe zgromadzenie wiernych. Nie było podziału na miłość do Boga i miłość do bliźniego. Gdziekolwiek pionierzy chrześcijaństwa głosili Słowo Boże, tam cały cywilizowany świat mógł podziwiać ich szczytną jedność i chrześcijańską wspólnotę dążeń duchowych i moralnych. Jednakże apostoł Paweł ostrzegał Efezjan, że zaczynają odstępować od wczesnych wzorów wiary i popełniają błędy: „Nawet spomiędzy was samych powstaną mężowie, mówiący rzeczy przewrotne, aby uczniów pociągnąć za sobą” Dz 2,3. Nowy Testament zawiera imiona niektórych spośród nich, jak np. Demasa, który umiłował doczesny świat 2Tm 4,1, Demetriusza Dz 19,23-29, Szymona Dz 8,9. Ci, którzy odeszli od Chrystusa, mają nawrócić się, upamiętać i spełniać „uczynki takie, jak pierwej”. Jest oczywiste, że nie będziemy zbawieni przez uczynki, lecz łaską przez wiarę Ef 2,8. Posłuszeństwo pozostaje jednak znakiem nawrócenia i prawdziwie uświęconego życia.

Zapamiętajmy tę słodką obietnicę Chrystusa, jaką daje On wiernym zboru efeskiego: „Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym” Ap 2,7. Obietnica ta przenosi nas myślą do raju utraconego przez Adama. A więc Jezus pragnie wszystkim dzieciom Bożym przywrócić raj, dać im znowu jeść z drzewa życia, odkupić potomków Adama. Dlatego mówi: „Błogosławieni, którzy czynią przykazania jego, aby mieli prawo do drzewa żywota i aby weszli bramami do miasta” Ap 22,14 (BG).

SMYRNA — okres prześladowań ze strony pogan (100-323 r.). Wyraz „Smyrna” oznacza mirrę — żywicę, z której wyrabiano kadzidło. Jezus przechadzający się wśród siedmiu złotych świeczników mówi: „To mówi pierwszy i ostatni, który był umarły, a ożył; znam ucisk twój i ubóstwo, lecz tyś bogaty, i wiem, że bluźnią tobie ci, którzy podają się za Żydów, a nimi nie są, ale są synagogą szatana. Nie lękaj się cierpień, które mają przyjść na cię. Oto diabeł wtrąci niektórych z was do więzienia, abyście byli poddani próbie, i będziecie w udręce przez dziesięć dni. Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci koronę żywota” Ap 2,8-10.

Był to więc okres prześladowań pogańskich w Imperium Rzymskim, a Smyrna jest symbolem całego tego okresu. Wielu chrześcijan zginęło wówczas śmiercią męczeńską za wiarę. Działo się to w drugim, trzecim i czwartym stuleciu. Właśnie do tych cierpiących i prześladowanych skierowane były słowa: „Nie lękaj się cierpień, które mają przyjść na cię”. Szczególnie okrutne prześladowania dotknęły chrześcijan w czasach Dioklecjana. Trwały one przez 10 lat, w okresie od 303 do 313 r. W dniach tych bito nawet medale z napisem: „Nie ma już chrześcijan”.

Pisano wiele o tych męczennikach. Między innymi znamy historię Blandyny — piętnastoletniej córki niewolnika, której postawa i niezachwiana wiara stały się przykładem dla całego Kościoła. Podczas gdy wszyscy drżeli przed czekającymi ich torturami i cierpieniami, Blandyna nie tylko sama znosiła je mężnie, ale podtrzymywała jeszcze na duchu innych. „Jestem chrześcijanką” — powtarzała bez przerwy. Torturowano ją z wyrafinowanym okrucieństwem. Na wszystkie nalegania odpowiadała zawsze niezmiennie: „Jestem chrześcijanką, nie uczyniłam nic złego”.

W cyrku przybito ją do krzyża i wydano na łup dzikim zwierzętom. Gdy podbiegł do niej lew, patrzyła spokojnie wprost w jego paszczę śmiejąc się jak królowa, tak iż zwierzę nie śmiało jej dotknąć. Zdjęto ją z krzyża, wtrącono z powrotem do więzienia i ponownie wyprowadzono na egzekucję. Po straszliwych męczarniach zamordowano, ciało spalono, a prochy wrzucono do rzeki.

Fala prześladowań wreszcie opadła. W „Historii ogólnej” Meyersa czytamy: „Mocą edyktu wydanego w 313 roku w Mediolanie, w rok po zwycięskiej bitwie, Konstantyn zrównał w prawach religię chrześcijańską z innymi religiami na terenie imperium”. Krew męczenników była ziarnem, z którego rozwinął się Kościół. Wiary Chrystusa nie były wstanie złamać najsroższe nawet tortury i prześladowania. Zauważmy cudowną obietnicę dla tego Kościoła, który zwycięży śmierć i mękę: „Zwycięzca nie dozna szkody od drugiej śmierci” Ap 2,11.

Jeżeli przestudiujemy rozdział dwudziesty Księgi Objawienia, zauważymy, że będą dwa zmartwychwstania: sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Niesprawiedliwi powstaną z martwych tysiąc lat po zmartwychwstaniu sprawiedliwych po to, by otrzymać karę w jeziorze ognia. A oto co mówi Jezus do trzeciego zboru.

PERGAMON — okres światowej władzy i duchowej słabości (lata 323-538). Wyraz „Pergamon” oznacza „wyniosłość”, „wywyższanie się”, „dostojeństwo”. Miasto Pergamon było zbudowane na wysokiej górze.

Jest to okres chrześcijaństwa od rzekomego nawrócenia się Konstantyna Wielkiego aż do zupełnego zacieśnienia unii Kościoła z państwem i ustanowienia prymatu biskupa rzymskiego. Kościół poprzednio prześladowany, nie mający, jak niegdyś jego Mistrz i Pan, miejsca na ziemi, teraz usadowił się na dworze królewskim. Zapanowały w nim przepych i bogactwo kosztem czystości wiary Chrystusowej. Kościół prześladowany stał się Kościołem powszechnym. Weszły do niego olbrzymie masy pogan, wnosząc ze sobą swoje praktyki i zwyczaje. Lecz i w tych ciemnych dniach było wiele dziatek Bożych, do których niebiański Stróż powiedział:

„A do anioła zboru w Pergamie napisz: To mówi Ten, który ma ostry miecz obosieczny. Wiem, gdzie mieszkasz, tam, gdzie jest tron szatana; a jednak trzymasz się mocno mego imienia i nie zaparłeś się wiary we mnie, nawet w dniach, kiedy Antypas, świadek mój wierny, został zabity u was, gdzie szatan ma swoje mieszkanie. Lecz mam ci nieco za złe, mianowicie, że są tam tacy, którzy trzymają się nauki Baalama, który nauczał Balaka, jak uwodzić synów izraelskich, by spożywali rzeczy bałwanom ofiarowane i uprawiali nierząd. Tak i ty masz u siebie takich, którzy również trzymają się nauki nikolaitów. Upamiętaj się więc; a jeżeli nie, przyjdę do ciebie wkrótce i będę z nimi walczył mieczem ust moich” Ap 2,12-16.

„Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Zwycięzcy dam nieco z manny ukrytej i kamyk dam mu biały, a na kamyku tym wypisane nowe imię, którego nikt nie zna, jak tylko ten, który je otrzymuje” Ap 2,17.

Od tego rozpoczyna się właściwie okres upadku czy raczej odstępstwa, odwrotu od czystej idei Chrystusa. Bóg zawsze jednak pamiętał o swoich wiernych, do których powiedział: „Nie bój się (...) gdyż upodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo” Łk 12,32. „Mieczem ust moich” odnosi się do słowa Bożego. Apostoł Paweł mówi podobnie: „Weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże” Ef 6,17.

Nigdy nie leżało w interesach Bożych zniewalanie ludzkich sumień. Wolność wyboru religii leży u podstaw myśli chrześcijańskiej. Jezus powiedział przecież: „A jeśliby kto słuchał słów moich, a nie przestrzegał ich, Ja go nie sądzę; nie przyszedłem bowiem sądzić świata, ale świat zbawić” J 12,47. Gdyby Kościół przestrzegał tej zasady, nie byłoby tylu przykrych i strasznych wydarzeń w jego historii.

Mówiąc o „doktrynie Baalama” trzeba pamiętać, że jakkolwiek Balaam był prorokiem Bożym, to jednak stał się odstępcą. Użył go pogański król do przeklinania ludu Bożego. Gdy rzucanie klątw nie przyniosło oczekiwanych rezultatów, Balaam zwiódł Izraela przez nakłanianie go do uczestniczenia w praktykach pogańskich. Pogaństwo, które nie mogło zetrzeć z powierzchni ziemi chrześcijaństwa przemocą, wybrało inny sposób, bardziej skuteczny. Pogańska filozofia zaczęła przenikać do nauki chrześcijańskiej, zawarła z nią sojusz, zaraziła mnóstwem fałszywych praktyk, wierzeń, zwyczajów i tradycji. Przez długi czas wpływy pogańskie rozszerzały się i ugruntowywały w życiu chrześcijan. I tak np. niedziela — pierwszy dzień tygodnia, pogański „dzień słońca”, została wprowadzona do Kościoła jako „Dzień Pański”, co stanowiło jawne ustępstwo na rzecz pogan. Co więcej, zarzucono święcenie dnia sobotniego, prawdziwego dnia Pańskiego, rozpoczynającego się wraz z zachodem słońca w piątek i trwającego do sobotniego wieczoru.

Współczesny Kościół powszechny jest obciążony dziedzicznie tymi błędami „okresu pergamońskiego”. Zbytnio zafascynowany duchem wieku, pochłonięty sprawami tego świata, przybiera karykaturalne formy działania. Cechuje go brak szczerej wiary pierwszych chrześcijan oraz liberalizm filozoficzny w wielu kwestiach mających żywotne znaczenie dla zbawienia. Kościół zżera duch kompromisu, powątpiewania w jasno objawione w Słowie Bożym prawdy, duch ludzkich spekulacji i poglądów.

W jaki sposób chrześcijanie mogą wyrwać się z tego stanu? „Upamiętaj się więc — czytamy w Słowie Bożym — a jeżeli nie, przyjdę do ciebie wkrótce i będę z nimi walczył mieczem ust moich” Ap 2,16. Aż dziwić się trzeba, jak często dzisiaj ludzie nie tylko nie wstydzą się swych grzechów, ale i chlubią się nimi. Prawdziwa skrucha to jest, jak powiedział Szekspir, „smutek serca i pragnienie czystego życia”. Prawdziwa skrucha jest głębokim żalem za grzechy, wyrażonym zarówno ich zewnętrznym wyznaniem, jak i pragnieniem prawego życia w przyszłości.

Jednak i w naszych dniach nie powinno zabraknąć szczerych wyznawców Chrystusa, ludzi prawdziwie pokutujących. „Wiem, gdzie mieszkasz, tam, gdzie jest tron szatana; a jednak trzymasz się mocno mego imienia” OBJ. 2,13. Jest to wspaniałe świadectwo żarliwej wiary w czasach duchowego upadku nominalnego chrześcijaństwa, świadectwo dla prawdziwych wyznawców Chrystusa we wszystkich wiekach. Pan wie, gdzie mieszkamy, i zna nasze uczynki. Wie, czy trzymamy się mocno Jego imienia, czy też wypieramy się Go. Módlmy się, abyśmy się Go nie wyparli przez nasze życie lub nasze słowa.

Obietnica Chrystusa dla zboru pergamońskiego brzmi: „Zwycięzcy dam nieco z manny ukrytej i kamyk dam mu biały, a na kamyku tym wypisane nowe imię, którego nikt nie zna, jak tylko ten, który je otrzymuje” (w. 17). Obietnica ta stanowi więc nie tylko zapewnienie duchowego wsparcia, ale i zupełnego zwycięstwa — kamyka łaski z nowym imieniem dla każdego z nas. Kamień ten przedstawia usprawiedliwienie udzielane wierzącym i nasz nowy charakter będący darem Chrystusa. Nowe imię osiąga się przez nowonarodzenie i uświęcenie przygotowujące nas do królestwa Bożego.

TIATYRA — okres supremacji (wszechwładzy) papieskiej, trwający od 538 r. aż do końca prześladowań. Słowo „Tiatyra” można rozumieć jako „ofiara skruchy”. W tym okresie historii Kościoła odstępstwo zaznaczyło się najsilniej, chrześcijaństwo weszło na drogę zupełnej ciemności i fałszu, drogę odwrotu od podstawowych prawd biblijnych stanowiących istotę prawdziwej religii. Ludzie zdawali się zapominać o tym, że zbawienia nie da się kupić ani zdobyć własnymi uczynkami, lecz że jest ono darem Bożym, który możemy otrzymać dzięki Jego łasce i tylko dzięki niej.

Papiestwo doszło do wielkiej potęgi, gdy w wyniku działań wojsk Justyniana uniezależniło się od panujących na Półwyspie Apenińskim arian. Potęga ta trwała aż do 1798 r. Dni prześladowań zostały skrócone. Jezus powiedział: „Wtedy bowiem nastanie wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd, i nie będzie. A gdyby nie były skrócone owe dni, nie ocalałaby żadna istota, lecz ze względu na wybranych będą skrócone owe dni” Mt 24,21.22.

Nadejście w szesnastym wieku reformacji pomogło złamać wszechwładzę papiestwa. Odkrycie Ameryki, miejsca ucieczki prześladowanych, skróciło dni wielkiej udręki. Spełniło się proroctwo Daniela, że znaczenie władzy religijnej wielce wzrośnie, gdy podzielone zostanie imperium rzymskie, i o trwałości tego podziału. Władzę papieską symbolizował w jego przepowiedni ów „mały róg”, wyłaniający się pomiędzy dziesięcioma innymi rogami. Wyłamane zostały przed nim trzy spośród nich. Spełniła się przepowiednia Daniela o jego próbach zmiany przykazań Bożych, o bluźnierstwach przeciwko Najwyższemu, o sfałszowaniu prawdy. Czas panowania tej potęgi wynosił rzeczywiście 1260 lat Dn 7,25.

Wezwanie Chrystusa skierowane do tego właśnie zboru jest najdłuższe i najbardziej znamienne. Chrystus nazywa tu siebie tym, „który ma oczy jak płomień ognia”. Jezus znał jego miłość, wiarę, służbę, wytrwałość oraz uczynki.

W tym ciemnym okresie, kiedy chrześcijanie prześladowali chrześcijan, wielu było tych, którzy wytrwali w swej wierności wobec Boga. Niektórzy schronili się w dolinach alpejskich, w głębokich puszczach lub na pustkowiach. Innym nie udało się ujść, więc ginęli ku uciesze tysięcy tak zwanych chrześcijan. „Lecz mam ci za złe, że pozwalasz niewieście Izebel, która się podaje za prorokinię, i naucza, i zwodzi moje sługi, uprawiać wszeteczeństwo ispożywać rzeczy ofiarowane bałwanom” (w. 20).

Studiując Stary Testament poznajemy Izebel — żonę Achaba, króla izraelskiego. Będąc córką pogańskiego władcy, oddającego cześć bałwanom, przywiodła do grzechu swego męża, a z nim cały niemal naród. Tak samo w średniowieczu władza papieska, która połączyła się z pogańskimi wielkorządcami, doprowadziła do zalania czystej idei Chrystusowej potokiem ludzkich tradycji oraz tępiła prawdę za pomocą prześladowań.

Do prawdziwie wiernych wyznawców w tym okresie skierowane są słowa Zbawiciela: „Trzymajcie się tylko mocno tego, co posiadacie, aż przyjdę” (w. 25). Okres 1260 lat trwał do roku 1798, który był początkiem nowej epoki. Wówczas zwiększyła się liczba znaków zwiastujących powtórne przyjście na świat Chrystusa. Do prześladowanych skierowana jest obietnica: „Zwycięzcy i temu, kto pełni aż do końca uczynki moje, dam władzę nad poganami” (w. 26).

SARDES — okres od końca prześladowań do adwentowego przebudzenia na początku XIX wieku. Sardes znaczy „książę” lub „pieśń radości”, a także „ten, który pozostaje”. Możemy nazwać ten okres porankiem reformacji w Kościele, odrodzeniem po minionych wiekach ciemności. „To, co pozostaje”, przedstawia wielką wartość w oczach Bożych. Jezus powiedział temu zborowi: „Znam uczynki twoje: Masz imię, że żyjesz, a jesteś umarły. Bądź czujny i utwierdź, co jeszcze pozostało, a co bliskie jest śmierci; nie stwierdziłem bowiem, że uczynki twoje są doskonałe przed moim Bogiem. Pamiętaj więc, czego się nauczyłeś i co usłyszałeś, i strzeż tego, i upamiętaj się” (por. Ap 3,1-3).

Wezwanie to właściwie powinien przemyśleć każdy chrześcijanin. Bóg wzywa ludzi, aby powrócili do podstawowych prawd czystej idei Chrystusa. „Ten, który pozostaje” — to duch prawdy ewangelicznej, świecący tym jaśniej, że po ciemnej nocy. Świecący największą prawdą — zbawieniem przez wiarę, głoszoną przez wielkich reformatorów, takich jak Jan Kalwin, Marcin Luter, Jan Knox. Wiele z Kościołów reformowanych utraciło jednak z biegiem czasu tego ducha i pogrążyło się w formalizmie. Nie kontynuowano poczynań reformacji. Nowe światło wiary zaakceptowano, ale nie podtrzymywano ognia powrotu do prawd ewangelii.

Jezus w tym liście przedstawił się jako Ten, „który ma siedem duchów Bożych i siedem gwiazd”. Siedem to liczba oznaczająca pełnię, całkowitość. Gdy nadciąga czas końca, świat oświecony zostaje ewangelią i ostrzeżeniem o powtórnym przyjściu Chrystusa. Dla zboru Sardes nastały czasy ożywienia. Mamy na myśli takich reformatorów i rzeczników ewangelizacji, jak bracia Wesley i Jerzy Whitefield. Ci wielcy ewangeliści oraz ich współtowarzysze potrafili zapalić cały niemal świat do reformowania życia religijnego w duchu ewangelii.

Obietnica Chrystusa brzmi: „Zwycięzca zostanie przyobleczony w szaty białe (...) i wyznam imię jego przed moim Ojcem i przed jego aniołami” Ap 3,5. Jeśli wyznamy wobec świata naszą wiarę w Chrystusa, potwierdzając ją czynami, On wyzna nasze imię przed Ojcem i aniołami.

FILADELFIA — okres wielkiego ruchu głoszenia o powtórnym przyjściu Chrystusa (od początku XIX wieku do czasu określonego w proroctwie Daniela jako rozpoczęcie „godziny sądu”). „Filadelfia” oznacza „miłość braterską”. Wezwanie Chrystusa do zboru filadelfijskiego brzmi: „Przyjdę rychło; trzymaj, co masz, aby nikt nie wziął korony twojej” Ap 3,11.

Po okresie wielkiego przebudzenia nadchodzi czas świadomego wyczekiwania na drugie przyjście Chrystusa. W dniach Wiliama Millera, jednego z wielkich kaznodziejów tego czasu, cały świat zaczyna żyć tą myślą. Drukowano coraz więcej książek poświęconych wykładowi biblijnych proroctw. Setki duchownych i świeckich członków Kościoła, żarliwych wyznawców Chrystusa, wędrowało wzdłuż i wszerz Europy, a zwłaszcza kontynentu północnoamerykańskiego. Serca ludzkie zaczęły bić razem w oczekiwaniu spełnienia się radosnej nowiny. Z całą pewnością można nazwać ten okres czasem „braterskiej miłości”. Tak bardzo miłość ta potrzebna jest dzisiaj, w ostatnich godzinach historii, w których wypadło nam żyć!

Jest taka starodawna opowieść o braciach, z których każdy miał osobne gospodarstwo. Jeden ożenił się, miał rodzinę i był szczęśliwy, a drugi żył samotnie. Pewnej nocy w czasie, gdy nastały zbiory pszenicy, samotnik rzekł do siebie: „Na co mi się przyda tak wielki urodzaj? Nie potrzeba mi aż tyle. Zbiorę część snopów i przeniosę je na pole mego brata. Kiedy zobaczy, jak wiele zebrał w tym roku, będzie chwalił Boga za takie błogosławieństwo”.

W tym samym czasie jego brat, myśląc o nim, doszedł do wniosku, że jest on samotny, nie ma żony, dzieci czy kogoś, kto byłby dla niego pociechą. Powiedział więc siebie to samo, co tamten: „Pójdę na pole i przeniosę trochę snopków z mojego pola na pole brata. Kiedy zobaczy taką obfitość, ucieszy się z Bożego błogosławieństwa”. Obaj więc szli naprzeciw siebie ze snopami pszenicy i z braterską miłością w sercach. Kiedy spotkali się na granicy dzielącej ich gospodarstwa, uświadomili sobie, jak nigdy przedtem, jak bardzo się miłują.

Filadelfia — okres braterskiej miłości — trwać będzie do końca dni Kościoła. Wielki ruch adwentowy zakończył się wielkim rozczarowaniem, ponieważ oczekiwano przyjścia na świat Chrystusa w roku 1844, kiedy to według obliczeń przypadł koniec 2300 proroczych dni z dziewiątego rozdziału Księgi Daniela. Ponowne jednak przestudiowanie proroctw z Księgi Objawienia i Daniela wykazało pewien błąd, nie w obliczeniach, ale w interpretacji przepowiedzianego wydarzenia. Chodzi o to, że w 1844 roku Chrystus nie miał przyjść na ziemię, lecz rozpocząć drugą część swego wielkiego dzieła pośredniczenia w niebieskiej świątyni. Ta druga faza Jego służby to sąd, który poprzedza powtórne przyjście.

LAODYCEA — ostatni okres w historii Kościoła (od 1844 roku do przyjścia Pana). „Laodycea” znaczy „lud czasów sądu”. Od 1844 roku głoszone jest poselstwo: „nadeszła godzina sądu jego” Ap 14,7. Wezwanie laodycejskie — to potężny głos z nieba, nawołujący do przygotowania serc na spotkanie Sędziego. „To mówi Ten, który jest Amen, świadek wierny i prawdziwy, początek stworzenia Bożego: Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich. Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły, radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił, i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał. Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się. Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną. Zwycięzcy pozwolę zasiąść ze mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z Ojcem moim na jego tronie. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów” Ap 3,14-22.

Chrześcijanie obecnej doby objawiają letniość. Jest to wielkie niebezpieczeństwo dla Kościoła, ponieważ osłabienie żarliwości ducha ludzkiego to nieznana dotąd przeszkoda, którą musimy pokonać, a jest to niezmiernie trudne. Kiedy człowiek jest zupełnie zimny w swych uczuciach, wówczas wie przynajmniej, że czegoś potrzebuje, ale kiedy uczucia jego są letnie, wówczas wydaje się mu, że wszystko jest w porządku! I to jest właśnie najgorsze!

Bóg nie chce ani zimnych, ani letnich. On potrzebuje do swej służby ludzi żarliwych. Zauważ, co mówi: „Ponieważ mówisz: Bogaty jestem (...) i niczego nie potrzebuję (...) radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe”.

Nie ulega wątpliwości, że złoto oznacza tutaj drogocenną wiarę, a biała szata symbolizuje sprawiedliwość Chrystusa. Wszystko to można nabyć bez pieniędzy Iz 55,1. Zachęta dla ostatniego zboru brzmi: „Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się”. Chrystus miłuje wierzących w zborze laodycejskim i wzywa ich do gorliwości, do skruchy, do powrotu do Niego. Możemy posiadać piękne budowle kościelne, duże zasoby finansowe, ale przede wszystkim potrzebujemy Bożego bogactwa — wiary, nadziei, miłości. Żyjemy w czasach wielkich deklaracji, ale nie wielkich wartości potężnych akcji prowadzonych jednak przy małym udziale modlitwy. Potrzebujemy białej szaty sprawiedliwości, która może się stać naszą własnością za darmo.

Nagana ta jednak jest ku naszej korzyści i naszemu błogosławieństwu. Bóg karze nas jak swoje dzieci, wzywa do gorliwości i skruchy. Jest to ostatnie ostrzegawcze poselstwo przed powtórnym przyjściem Chrystusa.

Znany malarz, Holman Hunt, namalował obraz, który zatytułował „Światłość świata”. Na obrazie tym widoczny jest Chrystus, który w ciemną noc stoi za drzwiami i trzyma w ręku latarnię. Klamka jest tylko po wewnętrznej stronie drzwi. Artysta ten tak objaśnił swój obraz. Drzwi przedstawiają człowieka, który sam musi umożliwić wejście Chrystusowi, gdy On puka do jego serca.

Pewnego razu dziecko, które uważnie przyglądało się temu obrazowi, zwróciło się do swej matki z pytaniem: „Czy On kiedykolwiek tam wejdzie?” Jest to pytanie, które stawiam dzisiaj również sobie i tobie. Czy Chrystus kiedykolwiek wejdzie? Czy jest w twoim sercu? Czy otworzyłeś drzwi swego serca przed Nim? On nigdy nie wejdzie, jeśli nie otworzymy drzwi naszych serc i nie zaprosimy Go, jeśli nie skorzystamy z tego wspaniałego przywileju.

Jezus mówi: „Jeśli usłyszysz głos mój”, ale samo usłyszenie Go nie wystarczy, jak wskazują dalsze słowa tego wiersza. Możemy słuchać, chodzić na spotkania ewangelizacyjne, czytać budujące książki. Możemy nawet śpiewać i modlić się. Możemy być wzruszonymi do łez, ale to wszystko za mało. „Jeśli usłyszysz głos mój i otworzysz drzwi, wejdę do ciebie”. Tak więc musimy otworzyć drzwi, aby wszedł do nas i pozostał we wspaniałej wspólnocie duchowej. Jest to doświadczenie, którego potrzebujemy. Przynosi ono wielką radość i pokój.

Musimy uczynić coś więcej, niż tylko słuchać. „Jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego”. Musimy otworzyć drzwi serca, aby drogi Gość wszedł do niego. Nasze serce potrzebuje Go, gdyż On przynosi z sobą prawdziwy pokój i radość.

Jest jeszcze wiele innych nauk w proroczych wezwaniach do siedmiu zborów. Czytajmy je jak najczęściej, rozmawiajmy o nich między sobą, o każdym proroctwie, o każdym wezwaniu do Kościoła, do nas.