Autorska płyta Mariusza Zawieruchy opowiada o cudzie życia na każdym jego etapie... W oczach Bożych jesteś cudem!

13. Co mówił Jezus o znakach swojego powtórnego przyjścia

Wraz z dwoma przyjaciółmi podróżowałem kiedyś po Indiach. Znaleźliśmy się w odległości około 160 kilometrów na południe od Delhi, w okolicy sławnego Tadż Mahal, niedaleko Agry. Kierując się mapą mieliśmy iść drogą, która powinna przecinać rzeki, przebiegać przez oznaczone na mapie miasta i wioski. Posuwaliśmy się tym szlakiem ufni w dokładność naszej mapy.

Liczne znaki spotykane po drodze wskazywały niechybnie na to, że zbliżamy się do Agry i Tadż Mahal. Byliśmy pewni, że będziemy przechodzili obok sławnego na cały świat pomnika „złamanego serca”, ponieważ przechodziliśmy przez rzekę Jamunę, która opływa go półkolem z niewidocznej dla nas strony. Znaliśmy na pamięć całą tę malowniczą okolicę na podstawie wskazanych na mapie tras i znaków, które spotykaliśmy co pewien czas.

Zwiedziliśmy szybko duży, czerwony fort i po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy w dalszą drogę. I znowu natknęliśmy się na jedną z oznak bliskości Tadż Mahal. Byliśmy najzupełniej pewni, że zobaczymy go zaraz za następnym zakrętem. Tak też się stało. Podobny białej chmurce pojawił się na horyzoncie. Przepiękny sen Szahdżehana, świadek jego wielkiej miłości do żony, uroczej Mumtaz Mahal, zmaterializowany w białym, marmurowym mauzoleum dzięki pracy dwudziestu tysięcy ludzi wykonywanej przez dwadzieścia lat! Tak, ta droga prowadziła od Delhi aż do kresu naszej podróży. Wszędzie po drodze spotykaliśmy znaki mówiące o zbliżaniu się do celu.

Droga, jaka prowadzi przez nasze dni aż do czasu powtórnego przyjścia Pana Jezusa, od czasów, w których żył i nauczał, również obfituje w znaki. Jezus powiedział: „Będą znaki” Łk 21,25. Nie zapominajmy, że Jezus wiedział, co i kiedy nastąpi, ponieważ jest Synem Bożym, a tylko Bogu jest wiadome, co się stanie w przyszłości.

Nasza wiara w to, czy Chrystus zjawi się na ziemi po raz wtóry, czy nie, zależy od tego, co o Nim samym myślimy. Kim jest Chrystus? Czy nie wątpimy w znamiona Jego boskości?

Chrystus jest Synem Boga, Zbawicielem, Odkupicielem świata. Potwierdził całym swym autorytetem i całą potęgą swego majestatu, że przyjdzie na świat ponownie oraz to, że „będą znaki” Jego przyjścia. Wyjaśnił, w jakim celu przyjdzie, a nawet jak się to odbędzie. Określił wreszcie znaki, po których ludzie będą mogli poznać, że Jego powrót jest bliski. Nie wyjawił żadnej daty, dnia ani godziny swego przyjścia na świat, ponieważ — jak powiedział — wiedzę o tym zastrzegł sobie Ojciec wyłącznie dla siebie, nie objawił nam tego dla naszego dobra Mt 24,36. Chrystus kazał jednak patrzeć na wszystko uważnie i dał pewne wskazówki wszystkim ludziom wierzącym w Jego przyjście. „A od figowego drzewa uczcie się podobieństwa: Gdy gałąź jego już mięknie i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że blisko jest, tuż u drzwi” Mt 24,32.33. Powtórne przyjście Chrystusa będzie tak wspaniałym wydarzeniem, że nie ma powodu, aby miało nastąpić w jakiś niewidoczny, tajemniczy sposób.

Prorocy Starego Testamentu przepowiadali, że pierwsze Jego zjawienie się na świecie jest bliskie. Tak samo i Nowy Testament przypomina ludziom, że bliski jest powrót Jezusa, Jego drugie przyjście na świat. Prorocy przepowiedzieli — w związku z Jego pierwszym przyjściem — rok rozpoczęcia służby, czas chrztu, pomazania przez Ducha Świętego. Objawiony też został charakter Jego męki i czas ukrzyżowania. Lud Boży miał więc wiele autorytatywnych proroctw, na których mogła być oparta wiara w samego Chrystusa i w misję Syna Bożego na ziemi. Przypomnijmy sobie tylko słowa wypowiedziane w Judei przez Jana Chrzciciela: „Upamiętajcie się, albowiem przybliżyło się Królestwo Niebios” Mt 3,2.

Jan Chrzciciel nauczający wówczas na pustyni judzkiej wiedział, że bliskie jest pojawienie się Tego, którego oczekiwali. Gdy Zbawiciel został ochrzczony przez Jana w Jordanie, prorok zaczął natychmiast głosić: „Wypełnił się czas (...) upamiętajcie się i wierzcie ewangelii” Mk 1,15.

Jak zwykle to nie większość, lecz mniejszość pamiętała o wszystkich proroctwach i czuwając czekała na ich spełnienie. Tak samo będzie, niestety, i w dniu, kiedy Zbawiciel przyjdzie po raz drugi. Przyrównuje On swoje przyjście na świat do zjawienia się „złodzieja w nocy”. Jest to porównanie mające charakteryzować zaskoczenie, z jakim przyjmą Go wszystkie narody ziemi. Wszyscy będą zdumieni i przerażeni, chociaż niektórzy będą całkowicie przygotowani na przyjęcie Najdroższego Gościa, a inni błyskawicznie otrząsną się z tego stanu zaskoczenia.

Atmosfera towarzysząca zjawieniu się Chrystusa na tej ziemi będzie mieszaniną lęku, niepokoju, podziwu, radości i trwogi. A ponadto zjawienie się na ziemi Jezusa poprzedzą liczne cudowne znaki. „Będą znaki” — zapowiada Chrystus. Dostrzegamy zapowiedź wiosny czy lata, gdy nabierają kształtu lub opadają liście z drzewa figowego. Tak samo obserwując wypadki, które mają poprzedzać przyjście na świat Chrystusa, musimy wiedzieć, że ta chwila zbliża się w miarę, jak wskazują na to wszystkie znaki na ziemi i niebie, i że jest to zapowiedź chwili gruntownego przeobrażenia królestwa Bożego na ziemi.

Wszystko to jest zawarte w proroctwach Starego i Nowego Testamentu, w Słowie Bożym. Wszystko to przenika od początku do końca bieg wydarzeń historii. Tak było i jest, tak być musi. To się wyczuwa, o tym się mówi, to się potwierdza w wypowiedziach ludzi mniej lub bardziej przewidujących, z tym się w duchu zgadza prawie każdy, i o tym mówi dziś głośno wielu wybitnych myślicieli. Im bardziej pewna staje się ta chwila, tym trudniej wytłumaczyć nasz upór, bezmyślność i obojętność wobec widocznych oznak zbliżania się przyjścia na świat Króla królów. A przecież mamy „być gotowi”. „Bądźcie gotowi!” — radzi nam Chrystus.

Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć: żaden człowiek nie zna godziny przyjścia Chrystusa. Nikt tego nie wie. Nie możemy obliczyć, kiedy to nastąpi. Nikt nie został upoważniony do oznajmienia godziny i dnia zjawienia się na świecie naszego Zbawiciela, nie należy to do niczyjej kompetencji. Jezus powiedział o tym jasno i wyraźnie: „A o tym dniu i godzinie nikt nie wie” Mt 24,36. Nie leży więc w ludzkiej mocy ani w zasięgu ludzkiej mądrości przekroczenie granicy poznania nakreślonej człowiekowi przez Boga. Czas przyjścia na świat Chrystusa zależy od woli Boga i tylko Bóg zna tę chwilę (nawet aniołowie jej nie znają). Będzie to czas owocobrania dobra i zła, okres żniw. Nikt nie wie i wiedzieć nie może, kiedy dojrzeje owoc i kiedy nadejdzie najwłaściwsza pora na żniwa, nie możemy tego wiedzieć, skoro „jeden dzień jest przed Panem jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień”.

Apostoł Piotr pisał: „Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, chociaż niektórzy uważają, że zwleka, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania” 2P 3,9.

Są już pewne symptomy tego, co Pismo Święte nazywa znakami zbliżania się dnia ostatecznego. Wymieńmy niektóre z nich: obfitość grzechów, szerzenie się niegodziwości i bezbożności, oziębłość chrześcijaństwa, dominacja formalizmu religijnego w Kościołach, zasklepionych w formułkach i liturgii, oddalonych od chrześcijaństwa apostolskiego.

Jakie znaki można by jeszcze wymienić? Wzrastający strach przed wojną i groźbą masowego zniszczenia, wołanie o „pokój i bezpieczeństwo” rozlegające się na całym globie ziemskim, powstawanie coraz liczniejszych organizacji pragnących walczyć o zachowanie pokoju, nie mający sobie równego rozwój techniki i nauki, wreszcie — potężny ruch misyjny i docieranie słów ewangelii do wszystkich zakątków świata. Wymieniliśmy tu tylko niektóre znaki zbliżania się dnia Pańskiego.

Dla każdego jest widoczne, że znaki te znajdują potwierdzenie w Słowie Bożym i że wyraźnie wskazują na to, co zapowiada Pismo Święte. Nie tylko zapowiadają, lecz wręcz stwarzają jakby warunki, możliwości nadejścia dnia Pańskiego! Nie trzeba być wizjonerem, entuzjastą czy marzycielem, aby móc to widzieć czy dostrzegać. Najmniej biegły w logice człowiek jest w stanie zrozumieć tę wielką prawdę, jeżeli tylko zacznie się nad nią zastanawiać. Jest to bowiem prawda tak wielka, tak olśniewająca, że trudno bez złej, wyraźnie złej woli, oprzeć się jej sile. Są to fakty i zjawiska dostępne każdemu, a więc ludziom na różnym poziomie umysłowym.

Kiedy saduceusze i faryzeusze przyszli do Chrystusa z żądaniem pokazania im jakiegoś znaku z nieba, Chrystus rzekł: „Gdy nastanie wieczór, mówicie: Będzie pogoda, bo się niebo czerwieni; a rano: Dziś będzie niepogoda, bo się niebo czerwieni i jest zachmurzone. Oblicze nieba umiecie rozpoznawać, a znamion czasów nie potraficie?” Mt 16,2.3.

Znaki te dane są także współczesnemu pokoleniu. Treść dwudziestego czwartego rozdziału Ewangelii Mateusza dotyczy głównie nauki o ostatecznych wydarzeniach w dziejach świata i ludzkości. Rozdziały o podobnej treści znajdujemy w Ewangelii Marka (rozdz. 13) i w Ewangelii Łukasza (rozdz. 21). W pierwszych wierszach dwudziestego czwartego rozdziału Ewangelii Mateusza wymienione są znaki, jakie poprzedzać mają upadek narodu izraelskiego i zburzenie Jerozolimy. Słowa te sprawdziły się dosłownie — potwierdzają to wypadki historyczne, które nastąpiły zgodnie z przepowiednią Jezusa.

Zauważmy, że Jezus w swym plastycznym opisie tych tragicznych wydarzeń rozgranicza wyraźnie upadek Jerozolimy i Izraela od swojego powtórnego przyjścia na świat i końca naszej ziemskiej cywilizacji. Gdy Jezus po raz ostatni opuszczał świątynię, niektórzy z Jego uczniów mówili Mu o wielkości i pięknie budowli, o chwale, jaka z niej emanowała. Jezus przepowiedział jednak upadek świątyni i zburzenie miasta oraz rozproszenie po całym świecie swego „wybranego narodu”. Przepowiedziawszy to, rzekł: „Zaprawdę powiadam wam, spadnie to wszystko na ten ród” Mt 23,36.

Pokolenie, które odrzuciło Chrystusa, było szczególnie odpowiedzialne za zburzenie miasta Bożego i wygnańczy los narodu izraelskiego. Zapamiętajmy zwłaszcza określenia: „to wszystko” i „to pokolenie”. „To wszystko” obejmuje winę przelania niewinnej krwi na ziemi, począwszy od krwi sprawiedliwego Abla aż do krwi proroka Zachariasza. Jezus przepowiedział, że karę za to poniesie „to pokolenie”, do którego wypowiadał te słowa. Gdy później, już na Górze Oliwnej, uczniowie przystąpili do Niego, spytali: „Powiedz nam, kiedy się to stanie i jaki będzie znak twego przyjścia i końca świata?” Mt 24,3. Odpowiadając na pierwsze pytanie („kiedy się to stanie”) — Jezus określił znaki, jakie poprzedzą zniszczenie Jerozolimy. Wojska rzymskie nadejdą i otoczą miasto, będzie to znak dla chrześcijan, aby uciekali w góry. „Gdy zaś ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wówczas wiedzcie, że przybliżyło się jej zburzenie. Wtedy mieszkańcy Judei niech uciekają w góry, a ci, którzy są w obrębie miasta, niech wyjdą z niego, a mieszkańcy wsi niech nie wchodzą do niego. Gdyż dni te, to dni odpłaty, aby się wypełniło wszystko, co jest napisane” Łk 21,2-22.

Gdy krytyczna chwila nadeszła, ci, którzy wierzyli i pamiętali słowa Chrystusa, uciekli ze skazanego na zagładę miasta. Jest to interesujący i bardzo znamienny fakt. Kiedy Cestiusz otoczył już miasto, nagle zdecydował się wycofać i nie zamykać go pierścieniem wojsk, mimo że pierścień taki już raz się zamknął wokół Jerozolimy. Cestiusz wycofał się w kierunku wybrzeża. Siły obrońców wraz z posiłkami ścigały go i zadały Rzymianom w górach nadzwyczaj ciężkie straty. Wybiła więc wielka godzina zwycięstwa Żydów nad Rzymianami.

W tym samym czasie mieszkający w Jerozolimie chrześcijanie, posłuszni słowom Chrystusa, uciekali z miasta „jak szczury z tonącego okrętu” — jak pisał pewien historyk. Dlaczego uciekali? Przecież wszystko wydawało się jak najbardziej sprzyjać Żydom i trudno było wprost uwierzyć, że rozgromione wojska rzymskie zdolne będą ponownie zagrozić miastu. Po prostu usłuchali Chrystusa — to im wystarczyło i było dla nich dostatecznym argumentem.

Zapamiętajmy to dobrze: nie uciekali ani na wieść o klęsce, ani nie opuszczali miasta w chwili, gdy groziło mu niebezpieczeństwo! Przeciwnie, wyszli z Jerozolimy wówczas, gdy Rzymianie po raz pierwszy od czasu otoczenia miasta doznali klęski, a obrońcy triumfowali. Zrobili to dlatego, że Chrystus dał im znak: „Gdy zaś ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska” — uciekajcie. Schronili się na wschód od Jordanu w małej osadzie Pelle, gdzie żyli spokojnie przez szereg lat.

Wypadki te rozegrały się w 66 roku. W roku 70 wojska rzymskie pod dowództwem Wespazjana i jego syna Tytusa powróciły, otoczyły ponownie szczelnym pierścieniem Jerozolimę i po ciężkim pięciomiesięcznym oblężeniu zdobyły ją. Świątynia na rozkaz Tytusa została złupiona i spalona. Według tego, co mówi Józef Flawiusz, Tytus oświadczył, że żadna z jego maszyn oblężniczych nie mogłaby zburzyć bram i murów obronnych Jerozolimy bez wyraźnego wpływu nadprzyrodzonej mocy, bez zezwolenia samego Boga. Wobec obrońców miasta zwycięzcy nie zastosowali najmniejszej choćby łaski. Po przekroczeniu wałów i murów Rzymianie przystąpili do bestialskiego mordu, najokrutniejszego w historii wojen rzymskich. Tysiące Żydów wzięto do niewoli, tysiące uprowadzono do dalekich, krajów, gdzie ginęli z wyczerpania i tęsknoty za ojczyzną. Tytus wybrał najwyższych i najprzystojniejszych jeńców, by uświetnić nimi swój triumf w Rzymie. Pozostałych wymordowano. Mówi się o jedenastu tysiącach tych, którzy zmarli tylko w czasie tej selekcji.

Flawiusz szacuje liczbę więźniów na 97 tysięcy, a liczbę tych, którzy zmarli w czasie oblężenia z głodu i wyczerpania, na milion sto tysięcy. Byli to w większości pielgrzymi, którzy przybyli na święto Paschy na krótko przed rozpoczęciem oblężenia. Znaleźli się w oblężeniu wraz ze stałymi mieszkańcami Jerozolimy. Te trudne do przyjęcia liczby świadczą o rozmiarach klęski. Gdy zwycięski wódz przybył do Rzymu, wybudowano na forum wielki łuk triumfalny, zwany po dziś dzień łukiem Tytusa. Wyryto na nim płaskorzeźby przedstawiające trofea z Jerozolimy. Jest wśród nich siedmioramienny świecznik świątynny.

Kiedy Jezus opowiadał uczniom o zburzeniu Jerozolimy i o całkowitym jej zniszczeniu, o zrównaniu z ziemią wspaniałej świątyni — dumy całego narodu, słuchacze mogli to sobie skojarzyć jedynie z ostatecznym kataklizmem, końcem świata, wielką katastrofą na miarę potopu. Zbawiciel celowo nie rozdzielił w swoim opowiadaniu tych dwóch spraw — końca Jerozolimy i końca świata — lecz złączył je w jedną całość.

Chrystus odkrywa w Bożym Słowie wielką tajemnicę przyszłości, przepowiada najpierw upadek Izraela i Jerozolimy, a następnie swe powtórne przyjście i koniec świata. Zapowiedź ta odnosi się więc oczywiście nie tylko do czasów pierwszych uczniów, ale także do naszych dni. Jest to zapowiedź historyczna, Jezus objaśnia w niej cały bieg historii, sens i kierunek wszystkich zmian i wydarzeń, jakie nastąpią i rozgrywać się będą w historii świata.

Zwracając się do uczniów Chrystus powiedział: „Baczcie, żeby was kto nie zwiódł. Albowiem wielu przyjdzie w imieniu moim, mówiąc: Jam jest Chrystus, i wielu zwiodą” Mt 24,4.5. Rzeczywiście tak było, że w okresie od wniebowstąpienia Chrystusa do momentu zburzenia Jerozolimy działało wielu fałszywych proroków, wielu fałszywych mesjaszy. To ostrzeżenie jest jednak aktualne do dzisiaj. W dalszym ciągu powstają ludzie uważający się za proroków czy nawet za samego Chrystusa. Ci ludzie odwodzą od prawdy Bożej wielu szczerych naśladowców Zbawiciela.

„Potem usłyszycie o wojnach i wieści wojenne. Baczcie, abyście się nie trwożyli, bo musi się to stać, ale to jeszcze nie koniec. Powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu, i będzie głód, i mór, a miejscami trzęsienia ziemi. Ale to wszystko dopiero początek boleści” Mt 24,6-8. Przed zburzeniem Jerozolimy różne narody walczyły między sobą o panowanie jednych nad drugimi. Były nawet walki wewnętrzne w samym cesarstwie rzymskim. Cesarzy mordowano, a mordercy stawali się ich następcami. Wielu spośród tych, którzy wiedzieli, jak rozgrywały się te wypadki, snuło najrozmaitsze wersje przepowiedni o sądzie nad światem spowodowanym jego złym stosunkiem do Izraela. Ale Zbawiciel ostrzegał swoich wyznawców, aby nie dali się nikomu zwieść, wprowadzić w błąd.

W rzeczywistości był to początek sądów nad wybranym niegdyś, ale teraz odrzuconym z powodu bezmiaru nieprawości narodem i nad całym światem. Znak, który niewierzący Żydzi uważali za zwiastuna uwolnienia ich z rzymskiego jarzma, był w rzeczywistości znakiem Bożego odrzucenia i kary. „Wtedy wydawać was będą na udrękę i zabijać was będą, i wszystkie narody pałać będą nienawiścią do was dla imienia mego. I wówczas wielu się zgorszy i nawzajem wydawać się będą, i nawzajem nienawidzić” (w. 9.10).

Wszystko to spełniło się dokładnie. Chrześcijanie przeżyli w tym okresie, pomiędzy rokiem 31 a 70, okres najcięższych prześladowań ze strony Żydów. Byli oskarżani o zdradę swojego kraju, ścigani i tępieni. Rodzice obrócili się przeciwko dzieciom, bracia przeciw siostrom, a dzieci wydawały rodziców na śmierć. Przyjaciele stawali się wrogami. Jednym z najbardziej zawziętych prześladowców z tego okresu był Saul z Tarsu, który później nawrócił się, a w przyszłości miał nosić przybrane imię Paweł. Wówczas to chrześcijaństwo zyskało w jego osobie wielkiego apostoła, świetnego mówcę i myśliciela, natchnionego autora wielu cytowanych i w tym opracowaniu listów — pism, które weszły w skład Nowego Testamentu. Pierwszych męczenników chrześcijańskich, Szczepana i Jakuba, zamordowano z niezwykłym, nawet jak na owe czasy, okrucieństwem.

W przyszłości i my możemy oczekiwać nawrotu prześladowań, praw ograniczających wolność religijną, gwałtów dokonywanych na ludzkich sumieniach, ale, tak jak w czasach starożytnego Izraela, Bóg wyznaczył granicę, której ludzie nie przekroczą. Prześladowani świadczą o Chrystusie, a ci, którzy są świadkami ich determinacji zmuszeni są sami podjąć decyzję — czy pójść za Nim, czy stanąć przeciwko Niemu.

Pamiętajmy, że ostrzeżenie Chrystusa o zburzeniu Jerozolimy stało się aktualne po czterdziestu latach! Wiele innych przepowiedni Chrystusa znalazło swoje wypełnienie dopiero po upływie stuleci. Tylko gruntowne studiowanie Słowa Bożego może dokładnie wskazać czas jego wypełnienia. Poczynając od wiersza 21 w 24 rozdziale Ewangelii Mateusza, znaki, o których tam mowa, zapowiadają zbliżanie się wielkiego finału historii tego świata.

Pomiędzy klęską Izraela a końcem świata były długie stulecia ciemności, zła, niewinnie rozlanej krwi naśladowców Zbawiciela. Uczniowie pytali: „Kiedy to się stanie i jaki będzie znak twego przyjścia i końca świata?” Mt 24,3. Co do ostatniej części pytania, Chrystus wskazał wiele znaków, które już się wypełniły lub wypełniają się w dzisiejszym czasie. W swojej przepowiedni Chrystus skierował wzrok z otoczonej rzymskimi wojskami Jerozolimy na ostatni etap historii ludzkości, na czas swego powrotu, na świat w chwale i w pełni boskiego majestatu. W kilku zaledwie słowach nakreślił dzieje swego Kościoła i wskazał na trudności, z którymi będzie się borykać chrześcijaństwo. Nawiązując do proroctw Daniela, objawiających wydarzenia, które nastąpić miały w czasach przez Niego opisywanych, Jezus ukazał słuchaczom okres wielkich prześladowań w średniowieczu. W związku z tym warto zapamiętać to, co prorok Daniel mówi o wielkiej sile, która w owym czasie niszczyła świętych Dn 7,25. O czasach tych Jezus powiedział: „Wtedy bowiem nastanie wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd, i nie będzie. A gdyby nie były skrócone owe dni, nie ocalałaby żadna istota, lecz ze względu na wybranych będą skrócone owe dni” Mt 24,21.22.

Pierwszy „ucisk” nastąpił w związku z prześladowaniami zboru apostolskiego przez przywódców żydowskich Dz 4,1-3; 7,59.60; 8,1-4. Nieco później zaczęli prześladować chrześcijan poganie Dz 16,19-24. Prześladowania pogańskie ciągnęły się przez trzy stulecia. W 538 roku rozpoczął się okres 1260 lat supremacji papieskiej i nowych prześladowań, tym boleśniejszych, że będących dziełem chrześcijan. Bóg jednak czuwał przez cały czas i spowodował zmiany w życiu społeczeństw. Na zegarze historii wybił rok 1798.

Jeszcze wcześniej nastąpił nie mający sobie równego rozkwit odkryć geograficznych i reformacji, który przyczynił się do skrócenia prześladowań religijnych. Reformacja położyła kres okrutnym prześladowaniom i papieskiej wszechwładzy kościelnej na całej północy Europy. Aczkolwiek jest prawdą, że Francja odcięła się od wielkich reform religijnych, to jednak powstały tam racjonalizm i liberalizm przełamały ducha nietolerancji. Tortury i śmierć protestantów w roku 1762 we Francji tak głęboko poruszyły opinię publiczną, rozczytującą się w pismach Woltera, że rząd musiał ponieść konsekwencje i wypłacić odszkodowanie rodzinom pomordowanych. Wiadomo również, że dopiero w roku 1775 zwolniono z więzień ostatnich hugonotów. Dni niesłychanych okrucieństw i prześladowań skończyły się i był to koniec jednego z najciemniejszych okresów w dziejach ludzkości.

Po nakreśleniu obrazu tych dni udręki, ciemnych stuleci tyranii i prześladowań, niewiedzy i przekształcenia religii w politykę papieską, Jezus przepowiada następujące wypadki: „Gdyby wam wtedy kto powiedział: Oto tu jest Chrystus albo tam, nie wierzcie. Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki icuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych. Oto przepowiedziałem wam” Mt 24,23-25.

I rzeczywiście — co najmniej dwudziestu fałszywych proroków, fałszywych mesjaszy przewinęło się wśród samych Żydów w różnych okresach historii do końca siedemnastego wieku. Podobnie wyglądała sytuacja wśród społeczeństw nieżydowskich w okresie późniejszym. Fałszywych chrystusów nie brakowało nigdy. Zwłaszcza teraz, w czasach gwałtownego tempa i szybkiej komunikacji każdy „fałszywy chrystus” może łatwo znaleźć uczniów i... następców. Służą temu także zasoby finansowe, jakimi rozporządza współczesny świat. Powinniśmy pamiętać, że nawet wielkie cuda i znaki przez kogoś czynione nie dowodzą jeszcze, że ten ktoś jest Chrystusem, że ten mistrz i nauczyciel jest Bogiem. Jezus ostrzegł nas wyraźnie: „i czynić będą wielkie znaki i cuda”. Jezus uprzedził swych wiernych wyznawców, że ci fałszywi prorocy, fałszywi mesjasze i fałszywi chrystusowie czynić będą znaki oraz cuda.

„Gdyby więc wam powiedzieli: Oto jest na pustyni — nie wychodźcie; oto jest w kryjówce — nie wierzcie. Gdyż jak błyskawica pojawia się od wschodu i jaśnieje na zachód, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego” (w. 26.27).

Niektórzy fałszywi prorocy nauczają dziś ludzi, że Chrystus zjawi się w sposób tajemniczy, sekretny, w jakimś sensie spirytystycznym, lub że nawiedzi czyjś dom, że spotkamy Go na drodze. Nie wierzmy temu! Nie jest prawdą, że Chrystus pojawi się gdzieś na pustyni! Nie idźmy Go szukać w żadnym z miejsc wskazanych ręką fałszywego proroka!

Jezus opisuje swoje powtórne przyjście na świat jako wydarzenie chwalebne i majestatyczne. Zbawiciel wyraźnie przestrzega przed tymi, którzy wmawiać będą ludziom, że przyjdzie On w inny sposób, że będzie to coś niedostrzegalnego i sekretnego, mistycznego lub prywatnego, niespodziewanego czy tajemniczego. Wszystkie te fałszywe teorie trzeba natychmiast odrzucić. Gdy Jezus zjawi się naprawdę, ujrzymy Go „przychodzącego na obłokach nieba” Mt 24,3.

„Ale w owe dni, które nastaną po tej udręce, zaćmi się słońce i księżyc nie zajaśnieje swoim blaskiem, i gwiazdy spadać będą z nieba, i moce niebieskie będą poruszone” Mk 13,24.25. Znaki zaćmienia słońca Pismo Święte wymienia wielokrotnie. Czytamy w Iz 13,1, że „słońce zaćmi się (...) a księżyc nie błyśnie swym światłem”. Powołać się tu można na proroctwo Jl 2,1; 3,4, na Dz 2,2, na Ap 6,12. Wszystkie te wzmianki o ciemnym dniu są znakami czasu.

Zauważmy, że — według słów Zbawiciela — ciemności te nastają po „dniach ucisku”. Gdy skończyły się mroki średniowiecza, zajaśniało światło reformacji i nadeszły czasy nowożytne. Począwszy od 1750 roku nietolerancja religijna praktycznie została ukrócona. Przychodzi więc kolej na inne przepowiedziane znaki. Pierwsze z nich — ciemności, czyli zaćmienie słońca — wymieniają aż trzy Ewangelie: Mateusza, Marka i Łukasza, a wypełnienie tego znaku miało miejsce 19 maja 1780 roku. Znaki na niebie poprzedziło wielkie trzęsienie ziemi, o którym czytamy w Ap 6,12: „Powstało trzęsienie ziemi i słońce pociemniało jak czarny wór, a cały księżyc poczerwieniał jak krew”. Jakież inne wydarzenie mogłoby być opisane w tym proroctwie, jeśli nie wielkie trzęsienie ziemi w Lizbonie 1listopada 1755 roku?

W książce pt. „Trzęsienie ziemi”, poświęconej tym zjawiskom, geolog i geofizyk, prof. W. H. Hobbs pisze: „Wśród zjawisk, które w czasach historycznych zaobserwowano w królestwie Portugalii, zjawisko z dnia 1 listopada 1755 roku zasługuje na największą uwagę ze wszystkich wiadomych nam trzęsień ziemi. W ciągu sześciu minut 60 tys. ludzi poniosło śmierć na miejscu”. Trzęsienie to oraz jego skutki objęły obszar około siedmiu milionów kilometrów kwadratowych, bijąc wszelkie dotychczasowe rekordy. Ludzie, przerażeni tym zjawiskiem, zwrócili się wówczas ponownie ku Bogu. W „Życiu Woltera” pióra Jakuba Partona czytamy: „Połowa świata doszła do stanu niemal konwulsji. Był to wstrząs niebywały. Przez wiele tygodni i miesięcy, jak wynika z listów i pamiętników, ludzie gotowi byli na każdy alarm poderwać się z łóżek. W najdalszych częściach Europy oczekiwano lada chwila czegoś podobnego, co wydarzyło się w Lizbonie”. Inny historyk pisze: „Trzęsienie ziemi skłoniło ludzi do rozmyślań. Kościoły wypełniły się po brzegi, ludzie zwrócili się myślą ku Bogu”.

Potem przyszła kolej na dzień 19 maja 1780 roku. Był to „ciemny dzień” przypominający ten, który został opisany w Piśmie Świętym. W każdej niemal encyklopedii czy podręczniku astronomii znaleźć można opis tego dnia ciemności. Księżyc był wówczas w pełni. Nie znamy wprawdzie wszystkich szczegółów tego zjawiska, ale to w niczym nie umniejsza jego niezwykłości. Ważne jest coś innego — był to jeden ze znaków czasu, jeden ze znaków zbliżania się dnia powtórnego przyjścia na świat Jezusa Chrystusa. Tak zrozumieli to współcześni i tak my rozumiemy to dzisiaj. Setki tysięcy ludzi tak czuły, tak myślały. Ludzie poderwali się jak na alarm czując, że Bóg jest blisko, że Bóg działa. Było to wielkie, uroczyste i straszliwe wydarzenie, a jednocześnie wspaniałe uwidocznienie potęgi działania Boga i Jego panowania nad stworzeniem.

Ciemności, jakie wówczas zapanowały, okryły całą wschodnią i zachodnią część Ameryki Północnej, trwając z niewielkimi przejaśnieniami czternaście godzin. W domach w południe paliły się świece i lampy. Ptaki, śpiewając wieczorne pieśni, odlatywały udając się na spoczynek, bydło wracało z pastwisk do obór. Atmosferę tego dnia opisuje poeta Whittier w książce „Abraham Davenport”:

„Był to majowy dzień — stary, daleki rok,
siedemset osiemdziesiąt — czuliśmy nocny wiew,
w rozkwicie wiosny,
w zapachu maja,
w słodyczy życia —
W majowy, piękny czas, w ciszy południa,
ogarnia ciemność świat, noc ciemna wszędzie,

milknie ptaszęcy śpiew,
ryczy przerażone bydło,
chowają się do chat pasterze —
Zamiera wszelka praca, nie słychać nic a nic,
prócz słów modlitwy,
prócz łez kobiecych,
prócz serca uderzeń —
Wszystkie uszy czekają, aż zabrzmi trąb wezwanie.
Aż to, co usłyszeć miano, ziści się nam i stanie,
na świecie struchlałym,
na ziemi wylękłej,
na niebie ciemnym”.

Sięgnijmy do Słownika Webstera z 1883 roku, gdzie pod hasłem „Ciemny dzień — 19 maja 1780 roku” czytamy: Nazwany tak z powodu wielkich ciemności, jakie rozpostarły się nad całą niemal Nową Anglią (...). Zaćmienie słońca rozpoczęło się o godzinie 10 rano i trwało aż do północy, z różnicą natężenia ciemności w różnych częściach kontynentu. Prawdziwa przyczyna tego zdumiewającego fenomenu nie jest dokładnie znana”.

Jezus powiedział, że po wielkim dniu ciemności „gwiazdy spadać będą z nieba, i moce niebieskie będą poruszone” Mt 24,29. To samo wydarzenie przepowiedziane jest w Ap 6,13: „Gwiazdy niebieskie spadły na ziemię, podobnie jak drzewo figowe zrzuca figi swoje, gdy wiatr gwałtowny nim potrząśnie”. I tak właśnie było. Pięćdziesiąt trzy lata po ciemnym dniu, rankiem 13 listopada 1833 roku, obserwowano spadanie gwiazd w ilości jeszcze dotąd nie spotykanej. Było to jedno z najcudowniejszych zjawisk w historii naszej planety.

Profesor S. Newcomb w swej książce „Astronomia dla każdego” (s. 280) porównuje owo zjawisko spadania meteorytów z innymi podobnymi zjawiskami i dochodzi do wniosku, że było ono najdziwniejsze z kiedykolwiek zaobserwowanych na niebie. Meteoryty te dostrzeżono w różnych częściach Stanów Zjednoczonych, a także w innych krajach Ameryki. Spadające gwiazdy wyglądały rzeczywiście jak owoce drzewa figowego strącane z drzewa. Z jednego punktu nieba, w pobliżu konstelacji Lwa, padał deszcz meteorytów widziany od jednego krańca nieba aż po drugi. Wzrok ludzki nigdy dotychczas nie oglądał czegoś podobnego.

Chrześcijanie potraktowali ten fenomen jako jeden ze znaków wymienionych przez Chrystusa w Piśmie Świętym, świadczący o zbliżaniu się końca świata. Oto co pewien znany autor pisze o „spadaniu gwiazd”: „Obserwowałem to zjawisko i byłem nim przejęty do głębi. Powietrze wydawało się przesycone ogniem i iskrami świetlnymi, niemalże płonęło od blasków. Blaski te wypełniały cały firmament nieba. O świcie zobaczyłem tę przedziwną scenę i, choć nikt nie sugerował mi niczego, od razu przygotowałem się w myślach na przybycie Syna Bożego, od razu widziałem w tym znak powrotu mego Zbawiciela. Czytałem kiedyś, że gwiazdy będą spadać z nieba, i oto spadały... Patrzyłem, słuchałem, chłonąłem pełną piersią to niebywałe zjawisko” (F. Douglass, „Moja niewola i wyzwolenie”, s. 186).

Bardzo wielu ludzi miało w pamięci proroctwa Jezusa i widząc spadające gwiazdy sądziło, że są one zwiastunem powrotu Zbawiciela. Zanim zaczniemy się zastanawiać nad kwestią powtórnego przyjścia Chrystusa na ziemię, skierujmy uwagę na pewne inne znaki podane przez Słowo Boże — na rozwój wydarzeń, pewne zmiany warunków życia poprzedzające Jego zjawienie się na ziemi. Zbawiciel zapowiadał wojny, głody, epidemie, trzęsienia ziemi, gniew narodów. Potem rzekł: „A gdy się to zacznie dziać, wyprostujcie się i podnieście głowy swoje, gdyż zbliża się odkupienie wasze” Łk 21,28.

Ktoś może powiedzieć, że podobne zjawiska występują właściwie zawsze, odkąd świat istnieje. Czyż mogą więc być to jakieś znaki? Na to można odpowiedzieć, że w ostatnich czasach działy się i dzieją rzeczy nieporównywalnie straszniejsze, w większym nasileniu i liczbie niż dawniej, rzeczy, które zwiastują rychłe przyjście na świat Syna Człowieczego. Apostoł Piotr tak pisał, przewidując rodzące się dziś w wielu umysłach wątpliwości: „Wiedzcie przede wszystkim to, że w dniach ostatecznych przyjdą szydercy z drwinami, którzy będą postępować według swych własnych pożądliwości i mówić: Gdzież jest przyobiecane przyjście jego? Odkąd bowiem pomarli ojcowie, wszystko tak trwa, jak było od początku stworzenia”, a następnie dodaje, że Pan zwleka ze swoim przyjściem tylko dlatego, że „okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania. A dzień Pański nadejdzie jak złodziej” 2P 3,3.4.9.10.

Gdy tylko pojawią się znaki, natychmiast przez cały świat przebiegnie, niby iskra elektryczna, wezwanie-apel: „Pokutujcie, zwróćcie się ku Bogu, przygotujcie się na powtórne przyjście Chrystusa”. Łatwo jest powiedzieć, że „wszystko tak trwa, jak było od początku stworzenia”, a według proroctwa tak właśnie niektórzy będą mówić.

Faktem jest, że warunki życia zmieniają się nie do poznania. Weźmy chociażby dla przykładu wojny. Wojny toczyły się na świecie od zarania dziejów, od czasów, gdy popełniony został grzech. To prawda. Do niedawna nie było takiej wojny jak pierwsza wojna światowa. Winston Churchill wyraził się o niej w ten sposób: „Wojna ta była odmienna od wszystkich wojen starożytnych i od wszystkich wojen nowoczesnych. Wszystkie okrucieństwa i okropności wszystkich stuleci zostały w niej skomasowane i zgromadzone w jedną całość”. W innej swej książce wybitny mąż stanu pisze, że „całe społeczeństwo brało udział w wojnie... W takiej sytuacji nie znalazł się rodzaj ludzki nigdy przedtem”.

Potem wybuchła II wojna światowa. Tu już nie tylko całe narody brały udział w wojnie, ale były w czasie, gdy trwała, ciemiężone, okupowane i mordowane. Miliony ludzi ginęły z głodu, nędzy, w niewoli, w wyniku ciężkiej przymusowej pracy tak samo, jak od kul i bomb w walkach na lądzie, morzu, pod wodą i w powietrzu. Wreszcie pojawiła się bomba atomowa i broń nuklearna. Na wojnę patrzymy teraz w całkiem innych wymiarach. Jest ona globalnym zagrożeniem. Sama myśl o wojnie atomowej jest na tyle przerażająca, że z trudem przychodzi przyjmować ją jako myśl o realnym i stale wzrastającym niebezpieczeństwie.

Weźmy teraz pod uwagę wielkie nieszczęścia: głód, epidemie. W czasie I wojny światowej, w latach 1914-1919 rozszerzyła się na cały świat największa ze znanych dotychczas epidemia grypy. Encyklopedia Britannica nazywa to„dodatkiem do tragedii i tak już tragicznych lat”. Co najmniej dwadzieścia milionów ludzi zmarło na tę grypę! Czyż można wątpić, że była to swego rodzaju pandemia? W latach 20. naszego stulecia nastała także klęska głodu w północnych Chinach. Ponad dwanaście milionów ludzi puchło i umierało z głodu! D. O. Lively nazywa ją „największą tragedią ludzką w dotychczasowej historii świata”.

A trzęsienia ziemi? Dziennikarz Alonzo L. Baker donosi w swych sprawozdaniach: „W ciągu pięćdziesięciu lat, poczynając od roku 1875, wydarzyło się więcej trzęsień ziemi niż w ciągu poprzednich 850 lat”. Wśród nich nie da się z niczym porównać kataklizmu z roku 1920 w Chinach, w prowincji Kansu. W ciągu jednej nocy straciło życie sto tysięcy ludzi: „Góry ruszyły się z miejsca tej nocy — opowiadali ci spośród uciekinierów, którym dopisało szczęście. — Góry wyszły na drogę”. „Największą z klęsk od czasu potopu” nazwał tę tragedię jeden z ówczesnych tygodników.

Wszystko to nie jest takie, jakie było na początku. Z pewnością obecne czasy nie są podobne do jakiegokolwiek innego okresu historycznego. Charakteryzują się największymi wojnami, kataklizmami, klęskami głodu i kryzysami społecznymi. Z pewnością na barki naszego pokolenia spada więcej nieszczęść, niż spadło na barki jakiejkolwiek innej generacji. Z pewnością to, co znamionuje nasze dni i nasze pokolenie, zwraca uwagę wszystkich obiektywnie myślących i czujących ludzi.

Szatana nazwano bogiem tego świata i władcą, który rządzi w powietrzu — tak stwierdza apostoł Paweł (patrz 2Kor 4,4; Ef 2,2). Szatan — to duch tego świata i władca tych sił, które unoszą się w powietrzu. Jest on księciem mroku, panem zniszczenia i upadku. Bóg, Pan niebios, przepowiada jednak dzień, w którym On sam zniszczy destruktywną potęgę zła i uwolni od niej wszystkie swe stworzenia. Wykłada to przejrzyście apostoł Paweł: „Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd. (...) oczekując synostwa, odkupienia ciała naszego” Rz 8,22.23.

Jezus przepowiedział znaki, dotyczące tych dni, mówiąc: „A gdy się to zacznie dziać, wyprostujcie się i podnieście głowy swoje, gdyż zbliża się odkupienie wasze” Łk 21,28. I to jest ta jasna strona tego obrazu. „I będą znaki na słońcu, księżycu i na gwiazdach, a na ziemi lęk bezradnych narodów, gdy zahuczy morze i fale. Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy, które przyjdą na świat, bo moce niebios poruszą się. I wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą” Łk 21,25-27.

W świetle tych słów czyż należy się dziwić, że za mało jest setek tysięcy ton lekarstw produkowanych corocznie dla chorych? Czy trzeba się dziwić, że problemy nędzy i głodu czy też chronicznego niedożywienia ludzkości nie przestają trapić najszlachetniejszych myślicieli i działaczy społecznych? Stanowczo ponad ludzkie siły jest położenie kresu temu rozpasanemu złu! Jesteśmy też świadomi tego, że w pewnym miejscu urywa się zakres naszej władzy i kończą się nasze kompetencje.

Wśród wszystkich znaków i przepowiedni jedno proroctwo jest najcudowniejsze: „I będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom, i wtedy nadejdzie koniec” Mt 24,14. Jest to jakieś uzasadnienie współczesnego rozwoju techniki, komunikacji, współczesnych środków łączności, rozwoju poligrafii, radia, telefonu, telegrafu, telewizji. Czemu wszystkie te wielkie osiągnięcia i wynalazki pojawiły się akurat w tym stuleciu, a nie kiedykolwiek przedtem? Czy nie można domyślać się ich właściwego, ostatecznego i najważniejszego zastosowania, jakim ma być ogłoszenie ewangelii? Czy nie dlatego tak się dzieje, że przez te środki „ewangelia o Królestwie głoszona będzie na całym świecie, na świadectwo wszystkim narodom”? Spójrzmy na te sprawy z pewnej perspektywy!

Już dziś ewangelia i Słowo Boże docierają masowo, w niespotykanej dotąd liczbie wydawnictw i egzemplarzy, w liczbie audycji radiowych, do milionów ludzi! Już dziś dzieje się to, co uważamy powszechnie za jeden ze znaków rychłego przyjścia Chrystusa na świat! Jest to najszczęśliwszy, najradośniejszy znak ze wszystkich znaków i już dzisiaj przejmuje drżeniem ludzkie serca. Na naszych bowiem oczach dzieje się coś, i mamy tego niezbite dowody, co zapowiada rychłe nadejście Pana. Jest to zarazem znak zbliżania się objawienia wielkiej chwały niebios.

Na naszych oczach dobra nowina o zbawieniu głoszona jest ludziom wszędzie! Niech nie będzie wśród nas takich, o których apostoł Piotr pisze w swoim liście 2P 3,3-7.

Każdy głos sceptycyzmu, każde powątpiewanie w prawdziwość Słowa Bożego jest nieomylnym znakiem bliskości dnia powtórnego przyjścia Chrystusa. Właśnie ci, którzy odwracają wzrok od Pisma Świętego, od historii, od rozwoju wydarzeń, są żywymi i przemawiającymi znakami powrotu Pana. Czyż nie tak się dzieje w dzisiejszym świecie? Czy nie ma w nim szyderców, którzy mają oczy, a nie widzą, mają uszy, a nie słyszą? A czy wiara nie będzie czymś wyjątkowym na ziemi, gdy zjawi się Chrystus? „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” Łk 18,8. Pismo Święte przepowiada w dniach ostatecznych zanik wiary: „A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich” 1Tm 4,1.

Wydarzenia te, podobnie jak wielkie trzęsienia ziemi, głód, wojny, klęski żywiołowe, występowały i będą występować do końca zgodnie z porządkiem i kolejnością przepowiedzianą w Biblii. Wszystkie one potwierdzają, że to, co Bóg powiedział, jest prawdą. Ostatnim wielkim wydarzeniem będzie zjawienie się Syna Człowieczego w chwale i w pełni majestatu. Roześle On swych aniołów, którzy potężnym głosem trąb zwołają jego wybranych z czterech stron świata, z jednego krańca nieba aż po drugi Mt 24,31.

Czy jesteśmy wśród wybranych? Czy oczekujemy Jego przyjścia? Czy przygotowaliśmy się na nie? Czy wyglądamy tego dnia niecierpliwie i z ufnością? „Gdy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że blisko jest, tuż u drzwi. Zaprawdę powiadam wam (...). Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą” (w. 33-35).

Zbawiciel porównał warunki i okoliczności panujące w ostatnich dniach z warunkami i okolicznościami w okresie potopu, w czasach Noego: „Albowiem jak było za dni Noego, takie będzie przyjście Syna Człowieczego. Bo jak w dniach owych przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali, aż do tego dnia, gdy Noe wszedł do arki, inie spostrzegli się, że nastał potop i zmiótł wszystkich, tak będzie i z przyjściem Syna Człowieczego” Mt 24,37-39.

Wszystko więc będzie się toczyć normalnie. Będą zwyczajne sprawy, życie będzie biegło swoim torem, ludzie będą się pobierać, bawić i ucztować, aż nagle zupełnie nieoczekiwanie nastąpi wielka zmiana, na którą nie będą przygotowani. Stanie się to w czasie, gdy trwać będą zwykłe, codzienne zajęcia, gdy kobiety będą zajęte sprawami domowymi. Nadejdzie dzień i wybije godzina zapowiadana przez proroków i przez Chrystusa. On przyjdzie!

„Czuwajcie więc — tak brzmi rozkaz naszego Pana — bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie. (...) Dlatego iwy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie” Mt 24,42.44.

Pewien kaznodzieja głosił swym słuchaczom prawdę o powtórnym przyjściu Chrystusa. Po modlitwie, którą zakończył wykład, jedna z kobiet wstała z miejsca i szybko opuściła salę. Po zakończeniu nabożeństwa pastor podszedł do drzwi, by pożegnać zebranych. W przedpokoju zobaczył tę kobietę przechadzającą się nerwowo. W momencie, gdy się zbliżył, kobieta wykrzyknęła z nieukrywaną złością: „Jak śmiałeś człowieku modlić się o to, żeby Chrystus przyszedł? Po co wołałeś: »Przyjdź Panie Jezu«? Oszaleć można! Ja nie chcę, żeby On tu przyszedł. To pokrzyżowałoby wszystkie moje plany. Jak śmiałeś modlić się o to?” Kaznodzieja odparł wówczas łagodnie: „Moja droga siostro! Jeżeli, jak mówisz, miłujesz Pana, powinnaś pragnąć Jego przyjścia. On jednak przyjdzie tu bez względu na to, czy chcesz tego, czy nie. Jeśli tylko naprawdę wierzysz w Niego i bardzo Go kochasz, z pewnością i ty zawołasz całym sercem: »Przyjdź Panie Jezu!«”

PRZEGLĄD BIBLIJNY

Jakie mają być ostatnie chwile świata?
„I stanie się w dniach ostatecznych, że góra ze świątynią Pana będzie stać mocno jako najwyższa z gór i będzie wyniesiona ponad pagórki, a tłumnie będą do niej zdążać wszystkie narody. (...) I przekują swoje miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Żaden naród nie podniesie miecza przeciwko narodowi i nie będą się uczyć sztuki wojennej” Iz 2,2.4. Nigdy jeszcze nie rozwinął się tak silnie ruch w obronie pokoju, jak w ostatnim pokoleniu. Powstały Liga Narodów i Organizacja Narodów Zjednoczonych. Jeszcze przed wojną prezydent Stanów Zjednoczonych, Herbert Hoover, oświadczył: „Jesteśmy w początkach złotego wieku”.

Co pisał na ten temat apostoł Paweł?
„Sami bowiem dokładnie wiecie, iż dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy. Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada” 1Tes 5,2.3. Czy ruch w obronie pokoju nie jest dziś bardzo popularny w całym świecie? Najbardziej prości ludzie wiedzą o jego istnieniu i powtarzają: „Pokój, pokój, pokój”. A jak będzie wyglądał świat w przededniu końca? Paradoksem dzisiejszego czasu jest to, że ludzie coraz więcej mówią o pokoju przeznaczając jednocześnie miliardy na zbrojenia.

Gdy Jezus obwieścił znaki swego przyjścia, jaką radę dał swoim uczniom?
„Potem usłyszycie o wojnach i wieści wojenne. Baczcie, abyście się nie trwożyli, bo musi się to stać, ale to jeszcze nie koniec” Mt 24,6.

Czy w dniach ostatecznych wielu oddali się od prawdy Chrystusowej?
„A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich” 1Tm 4,1.

Czy w sferze gospodarczej dokonają się zmiany i dojdzie do komplikacji?
„A teraz wy, bogacze, płaczcie i narzekajcie nad nieszczęściami, jakie na was przyjdą. Bogactwo wasze zmarniało, a szaty wasze mole zjadły. Złoto wasze i srebro zaśniedziało, a śniedź ich świadczyć będzie przeciwko wam i strawi ciała wasze jak ogień. Nagromadziliście skarby w dniach, które się mają ku końcowi. Oto zapłata, zatrzymana przez was robotnikom, którzy zżęli pola wasze, krzyczy, a wołania żeńców dotarły do uszu Pana Zastępów. Żyliście na ziemi w zbytku i w rozkoszach, utuczyliście serca wasze na dzień uboju. Wydaliście skazujący wyrok i zabiliście sprawiedliwego; nie opiera się wam” Jk 5,1-6.

Czym charakteryzować się będą czasy przed przyjściem Chrystusa?
„A to wiedz, że w dniach ostatecznych nastaną trudne czasy: ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, bezbożni, bez serca, nieprzejednani, przewrotni, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego, co dobre, zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący więcej rozkosze niż Boga, którzy przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy” 2Tm 3,1-5.

Co mówi na temat powtórnego przyjścia apostoł Piotr?
„Oznajmiliśmy wam moc i powtórne przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa, nie opierając się na zręcznie zmyślonych baśniach, lecz jako naoczni świadkowie jego wielkości. Wziął On bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki go doszedł głos od Majestatu chwały: Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem. A my, będąc z nim na świętej górze, usłyszeliśmy ten głos, który pochodził z nieba” 2P 1,16-18. Apostoł ma na myśli siebie, Jakuba oraz Jana, gdy byli razem na Górze Przemienienia. Ujrzeli tam oni chwałę Chrystusa. Była niby obłok jasny jak słońce. Słyszeli głos Boży. Był tam prorok Eliasz — reprezentujący świętych, którzy zostaną przemienieni w dniu powtórnego przyjścia Chrystusa, i Mojżesz — przedstawiciel tych, którzy zmartwychwstaną. Był to więc wspaniały, majestatyczny obraz powrotu Chrystusa na świat. Trzej apostołowie widzieli to na własne oczy, nic więc dziwnego, że w ich opisach nie ma żadnej fantazji czy przenośni.

Jakiego jednak najlepszego przewodnika w tej sprawie poleca apostoł Piotr?
„Mamy więc słowo prorockie jeszcze bardziej potwierdzone, a wy dobrze czynicie, trzymając się go niby pochodni, świecącej w ciemnym miejscu, dopóki dzień nie zaświta i nie wzejdzie jutrzenka w waszych sercach” 2P 1,19. Słowo Boże jest pochodnią i światłością na drodze życia (patrz Ps 119,105). Proroctwa rozświetlają przyszłość. Jedynie Bóg widzi koniec wszystkich rzeczy na początku (patrz Iz 46,9.10). Proroctwo — to prawdziwa historia, przepowiedziana za łaską Ducha Świętego, to sprawdzona i sprawdzająca się w historii prawda Pisma Świętego. Wszyscy, którzy ignorują to wezwanie, którzy nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć o tym, co prorocy mówili o Bogu, są ludźmi pozbawionymi światła. Nieszczęśliwcy ci nie chcą wiedzieć, że koniec jest blisko, że Ten, który nadejdzie, zjawi się tak niespodziewanie, jak niespodziewanie zjawia się złodziej w nocy.