Autorska płyta Mariusza Zawieruchy opowiada o cudzie życia na każdym jego etapie... W oczach Bożych jesteś cudem!

1. Co mówił Jezus o pokoju w twym sercu

Od najdawniejszych czasów serca ludzkie tęskniły do pokoju. Nie tylko do takiego pokoju, jakim jest zwykłe zaprzestanie wojny, ale również do pokoju myśli, serca i duszy. Ludowi izraelskiemu w zaraniu jego państwowości błogosławiono: Niech obróci Pan twarz swoją ku tobie i niech ci da pokój” Lb 6,26. Podróżując po ziemi mahometan, po całym Bliskim i Środkowym Wschodzie, wszędzie spotykałem się z pozdrowieniem: „Salaam aleikum” — „Pokój niechaj będzie z tobą”.

Co Jezus mówił więc o pokoju? W swych naukach głoszonych nie tylko do użytku współczesnych, ale wszystkich po wieki wieków, wypowiedział cudowne słowa, zanotowane przez apostoła Jana: „Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam (...). To powiedziałem wam, abyście we mnie pokój mieli. Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat” J 14,27; 16,33.

Pokój taki przynosi harmonię, równowagę wewnętrzną, spokój ducha całemu światu i każdej jednostce ludzkiej, jest darem możliwym jedynie w Chrystusie — Księciu Pokoju. Nigdzie indziej nie znajdzie się pokoju! To tylko Jezus kładzie naprawdę kres niesnaskom, to tylko On przynosi słodką, kojącą muzykę wiecznego święta i wieczną radość naszego istnienia, naszego trwania. Radość ta jest iskrą Bożą.

Gdziekolwiek zostaje popełniony grzech, gdziekolwiek narusza się prawo Boże, tam już nie ma i nie może być królestwa pokoju. „Lecz bezbożni są jak wzburzone morze, które nie może się uspokoić, a którego wody wyrzucają na wierzch muł i błoto. Nie mają pokoju bezbożnicy — mówi mój Bóg” Iz 57,20.21.

Oto dlaczego zawodzi tyle różnych planów zapewnienia światu wiecznego pokoju. Ludzie genialni, utalentowani, nieraz już na wpół święci, różnych ras i narodowości, pracowali na rzecz pokoju dla świata wyrzekłszy się wszystkiego i wydając na ten cel miliony. Utworzono wiele organizacji międzynarodowych i stowarzyszeń celem zapewnienia światu pokoju. Opracowano wzory traktatów i układów, które miały wykluczyć wojnę jako środek polityki! Mimo to wcześniej czy później znów zaczynano uderzać w werble i znów rozlegały się dźwięki trąb wojennych. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ ludzie — mimo swej woli — nie byli w stanie usunąć grzechu ze świata. A tam gdzie grzech jest nie zmazany i towarzyszy człowiekowi w dzień i w nocy, tam wznieca wojnę najpierw w sercu człowieka, a potem między ludźmi.

Kiedy zakończyła się pierwsza wojna światowa, pewien Amerykanin ustalił nagrodę w wysokości stu tysięcy dolarów dla tego, kto opracuje plan uniwersalnego pokoju. Zgłoszono ponad dwadzieścia dwa tysiące planów i propozycji! Sąd konkursowy oceniał każdą z nich długo i nadzwyczaj wnikliwie, w końcu jednak odnalazł plan najkrótszy, najbardziej lapidarnie sformułowany i jednocześnie najbardziej przekonywający. Składał się on tylko z dwóch słów: „Przyjmijcie Jezusa”. Dlaczego nie mielibyśmy wypróbować Jezusa?

Oto jedyny plan zdolny zagwarantować światu pokój. A jednak ludzie wciąż jeszcze próbują leczyć schorzenia świata półśrodkami, które zawiodły już tysiące razy.

Pewien uczony angielski opowiadał, jak przed laty stał wraz z innymi pełnymi podziwu obserwatorami przed modelem najnowszego karabinu maszynowego, skonstruowanego przez Maxima. Wszyscy pytali: „Czy ta broń nie uczyni wojny czymś najokropniejszym?” Wielki konstruktor i wynalazca odparł wtedy: „Nie, ona uczyni wojnę niemożliwą”. Jednak jego karabin nie sprawił, że wojna jest niemożliwa, stała się tylko bardziej krwawą i morderczą. Karabin maszynowy jest dzisiaj sto razy bardziej udoskonalony. Zdawało się, że ów nowy karabin uczyni wojnę niemożliwą, ponieważ może wyrzucić z siebie do ośmiu tysięcy pocisków na minutę! Świat nie uwolni się jednak od widma wojny dopóty, dopóki w sercu człowieka mieszkać będzie grzech. Nowe bronie i wynalazki, nawet najstraszliwsze, nie kładą kresu coraz okrutniejszym wojnom. Konferencje i traktaty pokojowe nie są w stanie usunąć ich na zawsze, ani uwolnić ludzkości od perspektywy wybuchu nowej wojny.

Karol Evans Hughes, były sekretarz Stanów Zjednoczonych Ameryki, oświadczył, że „pokój wydaje się niemal jakąś chwilową ciszą wśród rozszalałych burz i żywiołów”. Ktoś inny wyobrażał sobie „pokój” jako „idealną stratę czasu w wyścigu bez końca”. Według Clausewitza pokój oczywiście jest najlepszy, ale jedynie w formie... rozejmu na polach bitew. Fryderyk Wielki w jednym ze swych listów do Woltera stwierdził, że zajmując się obszerną lekturą dzieł historycznych nie znalazł w historii ludzkości takich dziesięciu lat, w których by nie toczyła się gdzieś wojna. Dodał też, że w tej nieustannej gorączce wojen zdarzały się wprawdzie chwile jakiegoś wytchnienia, ale nigdy nie może przyjść na nie kres.

Z punktu widzenia ludzkiego miał rację, ale Bóg patrzy na to inaczej. Wojnom zostanie położony kres. Mówi nam o tym Słowo Boże. Przyjdzie Chrystus, zniknie widmo wojen, zniknie już na zawsze. Chrystus przyniesie światu taki pokój, o jakim ludzie marzyli od tysięcy lat i o który zabiegali.

Zdarzyło mi się przejeżdżać pewnego razu wraz z przyjaciółmi przez obszary pustyni Arizona. Słońce paliło, spiekota uniemożliwiała oddech. Żar buchał jakby z jakiegoś pieca. Dookoła widać było jedynie piasek, kurz i skały. Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ukazała się wstęga wody, jezioro pod pustynnym niebem, połyskujące jak żywe srebro. To było coś cudownego. Jakże będziemy mogli odświeżyć się, gdy dotrzemy do brzegu i poczujemy chłodny powiew znad jego powierzchni. Jednak tak samo szybko i tajemniczo jak pojawiło się to jezioro, tak obraz ten rozpłynął się i zniknął z naszych oczu. Niestety, nie była to życiodajna woda, ale złudny miraż! Padliśmy ofiarą zjawiska zwanego „fatamorganą”. Słońce wydało się nam teraz jeszcze bardziej rozpalone, a pustynia bardziej martwa i piaszczysta.

Tak właśnie dzieje się z nie spełnionymi nadziejami ludzkimi. Szukali pokoju, lecz dobro to nie przyszło Jr 8,15. Dostrzegali nawet na horyzoncie wizję uniwersalnego pokoju, ale zawsze okazywał się on w końcu tylko złudzeniem.

W proroctwie Izajasza nakreślony został boski obraz innego, nowego świata: „Rozpalona ziemia piaszczysta zmieni się w staw, a teren bezwodny w ruczaje” Iz 35,7. Innymi słowy, sen zmieni się w rzeczywistość, złudzenie okaże się prawdą. Tak. Niedaleki jest już dzień spełnienia się boskich obietnic i urzeczywistnienia snów, tęsknot i nadziei ludzkich. Ziści się ów „nie spełniony sen” ludzkości, trwający od tysiącleci. Prorok Micheasz daje nam cudowną wizję ziszczenia się tych nadziei. Mówiąc o Tym, którego początki „od prawieku, od dni zamierzchłych”, prorok zapowiada, że „On będzie pokojem” Mi 5,1.4.

Człowiekiem, o którym mówi prorok, jest Jezus Chrystus. I wszędzie, w każdym zakątku kuli ziemskiej, pokój będzie osiągalny przez Niego, dzięki Niemu i zgodnie z Jego obietnicą. On obiecał go wszystkim, którzy wierzą w Niego. „Błogosławieni cisi — powiedział Jezus — albowiem oni posiądą ziemię” Mt 5,5. A wtedy, jak przepowiedział olśniony tą wizją Dawid, „Pan pobłogosławi lud swój pokojem!” Ps 29,11.

Apostoł Piotr pisze: „Ale my oczekujemy, według obietnicy nowych niebios i nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość” 2P 3,13. To właśnie my wciąż oczekujemy, wyglądamy, wierzymy i pragniemy tej nowej ziemi, w której „sprawiedliwość zamieszka”. Czytamy o tym w Księdze Izajasza: „I pokój stanie się dziełem sprawiedliwości, a niezakłócone bezpieczeństwo owocem sprawiedliwości po wszystkie czasy. I zamieszka mój lud w siedzibie pokoju, w bezpiecznych mieszkaniach i w miejscach spokojnego odpoczynku” Iz 32,17.18.

Kiedy Chrystus zasiądzie na tronie świata, wtedy ludzie otrzymają upragniony pokój. On bowiem okaże się najznakomitszym i najdoskonalszym władcą świata. „Ponieważ upodobał sobie Bóg, żeby w nim zamieszkała cała pełnia boskości i żeby przez Niego wszystko, co jest na ziemi i na niebie, pojednało się z nim dzięki przywróceniu pokoju przez krew krzyża jego” Kol 1,19.20. Chrystus przyniesie wreszcie pokój wojującemu światu. Przyniesie, gdy rozpocznie swoje panowanie.

My jednak nie musimy czekać aż na ten dzień, żeby osiągnąć pokój w swoich sercach. W Ewangelii Jana znajduje się rada dla udręczonych, rada dla tych, którzy pragną zachować spokój w swych sercach przez całe życie: „Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście gdzie Ja jestem, i wy byli” J 14,1-3.

A więc pierwszym warunkiem pokoju ducha i serca, warunkiem postawionym przez Jezusa, jest wiara w Boga. Ten, kto rzeczywiście wierzy w Boga, zrywa z udręką i cierpieniem. Jezus nazywa Ojcem Boga, który jest także naszym Ojcem. Przypomnijmy sobie, jak zachowywaliśmy się, będąc małymi dziećmi. Nie martwiliśmy się wtedy, co będziemy jeść, jak będziemy się ubierać, czy nie zachorujemy i czy nie umrzemy. Ufaliśmy, że wszystko załatwią za nas ojciec i matka, im pozostawialiśmy nasze troski i zmartwienia. Oni zawsze wszystko za nas przewidzieli. Byli najmądrzejsi, najbardziej doświadczeni, oni nas po prostu kochali. Skoro więc Bóg jest naszym Ojcem niebieskim, dlaczego mielibyśmy bać się czegokolwiek? Dlaczego nie moglibyśmy zachować pokoju w sercach? Dlaczego musimy — jak wielu dziś to czyni — drżeć w obawie utraty zdrowia i szczęścia? Czy koniecznie musi nas gnębić widmo wojny, śmierci, niedoli, zagrożenia atomowego?

Jezus powiedział, że wiara w Boga jest lekarstwem na wszelkie cierpienia. „Niechaj się nie trwoży serce wasze” J 14,1. „Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios” Mt 18,3. Niech więc każdy z nas tak właśnie wierzy w Boga, jak dziecko wierzy w swego ojca.

W Bogu jest nasza ufność i nadzieja. Otóż to! Możemy nie cierpieć. Możemy zachować w swym sercu pokój. Jezus naprawdę nas kocha. Troszczy się o nas. Powiedział, że każdy włos na naszej głowie jest policzony Mt 1,3, że Bóg wszystko o nas wie i o nas pamięta. Nasz Bóg to zdrój miłości.

Pan zna wszystkie, nawet najskrytsze, nasze myśli — jak czytamy w Ps 139,2. Jak wie o nas wszystko i zna nas na wylot, tak samo kocha nas, obdarzając boską miłością. Możemy w Niego wierzyć i Mu zaufać.

Przejdźmy teraz do drugiego warunku pokoju duchowego, postawionego przez Jezusa: „Wierzcie w Boga i wierzcie we mnie”. Jesteśmy w stanie wyzbyć się udręki, jeśli wierzymy w Chrystusa! Jest On bowiem Zbawicielem świata. Musimy wierzyć też, że umarł na krzyżu za nasze grzechy, za grzechy całego świata, całej ludzkości. Jeśli dręczymy się naszymi grzechami już po ich wyznaniu, to po prostu nie wierzymy, że Bóg nam je przebaczył. Nikt nie musi nosić z sobą ciężkiego brzemienia grzechu, brzemienia, które nie da mu odpocząć w dzień ani w nocy. Apostoł Jan mówi, że Jezus umarł za grzechy całego świata 1J 2,2. W tym samym liście, w rozdziale pierwszym i wierszu dziewiątym, Jan napisał: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości”. Jeśli tylko wyznamy szczerze nasze grzechy i zaprzestaniemy je popełniać, nie będziemy mieli powodu do niepokoju i udręki. Uczucie lęku stanie się bezpodstawne. Zbawienie nasze opiera się przecież nie na zwodniczym uczuciu, lecz na fakcie, na prawdziwej obietnicy Boga w Chrystusie.

Pewien znakomity lekarz psychiatra spytany, jak można usunąć groźbę chorób psychicznych, będących dziś poważnym problemem społecznym, odparł, że mniej byłoby chorych, gdyby ludzie obcowali z Bogiem tak jak z codziennym swym towarzyszem. Zdaniem tego lekarza, ludzie żyjący niezależnie od Niego, ignorujący Go lub obywający się bez Niego, szybko zostają owładnięci strachem i znoszą cierpienia. Wielu staje się hipochondrykami. Obawiają się wszystkiego: rozstroju nerwowego, nieładu i zamieszek, ran, zapalenia wyrostka robaczkowego i choroby umysłowej. Miliony ludzi dosłownie boi się, lęka obłędu psychicznego. Gdyby więc ludzie zaczęli obcować z Bogiem każdego dnia, psychiatra straciłby sens i rację bytu.

Oto jest — jak twierdzi dalej ów lekarz — przyczyna popularności i wzrostu znaczenia psychiatrii w dzisiejszych czasach. Gdyby więcej ludzi zaczęło obcować z Bogiem, ludzkość mogłaby wyzbyć się pięćdziesięciu procent swych najboleśniejszych urazów.

Chrystus widzi naszą przeszłość i przyszłość. Nie musimy więc dręczyć się niepewnością jutra. W rozdziale dwudziestym czwartym Ewangelii Mateusza Jezus maluje obraz przyszłości, obraz dni, które mają przyjść i z pewnością przyjdą. Zbawiciel troszczy się jednakowo zarówno o przeszłość, jak i o przyszłość. Zbawiciel obiecuje tym, którzy Go miłują, że znajdą się tam, gdzie i On będzie. Nigdy nie musimy być oddzieleni od Niego ani duchem, ani aktualną Jego nieobecnością J 17,24. W Mt 28,2 Jezus powiada: „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata”. Czemu się więc dręczymy i cierpimy? Uwierzmy Jezusowi, naszemu Zbawcy, i śpiewajmy Mu:

Słodko ufać Jezusowi
Trwać w bezgrzesznym, wiecznym bycie —
Bo od Niego wszelka radość
Pokój, miłość, szczęście, życie...

Przejdźmy z kolei do trzeciego punktu, warunkującego pokój ducha. Znajdziemy go w Ewangelii Jana, w rozdziale czternastym i w drugim wierszu: „W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce”. Właśnie dlatego nie powinniśmy się martwić o dach nad głową, skoro taki dom stoi dla nas otworem i czeka na nasze przybycie — dom w niebie. Nie obawiajmy się ani zimna, ani chłodu, ani trudów wędrówki. Życie doczesne nie zamyka całości, z nim nie kończy się wszystko. Cmentarz nie jest ostatnim miejscem spoczynku i ostatnie słowo nie pada przy grobie. Rzeczy i sprawy tego świata tak niezrozumiałe, okrutne czy niesprawiedliwe, inaczej będą się przedstawiać w innym, wiecznym świecie. Przewróci się karta księgi życia... Oto kraina położona poza naszą doczesnością ziemską, kraina radosnego spotkania Boga ze swymi dziećmi, spotkania na całą wieczność, spotkania, po którym nie doświadczymy już męki rozłąki. W J 14,2 wyraźnie i jasno jest powiedziane o przygotowywanym miejscu dla ludu Bożego. Miejscem tym jest niebo i będzie w nim Jezus.

Serce człowieka może dziś boleśnie zranić strata kogoś najdroższego, ale trzeba przecież pamiętać o słowach boskiego Zbawiciela: „Niechaj się nie trwoży serce wasze”. Skoro wierzycie w boską krainę jutra, w krainę, gdzie nie ma płaczu i westchnień, gdzie nie ma łez, ani nocy, ani bólu, powinniście ufać i temu, że boskie jutro będzie lepsze niż ludzkie dzisiaj. W Piśmie Świętym wyraźnie jest powiedziane, że w ów błogosławiony dzień będziemy właśnie tacy jak Jezus. „Umiłowani, teraz dziećmi Bożymi jesteśmy — mówi apostoł Jan — ale jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Lecz wiemy, że gdy się objawi, będziemy do niego podobni, gdyż ujrzymy go takim, jakim jest” 1J 3,2. Niech się więc nie trwożą serca wasze. Tego, co będzie, nie przewidziano nigdy nawet w połowie.

Kiedy Marco Polo, sławny żeglarz wenecki z XIII wieku, po powrocie do ojczyzny opowiadał o dziwach, jakie widział w najdalszych państwach i królestwach Wschodu, mało kto dawał temu wiarę. Na łożu śmierci nalegano nawet na niego, aby odwołał wszystkie zmyślone bajki i kłamstwa o Chinach oraz o innych krajach Dalekiego Wschodu. Jednak wielki podróżnik oświadczył, że nie powiedział nic, co by musiał odwołać. Każda wspomniana rzecz jest prawdą. „Nie opowiedziałem wam nawet połowy tego, co rzeczywiście widziałem”. Otóż tak samo jest z niebem, nigdy nawet połowa nie została o nim powiedziana. Nasze zwątpienie nie jest w stanie umniejszyć w czymkolwiek chwały niebiańskiej ani zmienić prawdy.

To, czym jest niebo, nie jest dla ludzkiego umysłu wyobrażalne. Leży poza zasięgiem naszych zdolności poznawczych i wyobraźni. Tego nie można osądzić czy pojąć w doczesnym życiu. Nigdy nie będziemy w stanie opowiedzieć nie tylko połowy, ale nawet jednej setnej czy jednej tysięcznej części tego o niebie, co odpowiada rzeczywistości!

Pewnego razu zatrzymałem się na jednej ze stacji kolejowych. Trafiłem akurat na moment, gdy żołnierz, który powrócił z daleka, spotkał się ze swoją żoną i małym synkiem. Jego nieobecność trwała kilka ładnych lat. Mały chłopczyk zachowywał się tak, jak gdyby przedtem nigdy nie widział swego ojca.

Kobieta stanęła jak wryta, spojrzała na męża, potem zaczęła płakać, wreszcie objęła ramionami jego szyję i zaczęła się głośno śmiać. Chłopczyk, trzymając się jedną ręką matczynej spódnicy, a drugą wyciągając nieśmiało do najbardziej go interesujących w danej chwili wojskowych spodni, spoglądał na rodziców ze zdumieniem, niczego nie rozumiejąc. Domyślił się, że stało się coś nadzwyczajnego, ale nie wiedział, co takiego zaszło między tymi ludźmi. Przyznać muszę, że gdy ich obserwowałem, łzy pociekły mi po twarzy. Pomyślałem o wspaniałym dniu, w którym lud Boży połączy się ze swym Stwórcą, kiedy każdy z nas spotka się z kimś i kiedy zapanuje powszechna radość.

A nade wszystko, gdy ujrzymy Chrystusa, naszego Pana, w chwili triumfu. Cóż to będzie za cudowna godzina! Wszak — jak pisze Paweł — „czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują” 1Kor 2,9.

A teraz przejdźmy do czwartego i ostatniego Jezusowego warunku pokoju duchowego. „A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie ja jestem, i wy byli”.

Jezus powróci, Jezus wróci po raz wtóry na ziemię! On będzie tu z powrotem. Świat ujrzy Go jeszcze raz. Wielu z tych, którzy obserwują warunki bytowania na naszym globie i niedole naszego życia: wojny, choroby, nieszczęścia i inne ułomności losu człowieka, wpada w rozgoryczenie i smutek. Serca tych ludzi wypełniają często lęk i nieufność. A przecież Jezus to wszystko przepowiedział: „I będą znaki na słońcu, księżycu i na gwiazdach, a na ziemi lęk bezradnych narodów, gdy zahuczy morze i fale. Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy, które przyjdą na świat, bo moce niebios poruszą się. I wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą. A gdy się to zacznie dziać, wyprostujcie się i podnieście głowy swoje, gdyż zbliża się odkupienie wasze” Łk 21,25-28.

Kimkolwiek by człowiek był, jego nadzieja jest jedynie w Chrystusie. I prawdą jest to, że powtórne przyjście Jezusa na świat będzie największym i ostatnim już aktem końca świata oraz zapewnienia mu pokoju wiecznego. Takie są więc cztery najgłówniejsze przyczyny, dzięki którym prawdziwi chrześcijanie nigdy nie poddają się udręce imają pokój w swych sercach. Czy ty również jesteś chrześcijaninem? Jeśli tak, wskazaliśmy ci wszystkie ożywcze źródła siły i równowagi ducha. Jeśli nie, nie wahaj się ani minuty! Zanim skończysz studiować te wykłady w sieci Internet, uznaj Pana Jezusa Chrystusa za swego Zbawiciela. Wówczas usuniesz ze swego serca brzemię smutku i męki. Będziesz mógł iść o własnych siłach, zwyciężając świat.

A oto autentyczne zdarzenie. Żołnierz umiera na jednym z pól bitewnych. Kapelan nachyla się nad nim i pyta, co jeszcze mógłby dla niego uczynić. Chłopiec daje mu adres matki i prosi o przesłanie listu. Potem wręczając mu zbroczone własną krwią Pismo Święte prosi: „Czytaj, ona mi to ofiarowała. Czytaj czternasty rozdział z Ewangelii Jana”. Duchowny zaczyna: „Niechaj się nie trwoży serce wasze, wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań” J 14,1.2. Żołnierz słuchał uważnie, aż kapelan doszedł do dwudziestego siódmego wiersza: „Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka” J 14,27. Konający żołnierz zdążył jeszcze wyszeptać: „Powiedz mojej matce, że ja miałem ten pokój” i już nie żył.

Czy mamy ten upragniony pokój? Powinniśmy go szukać, tego pokoju Bożego, który „przewyższa wszelki rozum i strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie” Flp 4,7. Ten pokój, to przedsmak i obietnica czasu, o którym apostoł Jan mówi: „Panowanie nad światem przypadło w udziale Panu naszemu i Pomazańcowi Jego i królować będzie na wieki wieków!” Ap 11,15.

Jezus jest naszym pokojem, pokojem w głębi serca każdego z nas. A gdy przyjdzie na świat w swej chwale, pokój Jego okryje całą ziemię, tak jak wody wypełniają morza i oceany.