Autorska płyta Mariusza Zawieruchy opowiada o cudzie życia na każdym jego etapie... W oczach Bożych jesteś cudem!

16. Co mówił Jezus o sądzie ostatecznym

Wczesnym rankiem pewien młody student prawa siedział sam w biurze adwokackim. Nagle wydawało mu się, że słyszy jakby głos rozlegający się w głębi serca: „Co zamierzasz robić po ukończeniu studiów?” Odpowiedź nie nastręczała trudności:

— Oczywiście będę pracował jako adwokat. — I co wtedy? — Zarobię trochę pieniędzy, stanę się bogatym człowiekiem. — I co wówczas? — Wybuduję sobie piękny dom, założę rodzinę, zdobędę szacunek i dobre imię. — I co potem? — No cóż. Sądzę, że zestarzeję się i pójdę na odpoczynek. — A co potem? — Umrę w końcu.

— A co potem?

Słowa te dręczyły go coraz bardziej — „co potem?” Co wtedy, po śmierci? Przyszły mu na myśl gdzieś zasłyszane w dzieciństwie słowa: „A jak postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd” Hbr 9,27. Młody prawnik przejęty tą dziwną myślą poderwał się z krzesła i wybiegł na ulicę. Znalazłszy się opodal lasu zanurzył się w gęstwinie i na środku zacisznej polanki upadł na twarz przed Bogiem modląc się i wyznając grzechy. W swej modlitwie prosił Boga, aby pozwolił mu pojednać się z Nim i aby starczyło mu na to czasu.

Młodemu człowiekowi wydawało się, że widzi już siebie na sądzie ostatecznym przed Bogiem. Studiował przez cztery lata prawo, miał więc czas oswoić się z procedurą sądową. Prawo studiował wyłącznie z myślą o sobie, o swych potrzebach i przyjemnościach i teraz to sobie uświadomił. Dopiero tutaj zrozumiał w pełni przeznaczenie człowieka, ostateczny cel swoich studiów i całej swojej dotychczasowej pracy oraz zdobywania wiedzy. Życie mieć będzie wartość wtedy, rozumował, gdy jego celem nadrzędnym stanie się służba Bogu, głoszenie Jego chwały i wysławianie Jego imienia.

Od tego dnia — a raczej od tej chwili — życie studenta wypełniły spokój i cicha radość, ciche szczęście człowieka zdążającego świadomie ku celom najwyższym i najpewniejszym, nie zaś ku mamidłom i złudom. Takiej harmonii wewnętrznej mógłby mu pozazdrościć niejeden zapracowany od świtu do nocy człowiek, nie bardzo nawet świadomy tego, dlaczego, w jakim celu i dla kogo żyje. Inna rzecz, że młody człowiek z cenzusem uniwersyteckim zasłynął później nie tyle jako adwokat, ile jako płomienny kaznodzieja, wybitny działacz ewangelizacyjny, sprawca nawrócenia na drogę Chrystusa w ciągu pięćdziesięciu lat wielu tysięcy istot ludzkich. Był to Karol Finney, wybitny ewangelista amerykański.

Co Jezus powiedział na temat sądu? Przede wszystkim oznajmił, że na sądzie odpowiedzialność obejmuje każde słowo, myśl, czyn, każdy wybór drogi życiowej, wszystko, gdyż takie jest prawo panujące we wszechświecie. Dzień sądu nadejdzie. Jezus nauczał tego z przekonaniem.

Rozważając te słowa zatrzymajmy się myślą przy miastach, o których w Ewangelii Mateusza jest powiedziane: „Biada tobie, Chorazynie, biada tobie, Betsaido, bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się te cuda, które u was się stały, dawno by w worze i w popiele pokutowały. Ale powiadam wam: Lżej będzie Tyrowi i Sydonowi w dniu sądu aniżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba wywyższone będziesz? Aż do piekła zostaniesz strącone, bo gdyby się w Sodomie dokonały te cuda, które się stały u ciebie, stałaby jeszcze po dzień dzisiejszy. Ale powiadam wam: Lżej będzie ziemi sodomskiej w dzień sądu aniżeli tobie” Mt 11,21-24. Tak jest — dzień sądu nadejdzie.

Zwróćmy uwagę, że w czasach, gdy żył na ziemi Zbawiciel, mówił o dniu sądu w czasie przyszłym. „Lżej będzie Tyrowi i Sydonowi w dniu sądu (...), Lżej będzie ziemi sodomskiej w dzień sądu aniżeli tobie”. Dzień sądu jeszcze nie nadszedł, chociaż Sodoma i Gomora zostały zniszczone ogniem niebieskim, starte z powierzchni ziemi na wiele wieków przed Chrystusem. Dzień sądu dla mieszkańców tych miast jeszcze nie nadszedł.

Wszyscy jesteśmy w stanie przyjąć lub odrzucić światło prawdy, które nas oświeca. Będziemy za to odpowiadać przed Bogiem! Będziemy odpowiedzialni za odrzucenie ewangelii. Jeśli odrzucimy to światło prawdy, lżej będzie Sodomie i Gomorze w dzień sądu niż nam, ludziom świadomie zaprzeczającym prawdzie! Ludzie, których Chrystus nauczał chodząc po ziemi, mieli więcej tego światła niż pokolenia poprzednie, żyjące choćby w czasach Jonasza. Jezus powiedział: „Mężowie z Niniwy staną na sądzie wraz z tym pokoleniem i spowodują jego potępienie, gdyż na skutek zwiastowania Jonasza upamiętali się, a oto tutaj więcej niż Jonasz” Mt 12,41. Sam Syn Boży wzywał tych ludzi do upamiętania, podczas gdy w wyniku kazania Jonasza, nie tak wielkiego kaznodziei jak Zbawiciel świata, Niniwa pokutowała.

Jezus mówił dalej: „Królowa z Południa stanie na sądzie wraz z tym pokoleniem i potępi je; bo przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tutaj więcej niż Salomon” (w. 42). Królowa Saby, jak wiemy, przybyła poznać mądrość Salomona. Jezus, który sam jest prawdziwą mądrością Bożą, nauczał współczesnych sobie, lecz to pokolenie nie posłuchało Go! Wynika stąd jasny wniosek, że na sądzie Bożym sądzić się je będzie stosownie do światła, które temu pokoleniu przez cały czas towarzyszyło.

Nie leżało w Bożych zamiarach, aby pierwsze przyjście na świat Chrystusa pociągnęło za sobą potępienie i karę za Jego odrzucenie. „Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony” J 3,17. Celem przyjścia na świat Jezusa było zbawienie ludzi i przyjście im z pomocą. Ci, którzy odtrącili od siebie światło, jakie przyniósł Zbawiciel, sami siebie potępili i skazali na ciemności. „Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego. A na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe” (w. 18.19). Do wiecznego potępienia na sądzie Bożym nie doprowadziła tych ludzi nieświadomość, lecz nienawiść do światła prawdy i uporczywe odrzucanie go.

Jak ważne są słowa Chrystusa o sądzie! Bóg zlecił swemu Synowi przeprowadzenie tego sądu. W Ewangelii Jana czytamy: „Bo i Ojciec nikogo nie sądzi, lecz wszelki sąd przekazał Synowi, aby wszyscy czcili Syna, jak czczą Ojca” J 5,22.23. Skoro mamy stanąć na sądzie Bożym twarzą w twarz z Chrystusem, jakże możemy nie uznawać Syna Bożego za Zbawiciela świata, jakże możemy nie oddawać Mu czci? „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota” (w. 24). To czeka jedynie tego, kto wierzy w Chrystusa. Chrystus mówi nie tylko o żyjących, ale także o tych, którzy w przeszłości umarli wierząc w Bożą obietnicę: „(...) usłyszą głos Syna Bożego i ci, co usłyszą, żyć będą. Jak bowiem Ojciec ma żywot sam w sobie, tak dał i Synowi, by miał żywot sam w sobie. I dał mu władzę sądzenia, bo jest Synem Człowieczym. Nie dziwcie się temu, gdyż nadchodzi godzina, kiedy wszyscy w grobach usłyszą głos jego; i wyjdą ci, co dobrze czynili, by powstać do życia; a inni, którzy źle czynili, by powstać na sąd” (w. 25-29). Wtedy będą tylko dwie wielkie grupy ludzi. Nie będzie biednych i bogatych, ani mądrych i niewykształconych, czy kulturalnych i pozbawionych dobrych manier, ale będą sprawiedliwi i niesprawiedliwi — zbawieni i potępieni.

Ten wielki podział dokonany zostanie przez Pasterza na podobieństwo selekcji, jaką przeprowadza się w stadzie, oddzielając owce od kóz. Zapamiętajmy: łagodny, cichy i miłosierny Jezus, nasz Zbawiciel i Odkupiciel, dokona tego wielkiego podziału! On będzie Tym, który wyda ostateczny wyrok. „A gdy przyjdzie Syn Człowieczy w chwale swojej i wszyscy aniołowie z nim, tedy zasiądzie na tronie swej chwały. I będą zgromadzone przed nim wszystkie narody, i odłączy jedne od drugich, jak pasterz odłącza owce od kozłów. I ustawi owce po swojej prawicy, a kozły po lewicy. Wtedy powie król tym po swojej prawicy: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata. (...) Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom. I odejdą ci na kaźń wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” Mt 25,31-34.41.46.

Jakiż to obraz dnia, godziny, chwili! Czy jesteśmy na to przygotowani? Czy możemy ze spokojem oczekiwać powtórnego przyjścia Chrystusa? Tak, bowiem to On jest nie tylko naszym sędzią, ale i obrońcą, kapłanem, ofiarującym za nas przed Ojcem swą przelaną w męce krew, która zmywa wyznawane przez nas grzechy.

Pewna bardzo kulturalna kobieta, typowe dziecię naszego wieku, nie chciała niczego słyszeć o sądzie ostatecznym ani o odpowiedzialności moralnej. Żyła sobie po swojemu, nie troszcząc się o nic i unikając wszelkich tematów dotyczących powtórnego przyjścia Chrystusa. Kiedyś zauważyła w pobliżu swego domu biały, niedawno ustawiony namiot. W ciągu kilku kolejnych wieczorów dochodziły stamtąd dźwięki przepięknej muzyki oraz odgłosy bardzo przyjemnie prowadzonych rozmów. Postanowiła wejść, w oczy rzucił się jej napis zapowiadający temat wieczornego wykładu: „Sąd ostateczny”. Słowa te zadziałały na nią jak piorun: „Sąd! Sąd!” — wycedziła przez zaciśnięte zęby. Nie chciała o tym słyszeć, wróciła do domu.

Wchodząc na schody zauważyła chłopca sprzedającego na rogu ulicy gazety i czasopisma: Widziała nagłówki, tytuły, wszystko zdawało się wołać, alarmować: „Sąd nadchodzi, sąd nadchodzi!”. I znowu po raz dziesiąty, po raz setny, natrętnie, uporczywie, przemożnie: Sąd, sąd, sąd. Znacie to uczucie? Wbiegając do domu kobieta postanowiła odizolować się od tych spraw, udała się do swego pokoju, zamknęła drzwi na klucz i próbowała zasnąć, ale wielki zegar ścienny wybijając godziny zdawał się wołać: „Sąd! Sąd!”. W końcu zerwała się z łóżka i całkiem załamana otworzyła swe serce przed Bogiem. Powierzając wszystko Chrystusowi pragnęła przygotować się na sąd Boży.

Musimy zapamiętać to arcyważne stwierdzenie, że Jezus przyszedł pierwszy raz na świat nie po to, by go sądzić, lecz aby go zbawić. Wszyscy, którzy odrzucili Jego zbawienną dłoń podlegać będą Jego sądowi. Sprawdzą się wówczas słowa Chrystusa: „A jeśliby kto słuchał słów moich, a nie przestrzegał ich, Ja go nie sądzę; nie przyszedłem bowiem sądzić świata, ale świat zbawić. Kto mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ma swego sędziego: Słowo, które głosiłem, sądzić go będzie w dniu ostatecznym” J 12,47.48. W swej wspaniałej przypowieści o talentach Jezus przepowiedział, że zły sługa będzie potępiony na podstawie własnych słów Łk 19,22.

Za ilustrację tej przypowieści niech posłuży przypadek, jaki miał miejsce w Szkocji. Pewien prawnik okazał się złym człowiekiem. Mianowicie wynajął konia i po jakimś incydencie zabił go. Właściciel zażądał odszkodowania za zabite zwierzę. Prawnik zgodził się płacić regularnie, ratami. Właściciel przystał na to, a wówczas człowiek ten poprosił go o dłuższy termin do spłacenia wszystkich kolejnych rat. Tamten również i na to się zgodził. „Rozłóż to sobie na tyle czasu, ile ci potrzeba” — powiedział właściciel. W swej zuchwałości prawnik oświadczył: „Aż do dnia sądu”. Wierzyciel był w końcu zmuszony podać go do sądu. Gdy pozew trafił do rąk sędziego, ten oświadczył, że sprawa trafiła tam, gdzie należy. „Dziś właśnie jest dla oskarżonego dzień sądu. Żądam, aby oskarżony zapłacił całą należność do jutra”. Stało się więc to, co w przypowieści Chrystusa nazywa się potępieniem „na podstawie własnych słów”.

Oczywiście ludzie sądzeni będą nie tylko za swe własne słowa, lecz i za sposób, w jaki sądzili innych. Jezus powiedział: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą” Mt 7,1.2. Ten nasz sąd nad innymi dotyczy nie tylko czynów, ale i myśli: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd. A Ja wam powiadam, że każdy, kto się gniewa na brata swego, pójdzie pod sąd” Mt 5,21.22.

Jak mylny i niedoskonały jest często nasz sąd o innych ludziach! Mylimy się, źle oceniamy i niesprawiedliwie wyrokujemy o czynach innych. Lecz Jezus jest nieomylny, a Jego sąd — doskonały pod każdym względem, ponieważ Jezus zna człowieka, wie, jaki on jest J 2,25. Jezus przyjął ciało ludzkie i był kuszony „we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu” Hbr 4,15. Jezus rozumie nasze niedostatki i ułomności, jest pełen ogromnego współczucia dla nas. Jest On zarówno sprawiedliwym, jak i miłosiernym sędzią.

Z pewnością nasze sądy są często niesprawiedliwe, subiektywne. Możemy jednak być szczęśliwi wiedząc, że na sądzie ostatecznym wzięte zostaną w rachubę najmniejsze nawet sprawy dnia powszedniego, wszystkie nasze ukryte myśli i intencje zostaną tam właściwie ocenione przez Jezusa.

Musimy pamiętać, że Duch Święty oświeca umysły i serca, pomaga znaleźć właściwą drogę, jest sędzią i pomocnikiem człowieka w życiu. Wpaja On w nasze serca świadomość odpowiedzialności za wszystkie nasze czyny. Jezus powiedział wprost, że musimy za nie odpowiedzieć. A prawda ta dotyczy nie tylko ludzi, lecz i aniołów, z szatanem włącznie. „Książę tego świata został osądzony” — powiedział Zbawiciel J 16,11.

Ten sąd rozpoczął się na krzyżu. Na oczach całego świata rozegrała się bolesna, a zarazem pełna triumfu sprawiedliwości scena. Miłość pokonała pychę. Wizja tego sądu trwać będzie po wieczne czasy. Samo natomiast wykonanie wyroku nastąpi po sądzie ostatecznym. Jezus przyjdzie na świat nie tylko po to, aby zniszczyć dzieło szatana, by sparaliżować jego poczynania, lecz żeby zniszczyć samego sprawcę zła J 12,31, Hbr 2,14. Będzie to ostatnie dzieło sprawiedliwego sądu: zniszczenie szatana i grzeszników.

Nie popełniajmy tu łatwej do zrobienia pomyłki, a mianowicie nie myślmy, że nie każde kolejne doświadczenie jest już sądem. „Jak postanowione jest ludziom raz umrzeć...”. Wiemy, że śmierć jest powszechna, świadczą o tym miliony grobów. Boże objawienie dodaje dalej: „...a potem sąd” Hbr 9,27. Sąd ten odbędzie się według zasady: „Tak więc po owocach poznacie ich” Mt 7,2. Ludzie będą sądzeni, „każdy według uczynków swoich” Ap 20,13. Sąd Boży osądzać będzie człowieka nie według wyznania, lecz na podstawie owocu życia.

Czy widzieliście kiedyś starą jabłoń, wyschłą, połamaną, zniszczoną, ale dźwigającą jeszcze słodkie, dojrzałe owoce? Nie wiadomo wówczas, czy litować się nad jej starością, czy raczej podziwiać owoce. A czy oglądaliście kiedykolwiek drzewo zielone i kształtne, na pierwszy rzut oka wspaniałe, lecz za to bez owoców? Tak może być i z nami na sądzie ostatecznym. Liczą się owoce naszego życia, a nie to, co wyznajemy, do czego się przyznajemy. Pamiętamy wszyscy, jak to Jezus spowodował uschnięcie drzewa figowego, które było jałowe i nie dawało owoców. Ono już przyszło przed sąd. Jego dzień ostateczny przeminął.

Z całą pewnością Bóg będzie sądził człowieka nie na podstawie tego, co człowiek powie o sobie, lecz na podstawie znajomości tego, co działo się i dzieje w duszy każdego z nas. Bóg ma wgląd w te sprawy. Nie po czym innym, ale po naszych owocach będą nas poznawać. Drogą prowadzącą do przygotowania się na dzień sądu jest złożenie naszych grzechów Chrystusowi. Chrystus zabiera je od nas, a Bóg przebacza nam nasze winy. „Wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” 1J 1,9. A zatem moglibyśmy stanąć przed Bogiem tak, jak gdybyśmy nigdy nie zgrzeszyli, skoro Chrystus dźwignął nas z upadku i wziął na Golgocie na swe umęczone barki grzechy całego świata.

Żaden grzech nie ukryje się przed okiem Chrystusa. Jedynym miejscem, gdzie możemy ukryć swoje grzechy, są rany Chrystusa, jest Jego krew, przelana za nas, dla naszego odkupienia i zbawienia. Na pewno prawdą jest, że „są ludzie, których grzechy są jawne i bywają osądzone wcześniej niż oni sami; ale są też tacy, których grzechy dopiero później się ujawniają. Podobnie jest i z dobrymi uczynkami: są jawne, ale i te, z którymi rzecz ma się inaczej, ukryte pozostać nie mogą” 1Tm 5,24.25.

Zdajmy się więc na łaskę Chrystusa i Jemu powierzmy wszystkie nasze winy, a dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy gotowi na sąd ostateczny, że będziemy mogli w pokoju i radości ducha spotkać na nim Chrystusa. Bóg jest miłosierny i sprawiedliwy dla tego, kto wierzy w Jezusa Rz 3,26. My, prosząc o łaskę dla kogoś, często uzyskujemy ją zarówno dla danej osoby, jak i dla siebie. Stara to prawda, stara i niewzruszona zasada moralności chrześcijańskiej.

Nasz Bóg jest Bogiem sprawiedliwym, łaskawym i miłosiernym. Jego sprawiedliwy sąd ma odbicie w dziele krzyża. „Teraz odbywa się sąd nad tym światem; teraz władca tego świata będzie wyrzucony. A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę” J 12,31.32.