Autorska płyta Mariusza Zawieruchy opowiada o cudzie życia na każdym jego etapie... W oczach Bożych jesteś cudem!

14. Co mówił Jezus o dziesięciu przykazaniach

Prawie 1500 lat przed przyjściem na świat Chrystusa, kiedy Jego lud wyszedł z niewoli egipskiej, gdzie zapomniał Bożych praw, Bóg ogłosił na górze Synaj swój wielki Dekalog. Izrael zgromadzony u podnóża góry słyszał dokładnie każde słowo, a potem Pan wręczył Mojżeszowi dziesięć przykazań wyrytych na dwóch kamiennych tablicach, które miał umieścić w arce (patrz Wj 25,16-21). Arka — pokryta szczerym złotem skrzynia — była umieszczona w miejscu najświętszym w świątyni izraelskiej pod rozpościerającymi się nad nią skrzydłami złotych cherubów. Tutaj Bóg objawiał swą obecność ludziom.

Dziesięć przykazań wypisanych na kamiennych tablicach stało w najświętszym miejscu świątyni Salomona. Jak podaje tradycja, tuż przed jej zburzeniem przez króla babilońskiego, około 600 lat przed narodzeniem Chrystusa, prorok Jeremiasz kazał ukryć arkę w jaskini w górach judejskich i do dziś nie została odnaleziona. Świątynia za czasów Chrystusa nie posiadała ani arki, ani kamiennych tablic. Dobrze byłoby pamiętać, że istniała jeszcze księga, w której Mojżesz spisał ustawy przekazane mu przez Pana. Nazywa się ją zazwyczaj „Księgą prawa Mojżeszowego”. Musimy znać różnicę między tymi dwiema wykładniami prawa.

Wyłożone w sposób jasny, zrozumiały dla każdego, olśniewające w swej głębi i prostocie przykazania ujmują całość stosunków człowieka do Boga i człowieka do człowieka. Dziesięć przykazań — to nakazy moralne obowiązujące we wszelkich stosunkach międzyludzkich. Jest to prawo aktualne dla wszystkich, ludzi wszelkich ras i narodowości, ludzi starych i młodych, dla ludzi wszystkich epok. Emanuje z tego prawa niezmierna mądrość.

Natomiast jeśli chodzi o „prawa Mojżeszowe”, to ich znaczenie nie jest zupełnie uniwersalne. Księga prawa Mojżeszowego dotyczy w dużej mierze praw ważnych dla Żydów, a więc ceremonii i uroczystości religijnych, obmywań, oczyszczeń, ofiar. Te prawa (zakony) obowiązywać miały do czasu przyjścia na świat Chrystusa, a później automatycznie wygasnąć. Spróbujmy porównać charakterystyczne opinie o jednych i o drugich prawach (zakonach).

DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ

- Nazwane są „królewskim przykazaniem” Jk 2,8.

- Były wygłoszone przez samego Boga (patrz Pwt 4,12.13)

- Były wyryte na tablicach kamiennych (patrz Wj 24,12)

- Napisane zostały przez Boga (patrz Wj 31,18)

- Zostały umieszczone w arce (patrz Wj 40,20; 1Krl 8,9; Hbr 9,4)

- Są doskonałe Ps 19,8; wieczne (patrz Ps 105,7.8)

- Nie zostały zniesione przez Chrystusa (patrz Mt 5,17)

- Chrystus upodobał je sobie (patrz Iz 42,41)

- Dają wiedzę i świadomość popełnionego grzechu (patrz Rz 3,20; 7,7)

ZAKON MOJŻESZA

- Nazwany został „zakonem przykazań i przepisów” Ef 2,15

- Był wygłoszony przez Mojżesza (patrz Kpł 1,1.2)

- Były „listem dłużnym” Kol 2,14

- Został zapisany przez Mojżesza w księdze (patrz 2Krn 35,12)

- Został umieszczony obok arki (patrz Pwt 31,24-26)

- Nie doprowadził nikogo do doskonałości (patrz Hbr 7,19)

- Został zniesiony przez Chrystusa (patrz Ef 2,15)

- Był przez Chrystusa unieważniony (patrz Kol 2,14)

- Został ustanowiony w następstwie grzechu (patrz Kpł 3-7 rozdz.)

W czasach gdy Chrystus chodził po ziemi i nauczał, Żydzi bardzo żywo interesowali się zakonem, a zwłaszcza zakonem ceremonialnym. Uważali go za bardzo ważny. Dodawali więc do niego mnóstwo ceremonialnych przepisów, tradycji, obrzędów, tak że stał się martwą i uciążliwą formułą. Doszli do tego, że zbiór swoich praw i przepisów uznawali za coś nie mniej ważnego niż dziesięć przykazań! Ba, niektórzy nawet sądzili, że ich zakon jest ważniejszy od Dekalogu!

Żydzi mieli świątynię, jakiej nie miały inne narody. Pełnili świętą służbę jako naród wybrany. W tym znajdowali swoją wyższość nad innymi narodami. Żydzi mieli służbę ofiarniczą, prawa dotyczące obrzędów, świąt, oczyszczeń, służbę kapłańską. Opierali swój sąd na tym, że inne narody są daleko za nimi w tyle, a prawa Mojżeszowe — to tylko ich własność. I właśnie to ich skłoniło do „udoskonalania” i „wzbogacania” na swój sposób tych prostych praw. A co powiedział na ten temat Jezus? Oto Jego słowa: „Tak to unieważniliście słowo Boże przez naukę swoją” Mt 15,6.

Otóż tradycje i podanie, które dodano do przepisów Bożych, nie tylko wypaczały ducha praw zakonu ceremonialnego, ale odsunęły na dalszy plan ich sedno — osobę Chrystusa. Oczywiście, Żydzi ogromnie interesowali się stosunkiem Jezusa do dziesięciu przykazań i do uświęconych tradycją praw. Wielu chciało usłyszeć Jego zdanie, wielu rozważało Jego słowa wypowiedziane w Kazaniu na Górze. Spodziewali się, że Jezus będzie chciał obalić czy podważyć prawdy zawarte w Dekalogu, że będzie próbował unieważnić prawo Boże. I cóż usłyszeli z ust Syna Bożego? „Nie mniemajcie, że przyszedłem rozwiązać zakon albo proroków; nie przyszedłem rozwiązać, lecz wypełnić. Bo zaprawdę powiadam wam: Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż wszystko to się stanie. Ktokolwiek by tedy rozwiązał jedno z tych przykazań najmniejszych i nauczałby tak ludzi, najmniejszym będzie nazwany w Królestwie Niebios, a ktokolwiek by czynił i nauczał, ten będzie nazwany wielkim w Królestwie Niebios” Mt 5,17.19.

Są to słowa jasne i zdecydowane. Nie pozostawiają najmniejszej wątpliwości co do tego, jaki był stosunek Jezusa do przykazań danych przez Boga. Niektórym ludziom także i dzisiaj wydaje się, że Dekalog jest przestarzały, że można by go wymienić na coś nowego, ulepszyć, udoskonalić. Pamiętajcie, że tacy ludzie byli i w czasach Jezusa. Niewiele jednak zostało z ich „ulepszeń”, a Dekalog trwać będzie niezmiennie po wszystkie czasy jako doskonałe prawo Boże.

Owszem, byli w czasach Chrystusa i są po dziś dzień ludzie, którzy mylnie interpretują dziesięć przykazań, naginając je do swoich wąskich wyobrażeń, do swych przyziemnych celów. Są oni posłuszni Dekalogowi jedynie formalnie, tylko w literze, a nie w duchu, tylko w sytuacjach, gdy chodzi o literalne, zewnętrzne przestrzeganie, a nie o ich duchową głębię.

Wśród takich ludzi byli zabójcy wołający „nie zabijaj”, którzy skazywali na śmierć, wieszali i kamienowali niewinnych. Ludzie ci wypaczali ducha przykazań i prawd Bożych. Nic dziwnego, że Jezus strofował ich surowo. W swym kazaniu na Górze Błogosławienia oświadczył z całą stanowczością, że prawa Boże są wieczne i niewzruszone, że ustanowione zostały raz na zawsze oraz że misją Syna Bożego jest wypełnienie ich, a nie zniesienie. Zbawiciel powiedział: „Słyszeliście, iż powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd. A Ja wam powiadam, że każdy, kto się gniewa na brata swego, pójdzie pod sąd, a kto by rzekł bratu swemu: Racha, stanie przed Radą Najwyższą, a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny” Mt 5,21.22. A potem mówił dalej: „Słyszeliście, iż powiedziano: Nie będziesz cudzołożył: A ja wam powiadam, że każdy, kto patrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim” Mt 5,27.28.

W ten sposób Jezus wytłumaczył właściwe, najgłębsze znaczenie dwóch przykazań Dekalogu — piątego i szóstego. Wyjaśnił słuchaczom, że można iść przez życie znając przykazania, wypełniając je pozornie, a w rzeczywistości łamiąc, naruszając i depcząc je codziennie. Nie dziwmy się wcale proroctwu Izajasza: „Upodobało się Panu dla jego sprawiedliwości, aby jego zakon był wielki i sławny” Iz 42,21.

Zastanawiając się nad przykazaniem „Nie zabijaj” przypisujemy je zwykle do konkretnego czynu, morderstwa. Z tym się nam bowiem to kojarzy z ludzkiego punktu widzenia. Lecz Jezus wyraźnie położył nacisk na zastosowanie tej zasady we wszelkich sytuacjach, w których cios wymierzony bywa myślą, słowem i gestem, nie tylko ręką uzbrojoną w śmiercionośne narzędzie. Słowo Boga jest jednoznaczne w tym prostym przykazaniu.

Jezus nauczał, że posłuszeństwo jedynie zewnętrzne, formalne, nie jest jeszcze takim posłuszeństwem, o jakie chodzi. Chodzi bowiem o posłuszeństwo z całego serca, nacechowane oddaniem, zupełne. Do takiego doskonałego posłuszeństwa dochodzi człowiek wtedy, gdy spływa na niego łaska Boża. Samym bowiem tylko ludzkim wysiłkiem nie można dojść do tego stanu, duch człowieka rozporządza zbyt słabym i ułomnym ciałem, ale za łaską Bożą jest to możliwe. Do łaski tej każdy ma otwartą drogę przez wiarę. Niektórzy biegli i uczeni w Piśmie oskarżali Jezusa o naruszanie pewnych reguł, o odstępstwo od kościelnych tradycji. W odpowiedzi Chrystus wymienił jedno z dziesięciu przykazań: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Następnie wyjaśnił, że syn czy córka złorzeczący ojcu lub matce podlegają karze śmierci. „Wy zaś mówicie — powiedział — jeśliby człowiek rzekł ojcu lub matce: Korban, to znaczy: To, co się tobie ode mnie jako pomoc należy, jest darem na ofiarę. Już nie pozwalacie mu nic więcej uczynić dla ojca czy matki”. Innymi słowy, wszelka własność przekazana na świątynię, miała zwalniać z obowiązku troszczenia się o rodziców. Jezus dodał: „Tak unieważniacie Słowo Boże przez swoją naukę, którą przekazujecie dalej, i wiele tym podobnych rzeczy czynicie” Mk 7,12.13. Przemawiając wcześniej na ten temat Jezus wyraźnie powiedział: „Chytrze uchylacie przykazanie Boże, aby naukę swoją zachować” (w. 9).

Nie oszukujmy się sami wzajemnie stwierdzeniem, że w dzisiejszym świecie nie ma takiego niebezpieczeństwa! Nie naszą sprawą jest współzawodniczyć z Bogiem o pierwszeństwo uczuć i dążeń. Na początku było Słowo. Ono istniało najpierw, a potem dopiero zjawiło się wszystko inne. Słowo Boga musi być przed słowem człowieka, ponad słowo człowieka.

Kiedyś przyszedł do Chrystusa pewien człowiek, zadając Mu pytanie: „Które przykazanie jest pierwsze ze wszystkich?” Znamy odpowiedź Jezusa — „Pierwsze przykazanie jest to: Słuchaj, Izraelu! Pan, Bóg nasz, Pan jeden jest. Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej. A drugie jest to: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Innego przykazania, większego ponad te, nie masz. I rzekł do niego uczony w Piśmie: Dobrze, Nauczycielu! Prawdę powiedziałeś, że Bóg jest jeden i że nie masz innego oprócz niego; i że jego miłować z całego serca i z całej myśli, i z całej siły, a bliźniego miłować jak siebie samego, to znaczy więcej niż wszystkie całopalenia i ofiary. A Jezus, widząc, że on rozsądnie odpowiedział, rzekł mu: Niedaleki jesteś od Królestwa Bożego. I nikt nie śmiał go już więcej pytać” Mk 12,28-34.

Człowiek, który pytał o to Chrystusa, dostrzegł wyraźnie głęboką trafność odpowiedzi Syna Bożego, jej doskonałość, jasność i duchową potęgę. Nie pojęli tego tylko ludzie zaślepieni, rozmiłowani w pozorach i formułach. Nic dziwnego! Nie mogli oni w ogóle zrozumieć, dlaczego Odkupiciel zawisł na krzyżu za grzechy całego świata i czy był to akt posłuszeństwa, miłości czy łaski. W ciasnych umysłach tych ludzi nie mieściło się bowiem nic, co wymaga wyobraźni, co wznosi się ponad zasadę rytualno-obrzędowego prawa, co przewyższa ceremonie i podania, tradycje i legendy.

A przecież olśniewająca, boska myśl Chrystusa: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca, a bliźniego jak siebie samego” — jest najdoskonalszym streszczeniem wspaniałych i zdawałoby się nieskracalnych przykazań Dekalogu. Któż, jeśli nie sam Bóg, mógł skrócić i to tak genialnie coś, co było właściwie nieskracalne, coś, co nie sposób było streścić w jednym zdaniu? Na pewno nikt inny, żaden człowiek, nie byłby w stanie tego dokonać. Jest to więc jeszcze jeden z dowodów boskości Chrystusa.

Przestąpienie zakonu moralnego skazuje człowieka na śmierć, gdyż zapłatą za grzech jest śmierć (patrz Rz 6,23), a grzech jest przestępstwem zakonu (patrz 1J 3,4). Prawo żąda sprawiedliwości. Nie można się spodziewać, żeby było inaczej! Człowiek podlega śmierci, śmierć nie ominie nikogo i nikomu nie uda się jej uniknąć. Jedyną nadzieją człowieka jest to, że Bóg przez wzgląd na grzech posłał swego Syna w postaci grzesznego ciała, aby zapłacił za grzechy całego świata (patrz 1J 2,1.2). Tego dokonał Bóg. Jezus umarł za nasze grzechy „według Pism” (patrz 1Kor 15,3).

Człowiek, który pytał Jezusa o najważniejsze przykazanie, pojął tę wielką prawdę, o której mówił Zbawiciel: „Miłuj Boga i bliźniego”. Zrozumiał, że przykazanie o miłowaniu Boga i człowieka jest ważniejsze od ofiar, całopalenia i ceremonii, które upadły i minęły z chwilą, kiedy Baranek Boży zawisł na krzyżu. Zdarzenie to zostało opisane w dwudziestym drugim rozdziale Ewangelii Mateusza (patrz Mt 22,35-40). Czytamy tam: „Na tych dwóch przykazaniach oparty jest cały zakon i prorocy” (w. 40). Obrazowo można to wyrazić w następujący sposób: tak jak dziesięć palców osadzone jest w dwóch dłoniach, tak dziesięć przykazań opiera się na dwóch fundamentalnych przykazaniach: miłości Boga i miłości bliźniego.

Pierwsze cztery przykazania dotyczą miłości Boga, sześć pozostałych — miłości bliźniego. „Wypełnieniem więc zakonu jest miłość” (Rz 13,10). Nie jest ani jego skasowaniem, ani naruszeniem, lecz jego wypełnieniem. Jezus przyszedł właśnie tego dokonać: wypełnić zakon, objawić miłość Bożą. Dlaczego niektórzy dzisiejsi nauczyciele i religioznawcy krytykują przykazania? Gdyby zrozumieli całkowicie „wypełnienie prawa przez miłość”, z pewnością nie postępowaliby w ten sposób, lecz objawiali ludziom to, co rzeczywiście mówił Jezus. A Jezus szanował przykazania i uznawał ich nienaruszalność.

Aleksander Campbell, wielki kaznodzieja i mówca, powiedział sto lat temu, że dziesięć przykazań stanowi syntezę religii i moralności w ogóle. Nazwał je „trwałą i wieczną dziesiątką”. Harmonizuje to z tym, co opiewa psalmista: „Sprawiedliwość twoja jest wieczną sprawiedliwością, a zakon twój jest prawdą” Ps 119,142.

Dziesięć przykazań nie zrodziło się w umyśle Mojżesza. Mojżesz był tylko pośrednikiem, przykazania pochodziły wprost od Boga. Czytamy o tym w II Księdze Mojżeszowej, w rozdziale dwudziestym. Są one tam przedstawione słowo po słowie. To Bóg własnym głosem — a słyszał to zgromadzony lud — wygłosił je z góry Synaj przed Izraelem. To On, a nie Mojżesz, wypisał je na dwóch kamiennych tablicach.

Człowiek nie jest na tyle silny i niezłomny, aby mógł dzięki własnym możliwościom i wysiłkom żyć sprawiedliwie. Stąd konieczność i potrzeba łaski Bożej, łaski, która jest w Chrystusie, łaski, która zbawia i ocala. Gdy wierzymy w Chrystusa jako naszego Odkupiciela, wtedy Bóg darzy nas swoją miłością. „Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe” 1J 5,3.

Apostoł Paweł zadaje pytanie i odpowiada: „Czy więc zakon unieważniamy przez wiarę? Wręcz przeciwnie, zakon utwierdzamy”. Są to słowa zgodne ze słowami Chrystusa, z faktem, że nie przyszedł na świat znieść zakon, ale go wypełnić. I wszyscy chrześcijanie zbawieni są przez łaskę mocą wiary (patrz Ef 2,8). Przykład tego daje Chrystus mówiąc: „Jeśli przykazań moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości mojej, jak i Ja przestrzegałem przykazań Ojca mego i trwam w miłości jego” J 15,10.

Wiedząc i stwierdzając, że „zakon jest święty i przykazanie jest święte i sprawiedliwe, i dobre” Rz 7,12, przypomnijmy sobie opinie i oświadczenia najrozmaitszych wyznań religijnych o dziesięciu przykazaniach:

W „Katechizmie Powszechnym” Kościoła Katolickiego napisanym przez Dahre’a (s. 172) czytamy: „Dziesięcioro przykazań obejmuje całość praw obowiązujących ludzi, dostosowanych do możliwości ludzkiej natury, zapisanych w ludzkich sercach przez Boga”. Z całą pewnością jest to piękne określenie.

Kościół Prezbiteriański stwierdza: „Prawo to stanowi doskonałą zasadę sprawiedliwości, zostało wygłoszone przez Boga na górze Synaj w dziesięciu przykazaniach” (Konstytucja Kościoła Prezbiteriańskiego w Stanach Zjednoczonych Ameryki, s. 87).

W Podręczniku Kościoła Baptystycznego czytamy: „Wierzymy, że zakon Boży jest wieczny i niezmienny na zasadzie Bożego postanowienia, jest święty, dobry i sprawiedliwy” (J. Newton Brown, The American Baptist Publication Society, s. 15).

W „Zasadach Kościoła Metodystycznego”, w artykule 6, jest powiedziane: „Żaden chrześcijanin nie może być wolny od obowiązku przestrzegania przykazań, które są przykazaniami moralnymi”.

Podobne słowa znajdziemy w artykule 7 „Podstaw Religijnych Protestanckiego Kościoła Episkopalnego” (The Book of Common Prayer, s. 588): „Po wysłuchaniu dziesięciorga przykazań lud odpowiada: »Panie, bądź nam łaskaw i zapisz te prawa w sercach naszych!« Jest to modlitwa wspaniała, cudowna, całkowicie przydatna i dla nas”.

Wielu natchnionych myślicieli, tak minionych czasów, jak i współcześnie żyjących, wypowiadało się na temat dziesięciu przykazań. Znany kaznodzieja Kościoła Prezbiteriańskiego, dr Albert Barnes, powiedział, że „jakkolwiek ceremonie i prawa zwyczajowe Żydów zostały w przeszłości zniesione przez Chrystusa, to jednak dziesięcioro przykazań nigdy nie zostało zmienione lub unieważnione”.

Karol Spurgeon, wielki kaznodzieja Kościoła Baptystycznego, wypowiedział się na ten temat następująco: „Jezus przyszedł na świat nie po to, aby zmienić prawo, lecz aby je wytłumaczyć ludziom. Jest to fakt oczywisty. Co prawda, nie ma konieczności wyjaśniać tego, co jest jasne i co zostało wyjaśnione. Przez objaśnienie zakonu potwierdził go” (Perpetuity of the Law, s. 3.4).

Założyciel i twórca Kościoła Metodystycznego, John Wesley, stwierdził: „Nie zniósł On prawa moralnego, zawartego w dziesięciu przykazaniach i potwierdzonego przez proroków. Nie ma najmniejszej podstawy do przypuszczeń, że zmienił w nich choćby jedną zasadę. Każde z przykazań utrzymane zostaje w mocy, jak długo istnieć będzie rodzaj ludzki, niezależnie od czasu, miejsca i jakichkolwiek okoliczności. Natura bowiem Boga jest niezmienna i niezmienny Jego generalny stosunek do człowieka”.

Wszystkie stwierdzenia tych ludzi na temat zakonu są zgodne z Pismem Świętym. „Wszystkie przykazania twoje są sprawiedliwe” Ps 119,172. Są one „ustanowione na wieki wieków, pełnione w wierności i prawości” Ps 111,7.8. W proroctwie, które apostołowie stosowali do Chrystusa (patrz Hbr 10,7), jest powiedziane: „Tedy rzekłem: Oto przychodzę, aby wypełnić wolę twoją, o Boże”, „Pragnę czynić wolę twoją, Boże mój, a zakon twój jest we wnętrzu moim” Ps 40,9. Nikogo przeto nie dziwią słowa Chrystusa skierowane do uczniów i do nas, którzy chcemy Go dzisiaj naśladować: „Jeśli przykazań moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości mojej, jak i Ja przestrzegałem przykazań Ojca mego i trwam w miłości jego” J 15,10. Posłuszeństwo to jedna z najważniejszych cech religii. Skoro uważamy się za chrześcijan, naśladujemy Chrystusa, ponieważ jest napisane: „Kto mówi, że w nim mieszka, powinien sam tak postępować, jak On postępował” 1J 2,6. Przemyślmy teraz kolejno każde przykazanie (patrz Pwt 20,2-17).

Przykazanie pierwsze: „Nie będziesz miał innych bogów obok mnie”. Czy w dalszym ciągu jest nam to przykazanie potrzebne, czy nadal pozostaje aktualne? Z całą pewnością trzeba je wciąż jeszcze przypominać sobie i innym. Najważniejsze miejsce w życiu ludzkim zajmować powinien prawdziwy Bóg. Wszyscy inni „bogowie” są fałszywi, a przecież miliony ludzi kłaniają się wciąż jeszcze fałszywym bogom. Dziwne i straszne jest to „odwracanie się” współczesnego człowieka od prawdziwego Boga — objawiającego się przez przyrodę, Pismo Święte i serce człowieka — ku bogom fałszywym lub urojonym. Ktoś powiedział: „Bóg to ja sam”. Ktoś inny postawił na piedestale „człowieka” i nawoływał do oddania mu czci.

Fałsz tych idei, stworzonych przez „nowoczesnych ludzi”, wychodzi szybko na jaw. Czczą więc oni na zmianę: kulturę, sztukę, filozofię, mamonę, interes i cokolwiek jeszcze przyjdzie im do głowy. Ludzie ci błądzą w ciemnościach i tak długo będą w nich brnęli, aż usłyszą wypowiedziane do nich na sądzie słowa: „Nie będziesz miał innych bogów obok mnie”.

Przykazanie drugie: „Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja, Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą. A okazuję łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań”. Miliony ludzi powinno je usłyszeć i stwierdzić, czy kłaniają się kamieniom, drzewu, złotu lub czemuś innemu, co rzekomo ma przedstawiać lub wyobrażać prawdziwego Boga. Jezus jednak mówi: „Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie” J 4,24. Żadne wyobrażenia prawdziwego Boga, żadne fałszywe bóstwa nie mogą być przedmiotem takiej czci, jaka należna jest Bogu. Fałszywe wizerunki Boga obniżają i degradują zarówno Jego wartość, jak i wartość człowieka. Szanujmy drugie przykazanie Boże i pamiętajmy, że jest ono zawsze aktualne!

Przykazanie trzecie: „Nie nadużywaj imienia Pana, Boga twojego, gdyż Pan nie zostawi bez kary tego, który nadużywa imienia jego”. Czy świat zaszedł w swym rozwoju już tak daleko i tak wysoko, że przykazanie to zdezaktualizowało się i jest nam niepotrzebne? Nauczyliśmy się przy każdej okazji wymieniać imię Boże. Niestety, miliony ludzi posługują się tym imieniem bez opamiętania, nadużywają go i plugawią codziennie, w każdej godzinie! Imię to weszło do żargonu, zostało potraktowane jak każde inne.

Pamiętajmy jednak co powiedział Jezus: „A powiadam wam, że z każdego nieużytecznego słowa, które ludzie wyrzekną, zdadzą sprawę w dzień sądu. Albowiem na podstawie słów twoich będziesz usprawiedliwiony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony” Mt 12,36.37. Trzecie przykazanie jest wciąż aktualne i stale musimy o nim pamiętać.

Przykazanie czwarte: „Pamiętaj o dniu sabatu, aby go święcić. Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką swoją pracę. Ale siódmego dnia jest sabat Pana, Boga twego: Nie będziesz wykonywał żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służebnica, ani twoje bydło, ani obcy przybysz, który mieszka w twoich bramach. Gdyż w sześciu dniach uczynił Pan niebo i ziemię, morze i wszystko, co w nich jest, a siódmego dnia odpoczął. Dlatego Pan pobłogosławił dzień sabatu i poświęcił go”.

My, ludzie żyjący w czasach szybkiego tempa i gwałtownych przemian, potrzebujemy odpoczynku nie tylko fizycznego, lecz i duchowego. Odpoczynek duchowy jest dziś, niestety, udziałem niewielu ludzi. Potrzebujemy odpocznienia, a Bóg w tym celu dał sobotę.

Bóg uczynił to dla naszego szczęścia. Jezus powiedział, że to dla nas uczynił ten dzień i że sam jest Panem soboty (patrz Mk 2,27.28). Dzień sobotni jest pamiątką stworzenia dokonanego przez Chrystusa. Jest także próbą dla człowieka, próbą mającą wykazać, czy człowiek pragnie uznawać Boga jako swego Stwórcę, szanując ustanowiony przez Niego dzień odpoczynku. Gdziekolwiek jesteśmy, bez względu na to, czy zwracamy uwagę na to przykazanie, czy też nie, jest ono dla nas aktualne i obowiązujące. A czy ty również go przestrzegasz?

Przykazanie piąte: „Czcij ojca swego i matkę swoją, aby długo trwały twoje dni w ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie”. Przykazanie to jest szczególnie aktualne w dzisiejszych czasach. Czy dzieci mogą poważać swoich rodziców, gdy rodzice nie poważają siebie? Czy nie szanując rodziców, można szanować Boga? Dzieci zobowiązane są być posłuszne rodzicom, nieść im pomoc, otaczać ich szacunkiem. Warto uprzytomnić sobie, ile szczęścia przynosi tysiącom rodzin takie posłuszeństwo dzieci wobec rodziców! Każdy dzień powinien być właściwie Dniem Matki i Dniem Ojca. Tak więc czcij ojca swego i matkę swoją. Nieposłuszeństwo wobec rodziców — to jedna z cech ostatnich dni świata 2Tm 3,1.2.

Przykazanie szóste: „Nie zabijaj”. Jest to jedno z najkrótszych przykazań. Bóg zabrania zabijania, odbierania życia. Dziś wiele tysięcy ludzi na całym świecie łamie i depcze to boskie przykazanie. Morderstwo stało się gigantyczną zbrodnią cywilizacji ludzkiej. Od pierwszej śmierci, kiedy Kain zamordował Abla, aż do ostatniej, niewinnie przelanej krwi towarzyszy ludziom Boże ostrzeżenie: „Nie zabijaj”.

Przykazanie siódme: „Nie cudzołóż”. Czy potrzeba innego, lepszego ostrzeżenia, by ratować dzisiejsze rodziny? Czy obecnie nie jest to przykazanie tak bardzo aktualne, jak bardzo powszechne i tragiczne w skutkach są rozwody, rozbite domy, wygasłe ogniska domowe? W Ewangelii Łukasza (patrz Łk 17,27-30). Jezus uprzedza o zepsuciu obyczajów, o demoralizacji i o nowej Sodomie, jakiej podobna będzie ludzkość tuż przed powtórnym przyjściem Zbawiciela na ziemię. Jest jeszcze czas, aby chrześcijanie dążyli do tego, by żyć jak prawdziwe dzieci Boże. Albo zaczniemy przestrzegać siódmego przykazania, albo zginie cała nasza cywilizacja.

Przykazanie ósme: „Nie kradnij”. Z samych tylko doniesień prasowych, z raportów i kronik wynika niezbicie, że świat powinien przypomnieć sobie to przykazanie. Nie ma końca złodziejstwu i kradzieżom, nadużyciom i oszustwom. Poczynając od złodziei kieszonkowych, a kończąc na szefach całych organizacji złodziejskich i band rabunkowych, ludzie nie odzwyczaili się kraść i oszukiwać. Kradną wszystko: pieniądze, samochody, przedmioty codziennego użytku, dobre imię przyjaciół. Bóg powiedział światu wyraźnie i niedwuznacznie: „Nie kradnij”!

Przykazanie dziewiąte: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. To przykazanie zakazuje obmowy, oszczerstwa i mówienia nieprawdy. W Słowie Bożym czytamy, że wszyscy, „którzy miłują kłamstwo i czynią je”, nie przejdą przez bramy Nowego Jeruzalem (patrz Ap 22,15). „I nie wejdzie do niego nic nieczystego ani nikt, kto czyni obrzydliwość i kłamie, tylko ci, którzy są zapisani w księdze żywota Baranka” Ap 21,27.

Przykazanie dziesiąte: „Nie pożądaj domu bliźniego swego, nie pożądaj żony bliźniego swego ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego”. Ap. Paweł pisał: „Cóż więc powiemy? Że zakon to grzech? Przenigdy! Przecież nie poznałbym grzechu, gdyby nie zakon; wszak i o pożądliwości nie wiedziałbym, gdyby zakon nie mówił: Nie pożądaj!” Rz 7,7. Przykazania Boże wskazują nam, co jest grzechem. Jeżeli ap. Paweł potrzebował przykazania, to i my go potrzebujemy.

Fakt, że ludzie nie podporządkowują się jasno wyrażonej woli Bożej, jest powodem wyłamywania się spod dziesięciu przykazań. W tym samym liście apostoła Pawła czytamy: „Tak więc zakon jest święty i przykazanie jest święte i sprawiedliwe, i dobre” Rz 7,12. W wierszu czternastym Paweł mówi, że „zakon jest duchowy”. Bóg jest dobrem najwyższym, wszystkie Jego przykazania są również dobre i sprawiedliwe, a zło i grzech tkwią w nas samych, nie zaś w Bożych przykazaniach. Ci, którzy są usprawiedliwieni przez wiarę, podwójnie uzasadniają swoje posłuszeństwo dziesięciu przykazaniom, zarówno stworzeniem, jak i odkupieniem. Módlmy się, żeby dzięki mocy Ducha Świętego i nowego przymierza przykazania Boże były zapisane w naszych sercach (patrz Hbr 8,10).

Ktoś może zapytać, czy jest to słuszne? Może ktoś starał się uczyć, że zbawienie osiąga się przez przestrzeganie przykazań Bożych. Pismo Święte stwierdza, że zakon służy tylko do poznania grzechu (patrz Rz 3,20). Apostoł mówi: „Zakon jest duchowy, ja zaś jestem cielesny, zaprzedany grzechowi” Rz 7,14. Grzech tkwi w nas. Nie mając natury duchowej trudno jest przestrzegać zakonu Bożego. Nasze życie i serce opanowane są przez grzech. Apostoł mówi, że „na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli” Rz 5,12. Człowiek nie jest istotą tak silną, aby mógł uwolnić się od grzechu bez łaski i pomocy Bożej.

Zakon Boży przyrównany został do lustra (patrz Jk 1,23-25), w którym możemy zobaczyć nasze błędy, upadki i grzechy. Lustro jednak nie może nas oczyścić z brudu grzechu. Człowiek musi pójść po coś innego, musi pójść do Jezusa, by od Niego otrzymać oczyszczającą moc. Musi być „obmyty we krwi Baranka”.

Dzięki ofierze Chrystusa, dzięki temu, że Chrystus zmarł na krzyżu śmiercią męczeńską za nasze grzechy, Bóg mógł pozostać naszym Bogiem, a równocześnie chciał się stać źródłem usprawiedliwienia dla każdego, kto wierzy w Jezusa (patrz Rz 3,26).

Dzieje się tak dlatego, ponieważ Jezus przyjął na siebie skutki naszego potępienia. Złożył w ofierze za nasze grzechy własne życie. Jego doskonałe życie jest przypisane nam. Jedyną naszą nadzieją — moją i twoją — pozostaje Chrystus, a zatem jedynym sposobem, jedyną gwarancją przestrzegania przykazań Bożych z naszej strony jest noszenie ich z Chrystusem w sercu.

Wszyscy przez Jego łaskę dostępują za darmo usprawiedliwienia dzięki odkupieniu, które dokonało się w Jezusie Chrystusie (patrz Rz 3,24). Trudno sobie w ogóle wyobrazić, aby ktoś oprócz Chrystusa był uprawniony do odpuszczenia ludziom grzechów. Nie tylko trudno, ale wprost nie sposób sobie tego wyobrazić. W sercu Chrystusa współistniały obok siebie zakon i doskonała sprawiedliwość, które tak samo zamieszkują w sercu każdego prawdziwie wierzącego człowieka. Prawo to jednak nie jest wyryte na tablicach kamiennych, lecz zapisane w sercu. Osoby takie są listem. „Wy jesteście listem naszym napisanym w sercach naszych, znanym i czytanym przez wszystkich ludzi”. Następnie apostoł dodaje: „Napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żywego, nie na tablicach kamiennych, lecz na tablicach serc ludzkich” 2Kor 3,2.3.

W dwóch różnych miejscach wypisał więc Bóg swe prawa dla ludzi: na kamiennych tablicach na górze Synaj i na Golgocie. Ludzie nie mogli mieć odtąd żadnych wątpliwości co do boskiego pochodzenia dziesięciu przykazań. Nie mogli twierdzić, że czegoś nie pojęli, albo że zbyt daleko są od Boga, aby zrozumieć Jego wolę oraz istotę, treść i znaczenie Jego praw. Bo właśnie Chrystus przyszedł na świat, między grzeszników, mając wypisane w sercu prawa i przykazania, które Bóg raz już obwieścił Izraelowi na górze Synaj i wyrył na tablicach kamiennych.

Nie mogło być żadnych wątpliwości. Z chwilą przyjścia na świat Chrystusa ludzie widzieli również, w jaki sposób przestrzegał On przykazań Bożych, dawał przykład własnym życiem. Chrystus potwierdził i objaśnił przykazania Boże nic w nich nie naruszając i nie zmieniając. Jego doskonałość, bezgrzeszność i święte życie były napomnieniem dla grzeszników ówczesnych dni. Nie mogli przebywać w Jego obecności, gdyż Jego sprawiedliwość potępiała ich grzeszność. Przyniósł na świat światło, które nie dawało im żadnej wymówki dla grzechu. „Światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe” JAN 3,19. Na innym miejscu Jezus powiedział: „Gdybym nie przyszedł i do nich nie mówił, nie mieliby grzechu; lecz teraz nie mają wymówki z powodu grzechu swego” J 15,22.

Po przeżyciu swego świętego, czystego życia, po ukazaniu ludziom cudów i praktycznych dowodów swej boskości i tego, że przestrzeganie Bożych przykazań jest możliwe, nasz Zbawiciel umarł na krzyżu. Kto Go zabił, kto zamordował? Gwoździe, korona cierniowa, straszliwe tortury? Nie, to nasze grzechy Go zabiły, to one rozdarły Jego serce. Umarł „za grzechy nasze według Pism 1Kor 15,3. Jezus przyszedł na świat z nieba. Przyszedł na świat ciemny i mroczny, On — Syn Boży, przyszedł, ponieważ ludzie grzeszyli i potrzebowali lepiej poznać Boga i Jego zakon, wypisany na tablicach serca Chrystusowego.

Badajmy to święte życie, to święte serce w skupieniu i z miłością. Musimy tak studiować Jego życie, aby nasze stawało się mu podobne, aż zakon Boży, jako żywa zasada, objawi się w nas. Patrzmy na Jezusa, a będziemy do Niego podobni. Prośmy o to Boga w modlitwie, prośmy, aby nam w tym pomógł. Dzięki silnej, niezłomnej wierze możemy uzyskać usprawiedliwienie, uświęcenie i odrodzenie ducha.

Pismo Święte w całości stanowi pewien obraz, którego cząstki rozrzucone są po księgach i rozdziałach. W naszych modlitwach cząstki te zbieramy, tworzymy całość i coraz lepiej widzimy Jego nieskończoną miłość. Bądźmy posłuszni wezwaniu: „Synu mój, daj mi swoje serce” Prz 23,26. W modlitwie odpowiedzmy: „O, Panie! Uczyń moje serce podobnym do Twego serca. Zapisz na tablicach mojego biednego, ludzkiego serca te słowa, które były wypisane na tablicach Twojego złamanego, przebitego dla mnie serca”.

Pewien dorastający chłopiec poważnie zawinił i ojciec, porywczy i surowy, mający opinię prawego obywatela miasta, kazał mu iść precz z domu. Gdy matka starała się odwieść męża od tej decyzji, ojciec wykrzyknął w porywie wściekłości:

— Nigdy nie pozwolę mu wrócić!

Chłopiec odparł hardo:

— Nigdy nie wrócę! Nie będę prosił o litość!

Jak widać, syn i ojciec byli do siebie bardzo podobni. Matka miała serce zupełnie inne. Był to dla niej cios nie do zniesienia, szczególnie w chwili, gdy wieczorem usłyszała stukot kół pociągu, którym odjeżdżał na zawsze jej syn. Wkrótce zachorowała. Przyszedł lekarz. Ojciec odczuwał skruchę i teraz skłonny był już zrobić wszystko, aby wyzdrowiała, ale ona zdawała się tracić całkowicie chęć do życia. Mijały miesiące. Wreszcie lekarz, będący jednocześnie przyjacielem domu, zaczął ponaglać ojca, aby wezwał chłopca.

— Ona umrze, jeżeli twój syn natychmiast nie powróci! — powiedział.

Ojciec był jednak twardy jak skała.

— Nie — powiedział. — Skoro oświadczyłem, że nigdy go nie wezwę z powrotem, to nie zrobię tego!

Ponieważ jednak bardzo kochał swą żonę, coraz bardziej bił się ze swoimi myślami. Kochał przecież i syna, ale... nie mógł mu przebaczyć, ani urazić — jak sądził — swej ambicji. Jak straszni potrafimy być niekiedy dla tych, których kochamy! W końcu domyślny przyjaciel wysłał chłopcu telegram tej treści: „Przyjeżdżaj natychmiast, matka umiera!” W miejscowości odległej o setki kilometrów twarz chłopca, gdy odczytał depeszę, stała się kredowo biała. Błyskawicznie znalazł się w pociągu.

Wydawało mu się, że nigdy do domu nie dojedzie. Tempo jazdy było dla niego zbyt wolne. Nie spał, czuwał przez cały czas. Wciąż powtarzał: „Jestem potrzebny matce. Jestem potrzebny mojej matce. Dlaczego wcześniej nie pomyślałem o tym?! Jadę do niej, nieważne, co powie ojciec”.

Wkrótce biegł już uliczkami małego miasteczka. Była noc. Gdy otworzył stare drzwi, wszystko jak żywe stanęło mu w pamięci. W pokoju matki paliło się światło! Nie pukał, lecz wbiegł po schodach prosto do jej pokoju. Ujrzał jej niemal zupełnie białą twarz. Po drugiej stronie łóżka stał ojciec.

Matka była tak osłabiona, że z trudem poruszyła ręką. Niemniej jednak z najwyższym wysiłkiem ujęła z jednej strony rękę męża, a z drugiej strony rękę syna i zaczęła te ręce ciągnąć ku sobie. Była słaba i wymagało to wiele wysiłku. Świeca rzucała niesamowity blask na tę scenę. Wreszcie dopięła swego i złączyła ze sobą dwie silne, męskie dłonie. Wtedy ojciec i syn padli sobie w objęcia. Łzy przebaczenia popłynęły po twarzach wszystkich trojga. Dłonie matki opadły. Wydała ostatnie tchnienie. Oddała swe życie, aby doprowadzić do zgody pomiędzy tymi, których nade wszystko kochała. Jej śmierć pogodziła ich. Siła matczynej miłości okazała się niezmierną, nie do pokonania potęgą.

Jezus umarł z sercem przeszytym bólem, chcąc pogodzić ludzi łamiących przykazania Boże i ustanowić nowe przymierze pomiędzy niebem a ziemią. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jaki to był ogrom miłości?