Autorska płyta Mariusza Zawieruchy opowiada o cudzie życia na każdym jego etapie... W oczach Bożych jesteś cudem!

4. Duch Zakonu* cz. 1

„NIE PRZYSZEDŁEM ROZWIĄZAĆ, LECZ WYPEŁNIĆ” Mt 5,17

Chrystus ogłosił zakon* Boży na górze Synaj wśród gromów i błyskawic. Chwała Boża unosiła się niby ogień trawiący nad szczytem góry trzęsącej się z powodu obecności Bożej. Cały lud, leżąc w pokorze na ziemi, słuchał z głęboką czcią ogłoszenia świętych przykazań. Co za kontrast w porównaniu ze sceną na górze błogosławieństw. Pod jasnym niebem, w ciszy przerywanej tylko śpiewem ptasząt, przedstawił Jezus zasady swego królestwa. Choć mówił do ludu słowami, to jednak wyjaśnił te zasady zakonu, które zwiastowano na Synaju. W czasie dawania zakonu na górze Synaj, Izrael, który wskutek długiej niewoli w Egipcie stępiał, potrzebował mocniej odczuć potęgę i majestat Boży; mimo to nie objawił mu się Bóg inaczej, lecz tylko jako Bóg miłości. Bóg objawił Mojżeszowi swoją wspaniałość słowami, które przez wszystkie czasy były pociechą: „Pan, Bóg miłosierny i litościwy, nierychły do gniewu, a obfity w miłosierdziu i prawdzie, zachowujący miłosierdzie nad tysiącami, gładzący nieprawość i przestępstwo i grzech” Wj 34,6.7 (BG).

Zakon dany na górze Synaj był wyrazem miłości i był dla całej ziemi objawieniem prawa niebios. Dano go przez Pośrednika i zwiastowano przez Tego, którego potęga zdolna jest nakłonić serca ludzkie do zgody z zasadami Bożymi. Cel zakonu określił Bóg Izraelitom słowami: „Ludem świętym będziecie mi”. Izrael nie pojął duchowej natury zakonu; niestety zbyt często ich posłuszeństwo było tylko przestrzeganiem zewnętrznych form i ceremonii, a nie ofiarami serca miłości Bożej. Gdy Jezus swym charakterem i postępowaniem okazał święte, szlachetne i wspaniałe cnoty Boże, wskazując na nieużyteczność posłuszeństwa wyrażającego się przestrzeganiem ceremonii, wtedy dostojnicy żydowscy nie przyjęli Jego słów, gdyż ich nawet nie rozumieli. Mniemali, że lekceważy wymagania zakonu; gdy zaś objaśniał im prawdy stanowiące głęboką treść nakazanego przez Boga nabożeństwa, oskarżali Go o rozwiązywanie zakonu, ponieważ zważali tylko na sprawy zewnętrzne.

Słowa Chrystusa, mówione z wielkim spokojem, zawierały jednak tyle powagi i mocy, że poruszały serca rzesz. Lud oczekiwał powtórzenia martwych tradycji i wymagań rabinów, ale daremnie. Dziwili się więc tej nauce, „albowiem uczył je jako moc mający, a nie jak ich uczeni w Piśmie” Mt 7,29. Faryzeusze spostrzegli wielką różnicę między sposobem nauczania Jezusa, a ich własnym. Widzieli, że majestat, piękno i czystość prawdy wywierały łagodny i głęboki wpływ na ich umysły. Miłość i boska delikatność Zbawiciela pociągały serca ludzkie. Nauczeni w Piśmie widzieli, że wszelkie nauki, których udzielali ludowi, traciły na znaczeniu wobec nauczania Mistrza. Zburzył On ścianę odgradzającą ich od świata, której istnienie pochlebiało ich dumie i ich wyłączności wyznaniowej, toteż nie chcieli się zgodzić, by Jezus pozbawił ich wpływu na lud. Śledzili Go więc zawzięcie, spodziewając się znaleźć sposobność do wzbudzenia u ludu niechęci do Niego i dostarczyć Wysokiej Radzie podstaw do skazania Go na śmierć.

Jezus był na górze szpiegowany, toteż gdy rozwinął zasady sprawiedliwości, powstało mniemanie, z podszeptu faryzeuszy, że nauka ta jest sprzeczna z przykazaniami z góry Synaj. Zbawiciel nie mówił nic, co mogłoby naruszyć wiarę w ustawy nadane przez Mojżesza; każdy bowiem promień światła podany wówczas ludowi, otrzymywał ten wielki przewodnik Izraela od Chrystusa. Choć wielu twierdzi, że Jezus przyszedł znieść prawo, to jednak On sam przedstawia swe stanowisko względem przykazań w zupełnie jasny sposób. „Nie mniemajcie — rzekł Jezus — abym przyszedł rozwiązywać zakon albo proroków”.

Stwórca człowieka, Prawodawca, wyjaśnia, że zniesienie zakonu nie jest Jego zamiarem. Wszystko w naturze, od najmniejszego pyłku widocznego w promieniu słońca do wielkich światów, jest poddane Jego prawu. Od posłuszeństwa temu prawu zależy porządek i harmonia w świecie. Istnieją również wzniosłe zasady sprawiedliwości rządzące życiem wszystkich rozumnych istot i od podporządkowania się tym zasadom zależne jest dobro wszechświata. Prawo Boże istniał nawet wtedy, gdy ziemia pozostawała w stanie chaosu. Według tych zasad kierują się aniołowie, toteż i człowiek powinien być posłuszny przykazaniom Bożym. Chrystus zapoznał ludzi ze swym zakonem już w raju, „gdy gwiazdy poranne chórem radośnie się odezwały i okrzyk wydali wszyscy synowie Boży” Hi 38,7. Misja Chrystusa na ziemi nie polegała na zniesieniu zakonu, lecz na przyprowadzeniu ludzi do posłuszeństwa wobec przykazań Bożych.

Ukochany uczeń, który słuchał słów Jezusa na górze i spisał je później dzięki natchnieniu Ducha Świętego, mówi o zakonie, że obowiązuje wiecznie. „Każdy, kto popełnia grzech, i zakon przestępuje — pisze on — a grzech jest przestępstwem zakonu” 1J 3,4. Dalej wyjaśnia zupełnie wyraźnie, że zakonem, na który wskazuje, jest „przykazanie dawne, które mieliście od początku” 1J 2,7, mówi bowiem o prawie, które już istniało przy stworzeniu, a powtórzone zostało na górze Synaj. Wspominając o zakonie, rzekł Jezus: „Nie przyszedłem rozwiązywać, ale wypełnić”. Posługiwał się tu wyrazem „wypełnić” w tym samym znaczeniu jak wówczas, gdy objawił Janowi Chrzcicielowi swój zamiar: „Albowiem godzi się nam wypełnić wszelką sprawiedliwość” Mt 3,15.

Znaczyło to wypełnić miarę wymagań zakonu, dać dowód zupełnej zgodności z wolą Bożą. Misją Jezusa było uwielbienie i wywyższenie zakonu Iz 42,21. Miał on wskazać duchową naturę prawa Bożego, przedstawić jego głęboko sięgające zasady i wyjaśnić jego wiecznie wiążącą moc. O boskim pięknie charakteru Chrystusa nawet najszlachetniejsi i najłagodniejsi ludzie mają zaledwie słabe pojęcie. Salomon natchniony przez Ducha Świętego tak mówi: On „wyróżnia się wśród dziesięciu tysięcy (...), a wszystek jest pożądany” Pnp 5,10.16 (BG). Widząc Go w proroczej misji mówi: „Najpiękniejszy jesteś wśród ludzi” Ps 45,3. Jezus będąc wiernym wizerunkiem Ojca, odblaskiem Jego wspaniałości, był podczas pielgrzymki na ziemi żywym wyobrażeniem natury zakonu Bożego. Jego życie udowodniło, że miłość niebieska i zasady chrześcijańskie stanowią podstawę zakonu wiecznej sprawiedliwości.

Jezus mówi: „Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż wszystko to się stanie” Mt 5,18. Przez własne posłuszeństwo zakonowi wykazał Jezus jego niezmienny charakter i dowiódł, że przez Jego łaskę każdy człowiek może zachowywać zakon. Na górze błogosławieństw mówił, że najmniejsza kreska z zakonu nie przeminie, aż się wszystko stanie — wszystko, co dotyczy rodzaju ludzkiego i co ma związek z planem zbawienia. Nie uczył, że zakon ma być kiedykolwiek zniesiony, lecz zapewnia słuchaczy, że prawo Boże będzie wiecznie obowiązywać. Z tego więc wynika, że nikt nie może twierdzić, jakoby celem przybycia Jezusa na ziemię było zniesienie zakonu. Póki istnieć będzie niebo i ziemia, póty będą istniały zasady zakonu Bożego. Sprawiedliwość Jego będzie stała „jak góry Boże” Ps 36,7 i będzie źródłem błogosławieństw, które wylewa swe wody odświeżając ziemię.

Wobec tego, że zakon jest doskonały i dlatego niezmienny, przeto człowiek grzeszny nie jest w stanie o własnych siłach sprostać jego wymaganiom. W tym właśnie celu przyszedł Zbawiciel, by uczynić ludzi uczestnikami natury boskiej i przez to doprowadzić ich do zgody z zakonem Bożym. Jeżeli porzucimy grzechy i przyjmiemy Chrystusa jako swego Zbawiciela, wówczas wywyższymy zakon. Apostoł Paweł zadaje pytanie: „Czy więc zakon unieważniamy przez wiarę? Wręcz przeciwnie, zakon utwierdzamy” Rz 3,31.

Obietnica nowego przymierza brzmi: „Prawa moje włożę w ich serca i na umysłach ich wypiszę je” Hbr 1,16. I chociaż ze śmiercią Chrystusa skończyły się symboliczne ceremonie wskazujące na Niego jako Baranka Bożego gładzącego grzechy świata, to zasady sprawiedliwości zawarte w dziesięciu przykazaniach są tak niezmienne jak sama wieczna stolica Boża. Ani jednego przykazania Pan nie unieważnił i ani jednej joty nie zmienił. Owe zasady, dane człowiekowi w raju jako prawo żywota, będą trwały niezmienione i w raju odnowionym. A gdy na ziemi znowu będzie Eden, czyli raj, wtedy wszystkie istoty pod słońcem będą posłuszne boskiemu zakonowi miłości. „Panie, słowo twoje trwa na wieki” Ps 119,89. „Wszystkie jego nakazy są niezawodne, ustanowione na wieki wieków, pełnione w wierności i prawości” Ps 111,7.8. „Od dawna wiem o przykazaniach twoich, że ustanowiłeś je na wieki wieków” Ps 119,152.

„KTOKOLWIEK BY TEDY ROZWIĄZAŁ JEDNO Z TYCH PRZYKAZAŃ NAJMNIEJSZYCH
I NAUCZAŁBY TAK LUDZI, NAJMNIEJSZYM BĘDZIE NAZWANY
W KRÓLESTWIE NIEBIOS”
Mt 5,19

„Ktokolwiek bowiem zachowa cały zakon, a uchybi w jednym, stanie się winnym wszystkiego” Jk 2,1. Znaczy to, że taki człowiek nie będzie miał miejsca w królestwie niebieskim, gdyż kto umyślnie przekracza jedno z przykazań, ten nie przestrzega w duchu i prawdzie żadnego z nich. Nie wielkość czynu nieposłuszeństwa jest grzechem, ale każde najmniejsze odchylenie od wyraźnej woli Bożej, gdyż wskazuje ono, że dusza jest jeszcze powiązana z grzechem. Serce jest jeszcze podzielone w swym oddaniu i w istocie zapiera się Boga i sprzeciwia się zasadom rządów Bożych.

Gdyby ludzie mogli uchylać się od żądań Bożych i sami wyznaczać sobie miarę powinności, to stanowiska ich byłyby tak różne jak różnią się myśli ludzkie. Wola ludzi byłaby wtedy rozstrzygająca, a wzniosła i święta wola Boża — Jego pełne miłości zamierzenia wobec stworzeń — byłaby pogardzona i zniesławiona. Gdy ludzie decydują się iść własnymi drogami, sprzeciwiają się Bogu. Dla podobnych nie będzie miejsca w królestwie niebieskim, gdyż znajdują się w kolizji z zasadami nieba. Przez lekceważenie woli Bożej ludzie opowiadają się po stronie szatana — wroga Bożego. Człowiek nie może żyć jednym słowem ani wieloma słowami, lecz każdym słowem pochodzącym z ust Bożych. Nie wolno odrzucać ani jednego słowa Bożego, nawet gdyby zdawało się nam ono niepotrzebne i nie zmieniające istoty prawa Bożego. Wszystkie bowiem przykazania mają na celu dobro i szczęście, tak w życiu obecnym jak i przyszłym.

Posłuszeństwo zakonowi Bożemu stanowi jakby mur ochronny przed złem. Kto jednak przebije wzniesioną przez Boga barierę choćby tylko w jednym miejscu, ten niszczy jej zdolność obronną, otwiera bowiem drogę nieprzyjacielowi, który może wówczas wkraść się przez ten wyłom, czyniąc wiele szkody. Lekceważąc wolę Bożą tylko w jednym punkcie, otworzyli nasi pierwsi rodzice tamy, przez które nieszczęście zalało świat; każdy idący za ich przykładem osiągnie podobny rezultat. Fundamentem każdego niebieskiego prawa jest miłość Boża, kto odstępuje od przykazań, ten działa na swoją szkodę.

„JEŚLI SPRAWIEDLIWOŚĆ WASZA NIE BĘDZIE OBFITSZA
NIŻ SPRAWIEDLIWOŚĆ UCZONYCH W PIŚMIE I FARYZEUSZY,
NIE WEJDZIECIE DO KRÓLESTWA NIEBIOS”
Mt 5,2

Nauczeni w Piśmie i faryzeusze oskarżali nie tylko Chrystusa, ale też i Jego uczniów o nieprzestrzeganie rabinackich przepisów i obrządków. Uczniowie byli nieraz zdezorientowani i zaniepokojeni naganami i oskarżeniami ze strony nauczycieli religijnych, których przyzwyczajeni byli szanować. Jezus rozwiał te obawy i wyjaśnił, że sprawiedliwość, której faryzeusze przypisują takie znaczenie nie ma w rzeczywistości żadnej wartości. Naród żydowski uważał, że jest ludem szczególnym, wiernym i uprzywilejowanym przez Boga. Chrystus jednak wykazał, że religii ich brakowało zbawiennej wiary. Wszystkie pozory pobożności, ludzkie wymysły i ceremonie, a nawet chełpliwe spełnianie zewnętrznych wymagań zakonu, nie mogły ich uświęcić. Nie mieli bowiem ani czystego serca, ani szlachetności charakteru podobnej do charakteru Chrystusa.

Legalistyczna religia nie wystarcza, by pojednać duszę z Bogiem. Twarda i surowa prawowierność faryzeuszy, pozbawionych pokory, miłości i delikatności, była kamieniem obrazy dla grzeszników. Faryzeusze byli podobni do zwietrzałej soli, gdyż wpływ ich nie miał najmniejszej siły zachować świat od zepsucia. Duszę może oczyścić tylko prawdziwa wiara, „przez miłość skuteczna”, która zmienia cały charakter. Wszystkich tych prawd powinni byli Żydzi nauczyć się z pism proroków. Już setki lat przedtem pragnienie usprawiedliwienia duszy przed Bogiem znalazło wydźwięk w słowach proroka Micheasza: „Z czym mam wystąpić przed Panem, pokłonić się Bogu Najwyższemu? Czy mam wystąpić przed nim z całopaleniami, z rocznymi cielętami? Czy Pan ma upodobanie w tysiącach baranów, w dziesiątkach tysięcy strumieni oliwy? Czy mam dać swojego pierworodnego za swoje przestępstwo, własne dziecko na oczyszczenie mojego grzechu? Oznajmiono ci, człowiecze, co jest dobre i czego Pan żąda od ciebie: tylko, abyś wypełniał prawo, okazywał miłość bratnią i w pokorze obcował ze swoim Bogiem” Mi 6,6-8.

Prorok Ozeasz ukazał istotę faryzeizmu następującymi słowy: „Izrael to bujny krzew winny, obficie owocujący. Im więcej miał owocu, tym więcej budował ołtarzy” Oz 1,1. W swoim formalistycznym nabożeństwie służyli Żydzi w rzeczywistości sami sobie; sprawiedliwość ich była owocem zachowywania zakonu według własnych zapatrywań, aby zadość uczynić własnemu samolubstwu. Sprawiedliwość ich nie mogła być lepsza od nich samych. Usiłując stać się lepszymi próbowali wyprowadzać czyste sprawy z nieczystych. Zakon jest tak święty i tak doskonały, jak sam Bóg; przedstawia człowiekowi sprawiedliwość Bożą dla człowieka zaś niemożliwą jest rzeczą zachowywać zakon o własnych siłach, gdyż natura ludzka jest zepsuta, zdeprawowana i do charakteru boskiego zupełnie niepodobna. Uczynki serca są nieczyste, gdyż „wszystkie nasze cnoty są jak szata splugawiona” Iz 64,6.

Choć zakon jest święty, to jednak Żydzi nie mogli otrzymać przezeń sprawiedliwości, gdyż chcieli go zachowywać o własnej sile. Uczniowie Chrystusowi chcąc wejść do królestwa niebieskiego musieli posiadać inną sprawiedliwość niż sprawiedliwości faryzeuszy. Bóg ofiarował im w Synu swoim doskonałą sprawiedliwość zakonu. Otwierając swe serce Chrystusowi i przyjmując Go, mieli otrzymać pełnię żywota Bożego, którą jest Jego miłość, i zostać przez nią przemienieni na Jego obraz. Sprawiedliwość wymaganą przez zakon mieli otrzymać właśnie w ten sposób, jako dobrowolny dar Boży. Faryzeusze natomiast odrzucili Chrystusa, ponieważ nie poznali sprawiedliwości Bożej, a chcąc własną sprawiedliwość „ustanowić, nie podporządkowali się usprawiedliwieniu Bożemu” Rz 1,3, nie poddali się sprawiedliwości, która jedynie ma znaczenie przed Bogiem. Mówiąc dalej, wyjaśniał Jezus swoim słuchaczom, czym jest zachowywanie przykazań Bożych. Jest objawieniem charakteru Chrystusowego w człowieku, podobnie jak i w Jezusie objawiał się codziennie Bóg.

„KAŻDY, KTO SIĘ GNIEWA NA BRATA SWEGO,
PÓJDZIE POD SĄD”
Mt 5,22

Pan rzekł przez Mojżesza: „Nie będziesz chował w sercu swoim nienawiści do brata swego (...), lecz będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” Kpł 19,17.18. Chrystus wykładał te same prawdy, których dawniej nauczali prorocy, później jednak zostały one przyćmione przez surowość serca i skłonność do grzechu. Słowa Zbawiciela wykazały słuchaczom, że obwiniają innych jako przestępców, a sami zawinili podobnie, gdyż żywili zazdrość i nienawiść. Po przeciwległej stronie jeziora, nad którym byli zgromadzeni, znajdowała się opuszczona okolica Baszan; jej dzikie wąwozy i lesiste pagórki były od dawna kryjówkami różnego rodzaju przestępców. Wieści o rabunkach i morderstwach, dokonanych niedawno w tych okolicach, tkwiły jeszcze świeżo w pamięci i wielu usiłowało ująć złoczyńców. Ale i sami oskarżyciele byli porywczy i kłótliwi, i oni żywili nienawiść do ciemięzców rzymskich, byli gotowi nienawidzić inne narody i pogardzać nawet swymi własnymi rodakami, jeśli nie zgadzaliby się z ich zdaniem. We wszystkich sprawach przestępowali przykazanie: „Nie będziesz zabijał”. Nienawiść i zemsta pochodzą od szatana, i one to spowodowały śmierć Syna Bożego. Kto pała nienawiścią i żądzą zemsty, kieruje się tym samym duchem, owocem którego jest śmierć. Już w mściwych myślach jest ukryty zły uczynek. Jak roślina ukryta jest w nasieniu. „Każdy, kto nienawidzi brata swego, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie ma w sobie żywota wiecznego” 1J 3,15.

„Kto by rzekł bratu swemu: głupcze, stanie przed Radą Najwyższą”. Przez poświęcenie własnego Syna dla zbawienia człowieka dowiódł Bóg, jak wysoko ceni każdą duszę ludzką, toteż nie pozwala nikim pogardzać. Wprawdzie widzimy błędy i słabość naszych bliźnich, ale Bóg uważa każdą duszę za swą własność — raz przez stworzenie, a po wtóre przez odkupienie drogą krwią Chrystusa. Wszyscy ludzie stworzeni są na wyobrażenie Boże i dlatego nawet z ludźmi zupełnie upadłymi należy obchodzić się z szacunkiem i życzliwością, w przeciwnym bowiem razie będziemy musieli odpowiadać przed Bogiem za każde słowo zniewagi wobec duszy, dla której Chrystus oddał swe życie. „Bo któż ciebie wyróżnia? Albo co masz, czego nie otrzymałbyś? A jeśli otrzymałeś, czemu się chlubisz jakobyś nie otrzymał?” 1Kor 4,7. „Kimże ty jesteś, że osądzasz cudzego sługę? Czy stoi, czy pada do Pana swego należy” Rz 14,4.

„A kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny”. W Starym Testamencie używano wyrazu „głupiec” dla określenia odszczepieńca lub grzesznika. Jezus powiedział przez to, że kto potępia swego brata jako odszczepieńca lub wzgardziciela Boga, dowodzi takim postępowaniem, że jest godzien tego samego potępienia. „Tymczasem archanioł Michał, gdy z diabłem wiódł spór i układał się o ciało Mojżesza, nie ośmielił się wypowiedzieć bluźnierczego sądu” Jud 9. Czyniąc to, postawiłby siebie na równi z szatanem, gdyż oskarżanie jest bronią złego. Szatan jest scharakteryzowany w Piśmie Świętym jako „oskarżyciel braci naszych” Ap 12,10. Jezus nie chciał się więc posługiwać bronią szatańską, toteż rzekł: „Niech cię Pan potępi” Jud 9.

To winno być dla nas wzorem. Jeżeli mamy spór z nieprzyjaciółmi Jezusa, nie powinniśmy oddawać wet za wet, nie powinniśmy mówić czegoś takiego, co by miało nawet pozór oskarżenia. Kto jest mówcą Bożym, temu nie godzi się używać słów, których Jezus, Pan nieba, nie używał, wiodąc spór z szatanem; sądzenie i potępienie winniśmy pozostawić Bogu.

„NAJPIERW POJEDNAJ SIĘ Z BRATEM SWOIM” Mt 5,24

Miłość Boża nie jest stanem bierności, lecz zasadą czynną, źródłem żywym, nieustannie tryskającym dla błogosławieństwa innych. Jeżeli miłość Chrystusowa mieszka w nas, to nie tylko nie będziemy żywili do bliźniego żadnej nienawiści, lecz okażemy mu przy każdej sposobności miłość. Jezus mówi: „Jeślibyś więc składał dar swój na ołtarzu i tam wspomniałbyś, iż brat twój ma coś przeciwko tobie, zostaw tam dar swój na ołtarzu, odejdź i najpierw pojednaj się z bratem swoim, a potem przyszedłszy złóż dar swój” Mt 5,23.24. Dary i ofiary wskazują, że ofiarujący stał się przez Chrystusa uczestnikiem łaski i miłości Bożej. Jak może ktoś wyrazić wiarę w przebaczającą miłość Bożą, jeżeli sam żywi w sobie przeciwnego ducha?

Jeżeli twierdzimy, że służymy Bogu, a przy tym wyrządzamy bliźniemu krzywdę i szkodę, to przedstawiamy mylnie charakter Boży. Chcąc dojść do jedności z Bogiem, należy tę krzywdę uznać i wyznać. I choćby nasz bliźni wyrządził nam większą krzywdę niż my jemu, to fakt ten nie zmniejsza wcale naszej odpowiedzialności. Jeżeli przychodząc do Boga, przypominamy sobie, że ktoś ma coś przeciwko nam, wówczas odłóżmy nasze modlitwy i dziękczynienia, odszukajmy bliźniego, z którym się nie zgadzamy, a wyznając mu w pokorze swój błąd, prośmy go o przebaczenie. Jeżeli zaszkodziliśmy bliźniemu w jakikolwiek sposób, to powinniśmy wynagrodzić mu to. Jeżeli wydaliśmy bez jakiegokolwiek zamiaru fałszywe świadectwo, jeżeli przedstawiliśmy czyjeś słowa w niewłaściwy sposób, lub staraliśmy się mu zaszkodzić, to powinniśmy pójść do tych, z którymi mówiliśmy o danym bliźnim i cofnąć wszystkie szkodliwe słowa.

Ileż to złego można by uniknąć, gdybyśmy o wszelkich nieporozumieniach nie rozmawiali z innymi, ale raczej otwarcie między sobą, w duchu miłości. Ile szkodliwego chwastu można by przez to wykorzenić już w zarodku. Jak ściśle i serdecznie mogliby naśladowcy Chrystusa być złączeni w Jego miłości.

„KAŻDY, KTO PATRZY NA NIEWIASTĘ, I POŻĄDA JEJ,
JUŻ POPEŁNIŁ Z NIĄ CUDZOŁÓSTWO W SERCU SWOIM”
Mt 5,28

Dumni ze swej moralności spoglądali Żydzi z obrzydzeniem na nieczyste obyczaje pogan. Obecność urzędników rzymskich, przebywających w Palestynie na rozkaz cesarza, była dla Żydów ustawicznym zgorszeniem, gdyż wraz z cudzoziemcami wkradały się do kraju pogańskie obyczaje, namiętności i rozpustne życie. Urzędnicy rzymscy przechadzali się po ulicach Kafarnaum ze swoimi kochankami, a ich głośne zabawy słychać było nieraz od strony jeziora, gdy łódki Rzymian pruły jego spokojne wody. Z tego powodu Żydzi oczekiwali, że usłyszą od Jezusa słowa surowej nagany, której udzielili tym ludziom, ale jakże zdziwili się, gdy Jego słowa odkryły ich własne złe myśli.

Jezus mówił, że tam, gdzie — choćby w największej skrytości — miłuje i pielęgnuje się złe myśli, tam jeszcze panuje grzech, a dusza znajduje się w więzach zła. Kto ma upodobanie w scenach nieczystych, kto pozwala sobie na grzeszne myśli i pożądliwe spojrzenia, może poznać w jawnym grzechu — pociągającym za sobą jako następstwo hańbę i rozpacz — właściwą naturę złego kryjącego się we wnętrzu duszy. Pokusa, wiodąca człowieka do upadku w grzech, nie wywołuje po raz pierwszy tego zła, przez które się przejawia, ale odkrywa tylko to, co już od dawna było tajone w sercu.

„Czujniej niż wszystkiego innego strzeż serca swego, bo z niego tryska źródło życia” Prz 4,23. „Albowiem Bóg nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Człowiek patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce” 1Sm 16,7.

* — inaczej: prawo