Autorska płyta Mariusza Zawieruchy opowiada o cudzie życia na każdym jego etapie... W oczach Bożych jesteś cudem!

1. Wzgórze

Przeszło tysiąc czterysta lat przed narodzeniem Jezusa Chrystusa w Betlejem naród izraelski zgromadził się w pięknej dolinie Sychem, która przedzielała dwie góry położone w Samarii: Garizim i Ebal. Górę Garizim zwano górą błogosławieństw, zaś góra Hebal nosiła miano góry przekleństw. Na obu tych górach kapłani izraelscy wygłaszali na przemian błogosławieństwa i przekleństwa i stąd pochodzą ich nazwy. „Błogosławieństwo, jeżeli będziecie słuchać przykazań Pana, Boga waszego”, zaś drudzy obwieszczali „przekleństwo, jeżeli nie będziecie słuchać przykazań Pana, Boga waszego” Pwt 11,27-28. Izrael nie starał się osiągnąć tego ideału życia, jaki wskazywał mu Bóg przez swych proroków. Nadszedł wreszcie czas, kiedy jedna z wymienionych gór, mianowicie góra błogosławieństwa, utraciła swoje znaczenie. Inna góra, bezimienna, leżąca w Galilei nad jeziorem Genezaret, stała się słynną na cały świat — z niej bowiem popłynęły do wszystkich narodów boskie błogosławieństwa Jezusa Chrystusa.

Przenieśmy się myślą w tamte czasy i starajmy się zgłębić myśli i uczucia, jakie napełniły uczniów Chrystusa zebranych u wzgórza położonego niedaleko Morza Galilejskiego, na którym Jezus wygłosił swoje historyczne kazanie: Gdy uda nam się pojąć, czym były słowa Zbawiciela dla tych, co je słyszeli, to z całą pewnością dostrzeżemy w nich nowe barwy i piękno, a także pogłębi nasze zrozumienie tych nauk.

Kiedy Jezus Chrystus objął urząd nauczycielski ogólne pojęcie o Mesjaszu było takie, że lud nie był zdolny przyjąć Jego posłannictwa. Należy bowiem podkreślić, że w owych czasach duch prawdziwego poświęcania zanikł w Izraelu na skutek formalistycznego przestrzegania tradycji kościelnej i martwej obrzędowości. Główną winę za taki stan rzeczy ponosili kapłani wykładający proroctwa biblijne w taki sposób, aby dogodzić wyższym warstwom społeczeństwa. Warstwy te, a pod ich wpływem również i lud, oczekiwały Mesjasza nie jako wybawiciela z grzechów, lecz jako potężnego księcia, który podbije wszystkie narody i odda je pod panowanie Lwa z pokolenia Judy. Toteż, kiedy pojawił się Jan Chrzciciel i wskazał na Chrystusa jako na Baranka Bożego gładzącego grzechy świata, słowa jego, chociaż pełne siły proroczej, trafiły nie na rolę uprawną serc ludzkich, lecz na grunt skalisty. Jan Chrzciciel zwiastował przyjście królestwa Bożego, wzywał Izraelitów do opamiętania i kładł główny nacisk na przemianę duchową, której owocem są dobre uczynki.

I oto przychodzi Jezus jako Mesjasz, a pyszni kapłani izraelscy nie przyjmują Go jako Nauczyciela. Znają Go jako cieślę z Nazaretu pełnego prostoty i skromności, a te cechy nie pokrywają się z kapłańskimi wyobrażeniami o Mesjaszu ziemskim. To jeszcze nie wszystko — podczas drugiego pobytu Jezusa w Jerozolimie kapłani oskarżają Go przed Wysoką Radą. Duży rozgłos, jakim cieszył się Chrystus, wielka-liczba Jego zwolenników — oto powody skłaniające wówczas Wysoką Radę do liczenia się z rzeczywistością i zaniechania stanowczych kroków w kierunku uwięzienia Boskiego Nauczyciela. Po tym wydarzeniu Jezus opuszcza Judeę i udaje się do Galilei, gdzie rozpoczyna działalność nauczycielską.

Jezus Chrystus przebywał w Galilei kilka miesięcy; Jego poselstwo niebieskie wyrażone w słowach: „Przybliżyło się Królestwo Boże” — rozchodziło się po całym kraju, zwracało uwagę wielu ludzi, niecąc ogień ambitnych nadziei. Sława nowego Nauczyciela przekroczyła granice ówczesnej Palestyny. Galilea, kraina pogańska, objęta wpływami kultury greckiej i niejednolita pod względem narodowościowym, przedstawiała podatniejszy grunt pod siew nauki Chrystusa. Lecz i tutaj kapłani izraelscy ustosunkowali się nieprzychylnie do Jego osoby i Jego posłannictwa. Za to w szerokich masach ludu panowało mniemanie, że właśnie On jest tym tak długo oczekiwanym Mesjaszem. Szły za Nim wielkie rzesze, otaczały Go na każdym kroku, a zapał ich stale wzrastał. Dla najbliższych uczniów Jezusa nadszedł czas, aby żywiej i gorliwiej zaopiekowali się Jego licznymi słuchaczami.

Wśród niektórych uczniów Zbawiciela, zbałamuconych nauką kapłańską, przeważało ogólne zdanie o Mesjaszu jako o wodzu dążącym do założenia królestwa ziemskiego. Nie rozumieli boskiego posłannictwa swego Nauczyciela. Dziwili się nieraz, dlaczego ich Mistrz nie czyni żadnych przygotowań w tym kierunku i nie zabiega o poparcie wpływowych kapłanów. Uczniowie musieli wiele przezwyciężyć i zmienić w swym sposobie myślenia zanim zrozumieli swoją rolę apostolską po wniebowstąpieniu Chrystusa. Chociaż powoli wzrastali w wierze, Chrystus był jednak przekonany o ich gorącej i szczerej miłości. Co więcej — widział w nich przyszłych krzewicieli swego boskiego dzieła.

Jezus pewnego dnia wszedł na bezimienną górę położoną niedaleko Morza Galilejskiego i spędził tam noc na modlitwie za swych uczniów. Nazajutrz rano przywołał ich do siebie, błogosławił im, kładł ręce na ich głowy — poświęcał dla szerzenia dzieła swej ewangelii — dobrej nowiny królestwa Bożego. Potem poszedł z nimi na wybrzeże morskie, gdzie wkrótce zebrała się wielka gromada słuchaczy. Wobec tego, że wybrzeże było wąskie, a głos Jezusa nie mógł dosięgnąć wszystkich słuchaczy, przeto postanowił wrócić na ową górę, na której przebywał w ciągu nocy. Uczniowie Jego — przekonani że stanie się coś nadzwyczajnego — otoczyli Go dookoła. Rzesza słuchaczy przybliżała się również do Niego, spodziewając się obwieszczenia zapowiedzianego królestwa. Wszyscy w napięciu czekali na słowa Chrystusa rozmyślając o wspaniałościach Jego królestwa.

W tłumie znajdowali się również faryzeusze i nauczeni w Piśmie, oni także z utęsknieniem czekali na dzień, w którym będą mogli objąć panowanie nad znienawidzonymi Rzymianami i zagarnąć bogactwa wielkiego rzymskiego państwa. Biedni wieśniacy i rybacy też żyli nadzieją, że Chrystus zamieni ich nędzne domki na wspaniałe pałace, a znojną pracę, ubogą strawę i codzienną troskę o chleb zastąpi wygodnym życiem bogaczy. Inni marzyli o tym, że Chrystus da im szaty kosztowne w zamian za ubranie z grubego płótna służące we dnie jako odzież, a w nocy jako okrycie.

Wszyscy, zgromadzeni tutaj z Judei i Jerozolimy, z Idumei i Zajordanii, z Tyru i Sydonu Mk 3,8 piastowali w sercach błogą nadzieję, a nawet pewność, że Izrael jako wybrany naród Boży wkrótce będzie wielbiony przez wszystkie narody, a Jerozolima stanie się stolicą państwa. Bóg natomiast dokonał innego cudu: wstrząsnął sercami i sumieniami milionów ludzi na świecie. Takim cudem było właśnie Kazanie na Górze.