Autorska płyta Mariusza Zawieruchy opowiada o cudzie życia na każdym jego etapie... W oczach Bożych jesteś cudem!

2. Błogosławieństwa cz.1

„BŁOGOSŁAWIENI UBODZY W DUCHU,
ALBOWIEM ICH JEST KRÓLESTWO NIEBIOS”
Mt 5,3

Słowa te zabrzmiały w uszach zdziwionych słuchaczy jako wieść nadzwyczajna. Były one przeciwieństwem nauki kapłanów, bowiem nie schlebiały dumie i nie podsycały ambitnych dążeń żydowskiego kapłaństwa. Nowy Nauczyciel posiadał niespotykaną dotychczas siłę ducha, całkowicie panującą nad ludem. Miłość promieniowała z Jego postaci, a słowa płynęły z ust „jak deszcz, który pada na łąkę skoszoną, jak ulewa zraszająca ziemię” Ps 72,6. Słuchacze wyczuli w Nim umiejętność czytania tajemnic dusz ludzkich i zbliżania się do nich z miłą tkliwością. Każda wypowiedź Mistrza otwierała serca wpływowi nauki, której znaczenie objawił Duch Święty, a która tak bardzo potrzebna jest ludzkości wszystkich czasów.

W czasach Chrystusa religijni przewodnicy Izraela byli pewni posiadania duchowych darów. Modlitwa faryzeusza: „Dziękuję Tobie, Boże, że nie jestem jako inni ludzie” — wyrażała ogólne mniemanie faryzeuszy, że są lepsi od innych ludzi, a to nastawienie duchowe podzielała również większa część ludu izraelskiego. W rzeszy otaczającej Zbawiciela byli jednak i tacy, którzy zdawali sobie sprawę ze swego duchowego ubóstwa. Kiedy boska potęga Chrystusa objawiła się przy cudownym połowie ryb, Piotr przypadł do nóg Zbawiciela i rzekł: „Odejdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny” Łk 5,8.

Tak samo wśród ludu zebranego na górze znajdowały się szczere dusze, które w świętej obecności Jezusa czuły, że są pożałowania godne, nędzne i biedne, i ślepe, i nagie Ap 3,17, że tęsknią za „zbawienną łaską Bożą” Tt 2,11. I właśnie w tych ludziach słowa Chrystusa wzbudziły nadzieję — pojęli, że życie ich znajduje się pod opieką pełną błogosławieństw.

Pierwsze błogosławieństwo dotyczące ubogich w duchu Jezus ofiarował ludziom będącym zdania, że „są bogaci i niczego nie potrzebują” Ap 3,17. Nic dziwnego, że nie przyjęli ofiarowanego sobie cennego daru. Albowiem kto uważa siebie za doskonałego i jest zadowolony ze swego stanu duchowego, ten nie odczuwa potrzeby skruchy, nie korzysta z łaski i sprawiedliwości Chrystusa. Pycha nie odczuwa żadnej potrzeby i zamyka serce przed Nim i Jego błogosławieństwami. W sercu takiego człowieka nie ma dla Jezusa miejsca. Kto uważa siebie za bogatego i czcigodnego, ten nie umie prosić z wiarą i nie otrzymuje błogosławieństwa Bożego. Czuje się syty i odchodzi próżny: Kto zdaje sobie sprawę, że sam nie jest w stanie wyzbyć się grzechu lub wykonać jakiejkolwiek sprawiedliwej czynności, będzie należycie cenił pomoc Chrystusa, chętnie udzielającego jej każdemu. A taki człowiek należy do grona ubogich w duchu, których Jezus nazywa „błogosławionymi”.

Zanim Chrystus okaże grzesznikowi swe przebaczenie, wzbudza w jego duszy żal i skruchę. Uświadomienie sobie własnych grzechów jest sprawą Ducha Świętego. Oddziaływanie Ducha Świętego polega na tym, że człowiek widzi wyraźnie, iż nie przedstawia sobą nic dobrego, a wszystko, co dotychczas czynił, było splamione grzechem i własnym „ja”. Taki człowiek jest podobny do celnika, nie mogącego śmiało spojrzeć w niebo i wołającego w pokorze ducha: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”. Jedynie w takim stanie świadomości człowiek otrzymuje błogosławieństwo Boże. Dla skruszonych istnieje odpuszczenie, ponieważ Chrystus jest „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata” J 1,29. Obietnica Boża brzmi: „Choć wasze grzechy będą czerwone jak szkarłat, jak śnieg zbieleją” Iz 1,18. „A dam wam serce mięsiste. Mojego ducha dam do waszego wnętrza i uczynię, że będziecie postępować według moich przykazań (...) i będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem” Ez 36,26-28.

Udziałem ubogich w duchu jest królestwo niebieskie. Królestwo to nie jest wszakże — jak sądzili niektórzy słuchacze Chrystusa — doczesnym królestwem ziemskim, lecz królestwem ducha, królestwem miłości. Znakiem panowania Chrystusa w nas jest podobieństwo do Syna Człowieczego. Prawdziwi wyznawcy Chrystusa są ubogimi w duchu, pokornymi, którzy dla sprawiedliwości cierpią prześladowanie i „ich jest królestwo niebieskie”. Wprawdzie zbawcze dzieło nie jest w nich jeszcze ukończone, ale jest rozpoczęte, a ten początek czyni ich zdolnymi „do uczestniczenia w dziedzictwie świętych w światłości” Kol 1,12.

Wszyscy znający ubóstwo swej duszy i wiedzący, że nie ma w nich nic dobrego, mogą otrzymać sprawiedliwość i siłę od Jezusa Chrystusa, mówiącego: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni”. Chrystus zapewnia zmianę naszego ubóstwa duchowego na bogactwo swojej łaski. Jako grzesznicy nie jesteśmy warci miłości Bożej. Chrystus zawsze podnosi nas z upadku, jeśli z całym oddaniem zwrócimy się do Niego. Przeto jeżeli przyjdziemy do Chrystusa w stanie naszego ubóstwa, jako słabi, bezradni i biedni, to bez względu na to, jak grzeszne jest nasze życie i jak dalece godne ubolewania położenie duchowe — zawsze Zbawiciel wyjdzie nam naprzeciw, obejmie miłościwymi ramionami, okryje białą szatą swej własnej sprawiedliwości i tak zaprowadzi do Ojca. Chrystus zwraca się do Boga i prosi Go za nas: „Ojcze, nie bacz na te zbłąkane dzieci, lecz na Mnie, a ja proszę za nimi”. I chociaż szatan wiedzie z Bogiem spór o nasze dusze, chociaż oskarża nas o grzechy i żąda naszych dusz jako swej zdobyczy, krew Chrystusa przemawia za nami z większą potęgą. „Jedynie w Panu jest zbawienie i moc, (...) wszelkie potomstwo Izraela uzyska w Panu zbawienie i chlubić się nim będzie” Iz 45,24.25.

„BŁOGOSŁAWIENI, KTÓRZY SIĘ SMUCĄ,
ALBOWIEM BĘDĄ POCIESZENI”
Mt 5,4

Smutek, o jakim tu mowa, wynika ze szczerego żalu za popełnione grzechy. Jezus powiedział: „A gdy ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę” J 12,32. Grzesznik musi być najpierw pociągnięty do krzyża na Golgocie, bowiem patrząc na ukrzyżowanego Jezusa pozna swój grzeszny stan. Ujrzy wtedy, że dla jego grzechów Pan chwały musiał być ubiczowany i umęczony. I dojdzie do przekonania, że całe jego życie było pasmem niewdzięczności i buntu; pojmie, że w owym czasie, kiedy odpychał najlepszego Przyjaciela i gardził najcenniejszym darem niebios, był miłowany szczerze i serdecznie. Dojdzie do przekonania, że zawzięcie trwa w swych grzechach, powtórnie krzyżuje Syna Bożego i zwiększa Jego cierpienia. Zauważy, że jest on oddzielony od Boga szeroką, ciemną i głęboką przepaścią grzechu, a wówczas jego serce napełni się smutkiem. Toteż smucący się będą pocieszeni. Bóg objawia nam nasze winy w tym celu, abyśmy mogli zwrócić się do Chrystusa, bo tylko On może uwolnić z niewoli grzechu i obdarzyć wolnością dzieci Boże. Pójdźmy więc ze skruchą do stóp krzyża Chrystusowego i złóżmy tam dźwigany ciężar grzechów, aby doznać błogosławionej ulgi.

Słowa Zbawiciela zawierają pocieszenie dla cierpiących i upośledzonych. Nasze smutki nie pozostaną bez odpowiedzi, albowiem Bóg „nieumyślnie trapi i zasmuca synów ludzkich” Lm 3,33. Natomiast jeśli dopuszcza próby lub cierpienia, to jedynie „dla naszego dobra, abyśmy mogli uczestniczyć w jego świętości” Hbr 12,1. Najbardziej ciężkie, gorzkie doświadczenia stają się dla wierzących błogosławieństwem. Należy podkreślić, że nieszczęście zatruwające radość ziemską jest właśnie środkiem wychowawczym, kierującym naszą uwagę ku niebu. Wielu ludzi nigdy nie poznałoby Chrystusa, gdyby nie smutek i cierpienie, jakie nakłoniły ich do szukania pociechy u Niego. Tak więc próby życia są pomocnikami Bożymi, ponieważ oczyszczają i uszlachetniają charakter ludzki. Owo rzeźbienie, polerowanie, dopasowywanie, wypalanie, cyzelowanie — to proces bardzo bolesny, ale człowiek, który go doświadczył, staje się żywym kamieniem w świątyni niebieskiej. Z nieużytecznego materiału Mistrz nie korzysta, nie poświęca mu ani pracy, ani zainteresowania. Jego uwagę zwraca materiał przydatny. Największy grzesznik szczerze smucący się swymi grzechami może stać się istotą świętą.

Bóg pomaga wszystkim ufającym Mu. Jego wierni zdobędą cenne doświadczenia życiowe i naukę oraz odniosą wiele zwycięstw. Ojciec niebieski nie jest nigdy obojętny względem ludzi smutnych. Kiedy Dawid szedł na Górę Oliwną, „wstępując i płacząc, mając głowę przykrytą i idąc boso”, Bóg z tkliwością spoglądał na niego. Jak wiemy, Dawid był ubrany w wór — biczowało go własne sumienie. Te zewnętrzne i wewnętrzne oznaki pokory świadczyły o pewnej przemianie duchowej. W głębokim uniżeniu i ze łzami w oczach przedstawił Bogu swą sprawę i został wysłuchany. Dawid nigdy nie był droższy nieskończenie miłującemu Bogu jak wtedy, kiedy dręczony przez własne sumienie błagał Go o ratowanie życia, na które czyhali wrogowie zbuntowani przez własnego syna. Pan powiedział: „Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się” AP 3,19. Chrystus podnosi i uszlachetnia skruszone, smutne serce i duszę, aby człowiek stał się Jego mieszkaniem. Są jednak i tacy, którzy w czasie utrapienia zachowują się podobnie jak Jakub; dopiero o świcie Jakub poznał, że walczył przez całą noc z Aniołem Przymierza. A gdy bezradny padł na ziemię i rozpłakał się serdecznie, wtedy otrzymał od Boga tak bardzo upragnione błogosławieństwo. Nieraz dzieje się tak i z nami. Ile razy karzącą rękę Boga uważamy za rękę nieprzyjaciela? A ponieważ otacza nas ciemność, walczymy z prawami Bożymi, nie znajdujemy w tej walce ani pocieszenia, ani wyzwolenia. Wreszcie nadchodzi moment, że brak nam już sił do tego bezcelowego zmagania. Uczmy się rozumieć, że przykre doświadczenia są dla nas dobrodziejstwem, nie odrzucajmy chłoszczącej ręki Bożej ani nie zniechęcajmy się, gdy Bóg nas strofuje.

„Szczęśliwy to człowiek, którego Bóg smaga (...) Wyzwoli cię z sześciu utrapień, a w siódmym nie dotknie cię zło” Hi 5,17.19. Jezus uzdrawia cierpiących, a swoją obecnością rozjaśnia życie wszędzie tam, gdzie panuje ucisk, ból i cierpienie. Nie chce, abyśmy przygnębieni chodzili ze zbolałym sercem. Pragnie, abyśmy oczy podnieśli ku niebu i rozradowani patrzyli w Jego boskie oblicze. Zbawiciel stoi tuż przy cierpiących i smutnych, których oczy są tak zalane łzami, że nie potrafią Go dojrzeć. Z całą gotowością chce im podać dłoń i czeka, aby pozwolili Mu kierować swoim życiem. Jezus rozumie nasze smutki i doświadczenia, bo umiłował nas miłością wieczną. Codziennie możemy rozmyślać o Jego miłości i z całą ufnością polegać na niej w chwilach ciężkich i bolesnych. On uwolni nasze dusze od codziennych trosk i kłopotów i obdarzy nas swoim pokojem. Wszyscy, którzy cierpicie i jesteście smutni, nie traćcie nadziei i pamiętajcie o słowach apostoła: „Zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza” 1J 5,4.

Błogosławieni i ci, którzy płaczą wraz z Jezusem współczując cierpiącemu światu i smucąc się z powodu grzechów, gdyż smutek taki jest daleki od samolubstwa. Jezus był mężem troski, ubolewał nad upadkiem duchowym ludzkości i znosił mękę, jakiej nie może wyrazić ludzki język. Patrząc na przestępstwa ludzkie, Chrystus przeżył wielką udrękę serca. Gnębił Go przeogromny smutek, gdy widział wielkie rzesze odrzucające Jego pomoc i gardzące życiem wiecznym. Tego samego uczucia doznają prawdziwi naśladowcy Chrystusa, podobnie traktowani przez świat czy nosicieli zła i ciemności. Obecnie uczniowie Jezusa, mający udział w Jego miłości, również muszą przejść cierpienia i ratować zgubionych. Ale dzieląc cierpienia Chrystusa, będą też współuczestnikami Jego chwały. Złączeni ze swym Mistrzem razem z Nim piją kielich goryczy i smutku, razem z Nim będą się też radować. Chrystus, dlatego że cierpiał, może pocieszyć zasmuconych. Zna wszystkie bóle ludzkości, a ponieważ sam cierpiał będąc kuszony, może i tych, którzy są w pokusach ratować. Przywilej takiej służby posiada każda dusza ludzka, pragnąca naśladować Chrystusa. „Bo, jak liczne są cierpienia Chrystusowe wśród nas, tak też i przez Chrystusa obficie spływa na nas pociecha” 2Kor 1,5. Pan darzy smutnych szczególną łaską, dającą umiejętność zdobywania serc i dusz do królestwa Bożego. Miłość Chrystusa jest balsamem kojącym ból i drogą zbawienia dla ludzi nieszczęśliwych i smutnych. „Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy (...) pociesza nas we wszelkim utrapieniu naszym, abyśmy tych, którzy są w jakimkolwiek utrapieniu, pocieszyć mogli taką pociechą, jaką nas samych Bóg pociesza” 2Kor 1,3.4.

„BŁOGOSŁAWIENI CISI, ALBOWIEM ONI POSIĄDĄ ZIEMIĘ” Mt 5,5

Każde błogosławieństwo jest wynikiem doświadczenia chrześcijańskiego, stale wzrastającego. Chrześcijanie, uczący się cierpienia w szkole Chrystusowej, smucący się z powodu swoich grzechów i pragnący posiadać Jezusa w całej pełni, nauczą się również od Niego wielkiej cnoty łagodności.

Cierpliwość i pokora wobec zła nie były uważane przez pogan i Żydów za zalety. Podyktowanej przez Ducha Świętego wypowiedzi o Mojżeszu, że był on najpokorniejszym człowiekiem na ziemi, ludzie żyjący w czasach Chrystusa nie uważali za pochwałę; do pokory Mojżesza odnosili się raczej ze współczuciem lub lekceważeniem. Chrystus natomiast zaliczył cichość do rzędu cnót otwierających drogę do królestwa Bożego i sam objawił ją we własnym życiu i charakterze. Jezus, jako jedyny posiadający chwałę Ojca, „chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu. Lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej” Flp 2,6-8. Pokorne znoszenie doświadczeń było przez Chrystusa dowodem, że nie przyszedł On na ziemię jako król żądający hołdu, lecz jako sługa usługujący innym. W Jego zachowaniu nie było bigoterii ani zimnej surowości. Zbawiciel świata miał naturę więcej niż anielską, z Jego boskim majestatem ściśle związane były pokora i łagodność, przyciągając do Niego ludzi dobrej woli.

Jezus wyparł się samego siebie — to było widoczne we wszystkich Jego czynach. Wszystko poddał woli Ojca, dlatego mógł na końcu swej służby powiedzieć: „Ja cię uwielbiłem na ziemi; dokonałem dzieła, które mi zleciłeś, abym je wykonał” J 17,4. Nam zaś mówi: „Uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca” Mt 11,29. „Jeśli kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie” Mt 16,24. Samozaparcie oznacza po prostu wyparcie się pysznego i samolubnego „ja”. Pozwólmy więc Chrystusowi panować w naszym sercu. Patrząc na samozaparcie i na dobroć Chrystusa, powiemy sobie tak, jak to powiedział Daniel, gdy ujrzał „podobnego Synowi Człowieczemu”: „Twarz moja zmieniła się do niepoznania i nie miałem żadnej siły” Dn 1,8. Pycha, nasza wątpliwa chluba, okaże się wówczas w świetle nauki Chrystusa jako skutek działania szatana. Natura ludzka stale walczy o zdobycie jak największej sumy wrażeń i zawsze jest skłonna do kłótni, ale uczeń Chrystusa wolny jest od wszelkich pożądań — od pychy i chęci postawienia na swoim; nie dąży również do osiągnięcia przemijającej popularności. Dlatego też jego dusza żyje w spokoju, bo znajduje się całkowicie pod kierownictwem Ducha Świętego. Uczeń Chrystusa nie zdobywa za wszelką cenę miejsc najwyższych i nie ma ambicji, aby inni go podziwiali. Miejscem najwyższym dla niego będzie miejsce u nóg Zbawiciela, który go prowadzi i strzeże. Apostoł Paweł powiedział po zdobyciu takiego doświadczenia: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” Ga 2,2.

Z chwilą, gdy do serca przyjmiemy Chrystusa jako stałego gościa, pokój Boży przewyższający rozum ludzki napełni naszą duszę i nasz umysł. Zbawiciel ludzkości prowadził życie pełne pokoju, mimo to napotykał na wiele trudności. Prześladowany przez swych wrogów powiedział: „Ten, który mnie posłał jest ze mną; nie zostawił mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się jemu podoba” J 8,29. Do nas również zwraca się Chrystus ze słowami: „Pokój zostawiam wam; mój pokój daję wam” J 14,27. „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” Mt 11,29. Pokoju Chrystusowego pochodzącego z doskonałej łączności z Bogiem nie może zakłócić ani zniszczyć żadna burza gniewu ludzkiego czy szatańskiego. Chrystusowe jarzmo pokoju i pokory jest lekkie, tym bardziej należy je nieść dla uczczenia Boga i ku poprawie ludzkości.

Miłość egoistyczna, samolubna niszczy nasz spokój. Dopóki istnieje w nas własne „ja” jako treść oderwana od Boga, dopóty będziemy stać na straży tego „ja”, aby inni ludzie nie znieważyli go i nie skrzywdzili. Dzieje się natomiast odwrotnie, jeśli nasze „ja” przestaje istnieć, a życie zespala się z Chrystusem, wtedy to nie bolą nas żadne zniewagi i krzywdy. Stajemy się głusi na zarzuty, ślepi na wzgardę i lekceważenie. Albowiem, jak przepięknie mówi apostoł Paweł:

Miłość jest cierpliwa,
miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości,
miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się.
Nie postępuje nieprzystojnie,
nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego.
Nie raduje się z niesprawiedliwości,
ale się raduje z prawdy;
Wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy,
wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi.
Miłość nigdy nie ustaje.
1Kor 13,4-8

Szczęśliwość wypływająca ze źródeł ziemskich jest tak zmienna, jak zmienne są okoliczności jej powstawania. Natomiast pokój w Chrystusie jest trwały, bo nie jest zależny od zmiennych okoliczności życiowych ani od stanu majętności ziemskiej i liczby przyjaciół. Chrystus jest źródłem wody żywota. Szczęśliwość pochodząca od Niego nigdy nas nie zawiedzie. Jeżeli w domu rodzinnym mieszka łagodność Chrystusowa, cała rodzina jest szczęśliwa, bo łagodność nie dopuści do kłótni, irytacji i swarów — przeciwnie: będzie nieustannym siewcą pokoju i radosnego nastroju. Pamiętajmy, że łagodność daje nam wstęp do boskiej rodziny w niebie. Bez porównania lepiej jest dla nas, gdy cierpimy wskutek fałszywych oskarżeń, niż kiedy żywimy w sobie chęć odwetu. Duch nienawiści i zemsty pochodzi od szatana, źródła wszelkiego zła, a pielęgnowanie w sobie tego zła przynosi nieszczęście. Tak więc tajemnica otrzymania błogosławieństw Chrystusowych polega na pokorze serca i łagodności, które wynikają ze stałego obcowania z Jezusem, wszak On „pokornych ozdabia zbawieniem” Ps 149,4.

Cisi odziedziczą ziemię, czyli będą panować nad nią bez obawy utracenia jej. Ziemia obiecana pokornym nie będzie podobna do obecnej ziemi okrytej cieniem śmierci i przekleństwa, bo „oczekujemy, według obietnicy, nowych niebios i nowej ziemi” 2P 3,13. Na nowej ziemi zakwitnie pełna sprawiedliwość. Nie będzie na niej rozczarowań, smutku, grzechu i choroby, nie będzie serc złamanych, narzekań i śmierci, ponieważ panowanie nad nią obejmie Zbawiciel świata, Lekarz duszy i Siewca pokoju.

„BŁOGOSŁAWIENI, KTÓRZY ŁAKNĄ I PRAGNĄ SPRAWIEDLIWOŚCI,
ALBOWIEM ONI BĘDĄ NASYCENI”
Mt 5,6

Sprawiedliwość w tym pojęciu oznacza to samo, co świętość, podobieństwo z Bogiem, który jest „miłością” 1J 4,16. Jest to zgodność z prawem Bożym, ponieważ „wszystkie przykazania jego są sprawiedliwe” Ps 119,172, a „wypełnieniem (...) zakonu jest miłość” Rz 13,1. Tak więc sprawiedliwość jest miłością, a miłość jest żywotem i światłością Boga. Sprawiedliwość Boża jest ucieleśniona w Chrystusie i staje się naszym udziałem przez przyjęcie Chrystusa. Sprawiedliwości nie można uzyskać przez uciążliwe zabiegi ani też przez własne zasługi, bądź przez dary czy ofiary. Jest ona darem Bożym dla każdej łaknącej i spragnionej duszy. Pan woła: „Nuże, wszyscy, którzy macie pragnienie, pójdźcie do wód, a którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i jedzcie! Pójdźcie, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia wino i mleko!” Iz 55,1. „Ich sprawiedliwość ode mnie pochodzi — mówi Pan” Iz 54,17. „Oto imię, którym je będą nazywać: Pan sprawiedliwość nasza” Jr 33,16.

Żadne ludzkie działanie nie jest w stanie zaspokoić głodu i ugasić pragnienia duszy ludzkiej. Jedynie Chrystus woła: „Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” OBJ. 3,20. „Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi nigdy łaknąć nie będzie, a kto we mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie” J 6,35. Jak pożywienie potrzebne jest organizmowi do utrzymania energii życiowej, tak potrzebny jest Chrystus jako Chleb Niebieski do utrzymania naszego duchowego życia i sił do wykonania dzieł Bożych. Jak organizm nieustannie przyjmuje pokarm dla podtrzymania życia i siły, tak dusza musi być stale w łączności z Chrystusem, być Jemu poddana i od Niego całkowicie zależna.

Jak znużony pielgrzym na pustyni szuka źródła, aby zaspokoić dręczące pragnienie, tak chrześcijanin będzie pragnął czystej wody, której źródłem jest Chrystus. Gdy poznamy doskonałość charakteru naszego Zbawiciela, powstanie w nas pragnienie całkowitej przemiany i odnowy na podobieństwo Jego czystej postawy. Im bardziej poznamy Boga, tym wyższe będzie nasze pojęcie o charakterze, tym gorętsze i pragnienie odzwierciedlenia Jego podobieństwa. Boski czynnik przenika człowieka wtedy, gdy dusza pragnie Boga, a tęskniące serce może wołać: „Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, bo w nim pokładam nadzieję moją” Ps 62,6.

Świadomość braków duszy oraz łaknienie i pragnienie sprawiedliwości są dowodem działania Chrystusa w naszym sercu, abyśmy Go szukali, by przez Ducha Świętego dokonał w nas tego, czego sami dla siebie nie jesteśmy w stanie uczynić. Nie musimy zaspokajać naszego pragnienia u płytkich strumieni, gdy przed nami znajduje się wielka Krynica, z której bogactwa wód możemy do woli czerpać, jeśli tylko wzniesiemy się nieco wyżej na ścieżce wiary. Słowo Boże jest źródłem życia i kto śpieszy do tego zdroju, tego z pewnością Duch Święty zaprowadzi do Zbawiciela. Znane prawdy ujrzymy w nowym świetle, a wersety Pisma Świętego nabiorą nowego znaczenia; wyjaśni się stosunek innych prawd do dzieła zbawienia i poznacie, że Chrystus, ów Boski Nauczyciel, stoi u waszego boku i was prowadzi.

Jezus woła: „Kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu” J 4,14. Komu Duch Święty objawi prawdę, ten przeżyje najpiękniejsze doświadczenia i gorąco zapragnie podzielić się z innymi ludźmi radosnymi sprawami, jakie mu objawiono. Będzie miał zawsze coś nowego do powiedzenia o charakterze i dziele Chrystusowym; będzie poczuwał się do obowiązku opowiadania o łaskawej miłości Chrystusa nie tylko tym, którzy Go miłują, ale i tym, którzy Go jeszcze nie poznali.

„Dawajcie, a będzie wam dane” Łk 6,38, bo Słowo Boże, to „krynica ogrodu, to studnia wody żywej, która spływa z Libanu” Pnp 4,15. Serce, które raz skosztowało miłości Chrystusowej, będzie jej pragnąć coraz więcej, a w miarę obdarzania nią bliźnich czerpać z niej będzie bezgranicznie. Każde objawienie się Boga w duszy ludzkiej zwiększa jej zdolność poznawczą i miłość. Nieustannym pragnieniem serca jest: „więcej znać Boga”, a Duch Święty odpowiada: „daleko więcej” Rz 5,9.10. Gdyż Bóg z upodobaniem „potrafi daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy albo o czym myślimy” Ef 3,2. Chrystus, który sam wyrzekł się wszystkiego dla zbawienia ludzkości, otrzymał Ducha Świętego bez miary. Podobnie będzie z każdym Jego naśladowcą, który Mu odda serce na mieszkanie, Pan bowiem nakazał: „Bądźcie pełni Ducha” Ef 5,18. Przykazanie to jest zarazem obietnicą spełnienia. „Gdyż w nim mieszka cieleśnie cała pełnia boskości, i macie pełnię w nim” Kol 2,9.10. Bóg wylał swą miłość nieograniczenie, jak deszcz ożywiający i odświeżający ziemię, o sprawiedliwości zaś mówi: „Spuśćcie niebiosa rosę z góry; a obłoki niech sączą sprawiedliwość! Niech się otworzy ziemia i niech wyrośnie zbawienie, a niech też wzejdzie sprawiedliwość!” Iz 45,8. „Gdy biedacy i ubodzy szukają wody, a nie ma jej, gdy ich język usycha z pragnienia, Ja, Pan, ich wysłucham, Ja, Bóg Izraela, ich nie opuszczę. Sprawię, że wytrysną rzeki na gołych miejscach i krynice wśród dolin, obrócę pustynie w kałuże wód, a ziemię suchą w źródła” Iz 41,17.18. „A z jego pełni myśmy wszyscy wzięli, i to łaskę za łaską” J 1,16.

„BŁOGOSŁAWIENI MIŁOSIERNI,
ALBOWIEM ONI MIŁOSIERDZIA DOSTĄPIĄ”
Mt 5,7

Serce ludzkie jest z natury zimne, nieczułe, bez miłości. Jeżeli odznacza się miłosierdziem i przebaczeniem, to tych wartości nie czerpie z siebie, lecz otrzymuje je od Ducha Bożego, wywierającego nań swój wpływ. „Miłujmy więc [Boga], gdyż On nas przedtem umiłował” 1J 4,19. Bóg jest źródłem wszelkiego miłosierdzia. Imię Jego jest „miłosierny i łaskawy” Wj 34,6. Nie postępuje z nami tak, jak na to zasłużyliśmy i nie pyta, czy jesteśmy godni Jego miłości, lecz obdarza nas nią z całą hojnością.

Bóg nie jest mściwy i nie chce karać, lecz pragnie zbawić. Surowość zaś objawiająca się w Jego czynach służy jedynie ku ratowaniu upadłych. Bóg pragnie ulżyć ludzkości w jej cierpieniach. On „nie pozostawia w żadnym razie bez kary”, lecz oddala wszelkie winy. Ludzie miłosierni są uczestnikami natury Bożej i dzięki tej zalecie miłość Boża objawia się w nich. Miłość ta, wypełniając serca, nie pozwala potępiać innych, odwrotnie — pobudza do ratowania grzeszników. Obecność Boga w nas równa się nigdy nie wysychającemu źródłu. Gdzie mieszka Bóg, tam jest miłosierdzie. Dobry chrześcijanin nigdy nie zastanawia się, czy dany grzesznik godzien jest pomocy, lecz stara się mu dopomóc, jeśli ten o tę pomoc się zwraca. W ubogich i wzgardzonych widzi dusze, za które na krzyżu umarł Jezus, by je ratować.

Miłosierni to ci, którzy mają litość nad biednymi, cierpiącymi i uciśnionymi. Job mówi o sobie: „Bo uratowałem ubogiego, gdy wołał o pomoc, sierotę i każdego, kto nie miał opiekuna (...) Byłem ojcem dla biednych i rozpatrywałem sprawę nieznajomego” Hi 29,12.16. Życie wielu ludzi jest twardą walką — cierpią niedostatek i nie widzą nic, za co mogliby dziękować Bogu. Toteż każde uprzejme słowo, serdeczne spojrzenie i współczucie okazane przez nas, jest dla nich tym, czym łyk zimnej wody dla spragnionego. Każde okazanie dobra sprawia im ulgę, czyni życie znośniejszym i bardzo często wiedzie do Chrystusa. Wszystko, co dobrego czynimy innym, jest wyrazem miłości Chrystusowej dla zgubionej i cierpiącej ludzkości.

Miłosierni dostąpią miłosierdzia. „Kto jest dobroczynny, będzie wzbogacony; a kto innych pokrzepia, sam będzie pokrzepiony” Prz 11,25. W duszy miłosiernego człowieka panuje pokój. Ciche zadowolenie jest udziałem pragnących dobra innych ludzi. Duch Święty przejawia się w dobrych uczynkach — porusza serca nieczułe, wzbudza w nich miłość i delikatność. A co zasiejemy, to będziemy zbierać. „Błogosławiony ten, który zważa na biednego, wyratuje go Pan w czasie niedoli! (...) Pan pokrzepi go na łożu boleści” Ps 41,2.4. Kto życie swoje oddał Bogu na służbę dla Jego dzieci, ten zjednoczył się z Panem wszechświata. Życie takiego człowieka łączy się złotym pasmem obietnic Bożych z życiem Boga. Pan go nie opuści w godzinie utrapienia i nędzy. Człowiek miłosierny zawsze znajdzie opiekę u miłosiernego Zbawiciela i przejdzie do żywota wiecznego.