Autorska płyta Mariusza Zawieruchy opowiada o cudzie życia na każdym jego etapie... W oczach Bożych jesteś cudem!

4. Dzień czwarty

„Gdy byłem małym chłopcem, płakałem, gdy mój młodszy braciszek miał większy kawałek ciasta”.

Mój ojciec wielokrotnie powtarzał ten fragment wierszyka mojemu bratu i mnie. Pamiętam, jak pewnego razu tuż przed świętami Bożego Narodzenia pewni mili członkowie Kościoła dali każdemu z nas torebkę świątecznych cukierków. Były to twarde cukierki, takie, które, można ssać godzinami.

Moi rodzice od razu zaczęli się martwić. Nie chcieli, abyśmy sobie psuli zęby czy żołądki, tak więc wprowadzili pewną zasadę. Tylko jeden cukierek i to tylko po jedzeniu. Żadnych cukierków między posiłkami. Miałem wtedy sześć lat, a mój brat osiem. A ta zasada była zbyt surowa dla małego chłopca, więc sięgałem po torebkę z cukierkami między posiłkami. Gdy ojciec się o tym dowiedział, wyrzucił wszystkie moje cukierki. Zacząłem się więc „bardzo troszczyć o zdrowie” mojego brata, postanowiłem mu dopomóc i wrzuciłem jego torebkę z cukierkami do toalety!

W rezultacie stosunki między nami przez pewien czas nie były najlepsze. Mój brat nadal lubi opowiadać tę historię przy każdej nadarzającej się okazji! Skąd się biorą takie zachowania? Co takiego tkwi w nas, co prowadzi ludzi do wojen w skrajnych przypadkach? Co skłania do rywalizacji w postaci gry w piłkę nożną czy ręczną? Dlaczego stale zadajemy pytanie, kto wygra, kto będzie na czele, kto będzie pierwszy?

To wszystko zaczęło się od grzechu, nieprawdaż? Lucyfer, cherubin nakrywający, „syn jutrzenki”, powiedział sobie: „Wstąpię na niebiosa, swój tron wyniosę ponad gwiazdy Boże i zasiądę na górze narad, na najdalszej północy. Wstąpię na szczyty obłoków, zrównam się z Najwyższym”. Możecie o tym przeczytać w czternastym rozdziale Księgi Izajasza. I na taką samą pokusę wystawił naszych pierwszych rodziców w ogrodzie Eden. Zapewniał ich: „Będziecie jako bogowie”. Początki grzechu sięgają chwili, gdy człowiek próbował przywłaszczyć sobie tę chwałę, która należała tylko do Boga Stworzyciela. Również my przez większość naszego życia spieramy się, kto jest większy. Mamy w tym upodobanie, gdy dostrzegamy naszą przewagę. Widzimy to w świecie interesu, w naszym sąsiedztwie, a czasami nawet i w Kościele. A w ostatecznym rozrachunku przynosi to śmierć.

Jak już zauważyliśmy wcześniej, przyczyną wszelkiego grzechu jest odłączenie się od Boga. To owocuje i jest widoczne w przemożnym pragnieniu, aby być pierwszym, najważniejszym. Egocentryzm jest źródłem wszelkich grzesznych czynów, myśli i postępowania w naszym życiu.

Czasami ludzie myślą, że gdy narodzili się na nowo (pod względem duchowym), to całkowicie i raz na zawsze skończyli z egocentryzmem, grzechem i wynikającym z tego nieposłuszeństwem. Ogarnia ich zdumienie, a nawet są przerażeni, kiedy w następnym tygodniu odkrywają, że popełniają niektóre stare grzechy, mają podobne problemy i upadki, jak dotychczas. Jakby wcale nie rozpoczęli życia z Chrystusem. I właśnie z tego powodu zbyt często nowonawrócony chrześcijanin zniechęca się i całkowicie rezygnuje ze społeczności z Bogiem, czekając na kolejne ożywienie i wezwanie do duchowego przebudzenia. Jednak nawrócenie nigdy nie było gwarancją stałej i absolutnej doskonałości. Tak więc pytanie — jaki związek istnieje między wzrastającym w wierze chrześcijaninem a chrześcijaninem upadającym, słabym i grzesznym — jest bardzo stosowne, choć bolesne.

JAK JEZUS TRAKTOWAŁ ZNANYCH GRZESZNIKÓW?

Czy jest to możliwe, aby święci grzeszyli? Czy jest możliwe, aby grzeszyć, wiedzieć, że się grzeszy i trwać w tym, co jest złe, nadal pozostając chrześcijaninem? Jak Jezus traktuje świętych, którzy grzeszą? Jest to sensowne pytanie, chociaż odpowiedź nie jest ekscytująca i pełna zachęty.

Spróbujmy rozważyć to zagadnienie i zwrócić uwagę na te fragmenty Pisma Świętego, które mówią, jak Jezus traktował grzeszących chrześcijan. „I przybyli do Kafarnaum. A będąc w domu, zapytał ich: O czym tak rozprawialiście w drodze? A oni milczeli, bo rozmawiali między sobą w drodze o tym, kto z nich jest największy”.

Widzicie Jezusa i Jego uczniów idących zakurzonymi drogami do Kafarnaum. Gdy Jezus zwrócił swój wzrok w kierunku Jerozolimy, uczniowie byli pewni, że idzie tam, aby ustanowić swoje królestwo. Oczywiście myśleli o królestwie ziemskim. Mieli więc jeszcze pewne sprawy do omówienia. Nie ustalili, kto zostanie prezydentem, kto premierem, a kto ministrem skarbu, nie podjęli decyzji, kto ma być największy.

Tak więc, gdy tak szli w kierunku Kafarnaum, próbowali się zatroszczyć o swoje niedokończone sprawy. Wiedzieli, że ich spór nie był stosowną rzeczą, dlatego wlekli się z tyłu za Jezusem. Szli tak daleko od Niego, że nie słyszał ich rozmowy, ale gdy byli już w domu, Jezus zapytał ich, o czym rozmawiali w drodze.

Uczy nas to czegoś bardzo interesującego o grzechu. Trudno jest grzeszyć w obecności Jezusa. Czy zauważyliście to? Faktycznie większość ludzi, nawet tych najbardziej złych, przyznaje, że trudno jest grzeszyć w obecności kogoś, kogo się kocha i bardzo szanuje. Przeważnie dopuszczamy się grzechu pod nieobecność tych, których kochamy i szanujemy. Musimy więc w jakiś sposób odczuwać, że jesteśmy z dala od Boga, z dala od Jezusa Chrystusa, by móc trwać w świadomym, umyślnym grzechu.

I oto widzicie uczniów wlokących się za Jezusem, z nadzieją, że ukryją przed Nim tak bardzo absorbujący ich temat rozmowy. Jednak gdy dotarli do Kafarnaum, do domu, w którym mieli się zatrzymać, Jezus wysłał Piotra z dziwną misją nad brzeg jeziora, miał iść do banku... do banku! Interesujący to bank, możecie chyba to potwierdzić. Rybi pyszczek. I gdy Piotr odszedł, Jezus zapytał pozostałych uczniów. Najwidoczniej miał więcej powodów do wysłania Piotra nad brzeg! Nie chciał, żeby był obecny, gdy będzie przypuszczał atak na pozostałych uczniów. Chciał, by mieli oni okazję pomyśleć bez Piotra, który zawsze odpowiadał na wszystkie pytania pierwszy.

Tak więc Jezus odesłał Piotra, a następnie zapytał uczniów: „O czym to rozmawialiście w drodze?”

A oni zaczęli przebierać nogami, roznosząc dokoła kurz, ogarnął ich niepokój. Nie odpowiedzieli. W Biblii czytamy: „Lecz oni milczeli”. Faktycznie, mieli powód ku temu! Gdy mnie zapytano, co się stało z torebką cukierków mojego brata, ja też milczałem! A Jezus kontynuował, jeszcze mocniej akcentując swoje pytanie. Aż w końcu jeden z uczniów ociągając się powiedział: „Nooo, hm, hm... Tak sobie rozmawialiśmy — eee, kto będzie największy w królestwie”.

„DAJCIE MI INNYCH DWUNASTU”

Ziemskie życie Jezusa było życiem pokory. Jezus wyparł się samego siebie i „wyniszczył samego siebie”, jak czytamy w liście do Filipian. Ten, który przyjmował hołdy i cześć wszystkich niebiańskich zastępów, przyszedł na tę ziemię i urodził się w skromnej stajence. Ten, który był tak bogaty, ponad wszelkie wyobrażenie, stał się biednym, abyśmy zostali ubogaceni Jego ubóstwem. I przy każdej okazji starał się pomóc uczniom zrozumieć, iż prawdziwa wielkość opiera się na upokorzeniu, ale oni tego nie pojęli.

W takiej chwili, jak przypuszczam, łatwiej byłoby Jezusowi powiedzieć: „Precz z moich oczu, ty marna dwunastko. Dajcie mi innych dwunastu uczniów, rozpocznę od nowa!” Ale zamiast tego, przywołał ich do siebie i powiedział: „Jeśli ktoś chce być pierwszy, niechaj stanie się ze wszystkich ostatnim i sługą wszystkich. Potem wziął małe dziecię, postawił je przed nimi i wziąwszy je w ramiona, rzekł do nich: „Kto by przyjął jedno z takich dziatek w imieniu moim, mnie przyjmuje, a ktokolwiek by mnie przyjął, nie mnie przyjmie, lecz tego, który mnie posłał”. Posłużył się małym dzieckiem, aby zilustrować, jakie rzeczywiście jest królestwo niebieskie.

Był uprzejmy dla swoich uczniów. Miał do nich cierpliwość. Nie potępił ich. Udzielił im lekcji, a gdy jej nie zrozumieli, nauczał ich dalej. A przede wszystkim, nadal z nimi chodził. Nadal z nimi przebywał. Nadal z nimi jadł, podróżował, pracował, powierzając im swoje dzieło i swoją misję.

WINNI NAJGORSZEGO GRZECHU

W tej historii mamy przykład tego, jak Jezus traktował swoich uczniów, gdy zgrzeszyli. Co było grzechem? Ich zarozumiałość i ambicja. O, powiemy, każdy ma trochę zarozumiałości. Na tym właśnie opiera się nasz świat. To dostarcza przyjemności w takich grach liczbowych, jak np. Toto-Lotek. Tak pojęta duma towarzyszy nam stale i być może pozbędziemy się tego „małego problemu” dopiero tuż przed śmiercią, dzięki dziełu uświęcenia. Lecz duma, zarozumiałość jest najgorszym grzechem. To właśnie grzech pychy zapoczątkował ten cały bałagan na świecie. I chociaż prawdą jest, iż w Bożej ocenie, tak samo jak i w ludzkiej, istnieją pewne stopnie grzechu, to jednak Boża skala jest inna. Zarozumiałość jest czymś najbardziej przeciwnym Bogu, ponieważ jest ona najbardziej sprzeczna z Jego naturą.

Grzech, jakiego winni byli uczniowie, był jednym z najgorszych, o ile nie najgorszym. Oni wiedzieli, że to, co robią, jest niewłaściwe, ponieważ zwlekali z popełnieniem grzechu tak długo, aż Jezus znalazł się w takiej odległości, iż nie mógł ich słyszeć. I wtedy go popełnili. Faktycznie trwali w tym grzechu przez całe trzy lata, które spędzili razem z Chrystusem, nawet tam, w sali na piętrze, owej nocy przed ukrzyżowaniem. Tak więc grzech ten kwalifikuje się, by go określić jako znany grzech, powtarzany, grzech lubiany, uporczywy, grzech zarozumiałości, dumy — nazwijcie go sobie, jak chcecie. Uczniowie byli winni najgorszego grzechu.

Pamiętam, że gdy byłem nastolatkiem, słyszałem, jak ktoś mówił, że jedynymi grzechami, jakie Bóg przebacza, są grzechy nieświadome. Człowiek ten przytoczył jeden lub dwa wiersze ze Starego Testamentu, starając się udowodnić na podstawie systemu ofiarnego, że wybaczane były tylko grzechy nieświadome. A to niemal oznaczało dla mnie koniec, ponieważ nie wszystkie moje grzechy były grzechami nieświadomymi. A jak jest z waszymi grzechami?

Pewni bibliści twierdzą, że zwrot „nie grzeszy”, który znajdujemy w trzecim rozdziale Pierwszego Listu Jana, oznacza, że żadnego grzechu nie popełniamy świadomie. Możemy zrobić błąd, możemy rozminąć się z celem, ale nie będziemy grzeszyli świadomie, umyślnie. Tak więc odnosimy wrażenie, że grzech, który może Bóg wybaczyć, to grzech, który popełniamy przez czysty przypadek. Jest jednak zbyt wielu ludzi, których grzechy są znacznie poważniejsze i którzy nie znajdują żadnego pocieszenia w takim rozumowaniu.

Ale z doświadczenia uczniów możemy się nauczyć, jak Jezus traktował tych grzeszników, którzy uświadomili sobie swój grzech, a jednak nadal grzeszyli.

CZY UCZNIOWIE BYLI NAWRÓCENI?

W tym momencie ktoś może powiedzieć: „problemem tych uczniów było to, że nie byli oni nawróceni”. Tego mi nie mówcie! Muszę wam przypomnieć, że byli to ci uczniowie, którzy wyganiali demony, oczyszczali trędowatych, uzdrawiali chorych i wskrzeszali umarłych. Bóg nie udziela mocy do czynienia takich rzeczy ludziom nienawróconym. Gdy siedemdziesięciu dwóch uczniów powróciło po wypełnieniu swojej misji, radując się z tego, że byli w stanie wyganiać demony, Jezus powiedział: „Radujcie się raczej z tego, iż imiona wasze w niebie są zapisane”. W trzecim rozdziale Ewangelii Jana czytamy, że nikt nie może nawet ujrzeć królestwa niebieskiego, dopóki nie narodzi się na nowo. Biorąc to pod uwagę, musimy więc założyć, iż dwunastu uczniów było nawróconych.

To prawda, że Jezus powiedział do Piotra w noc przed ukrzyżowaniem: „Gdy się kiedyś nawrócisz, utwierdzaj braci swoich”. Ale nie zapomnijmy, że nawrócenie jest sprawą każdego dnia — tu mowa jest o ponownym nawróceniu się Piotra. Gdy Piotr zaparł się Jezusa, potrzebował ponownego nawrócenia i okazania skruchy za swój grzech. Ale tam w sali, przed zaparciem się, gdy Piotr poddał się Jezusowi, pozwalając Mu umyć nogi, był czysty. Tak powiedział Jezus!

Nie można więc po prostu pominąć problemu świadomego grzechu uczniów, nazywając go brakiem nawrócenia. Jak w takim razie Jezus traktował uczniów, którzy byli winni świadomego grzeszenia? Wypowiedział znamienne słowa: „Każdy grzech... będzie ludziom odpuszczony”. Czy jest to dobrą nowiną?

GRZECH NIEWYBACZALNY

A co wiemy na temat grzechu niewybaczalnego? Jest o nim mowa w tym samym fragmencie, w dwunastym rozdziale Ewangelii Mateusza. Ale zaczekajcie chwilę. Jeśli każdy grzech będzie odpuszczony, w takim razie musi to także obejmować grzech niewybaczalny, czyż nie tak? Jezus powiedział: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości”. Tak więc Jezus chętnie wybaczy każdy grzech i może to uczynić, nieprawdaż? Mówi, że każdy grzech będzie wybaczony. Co w takim razie jest tym grzechem niewybaczalnym? Jedyny grzech, jaki nie może być wybaczony, to grzech, o którego wybaczenie nie proszę, grzech, którego nie będę szczerze żałował. Nauka o grzechu niewybaczalnym jest więc niezwykle prosta. Podkreślmy to sobie na czerwono i na zielono, i na pomarańczowo, i na fioletowo, że „każdy grzech... będzie ludziom odpuszczony”, a to obejmuje także grzechy świadome, grzechy powtarzane, grzechy uporczywe, nawet najgorszy grzech, jakim jest pragnienie wywyższania się.

Jeśli Jezus wyraźnie powiedział, że każdy grzech będzie odpuszczony, jeśli wybaczył uczniom i nadal z nimi chodził, nawet wtedy, gdy ciągle dopuszczali się tego najgorszego grzechu, w takim razie Jezus musi być zdecydowany i gotowy wybaczyć wszystkie inne grzechy, takie jak morderstwo, kradzież , cudzołóstwo itp., nieprawdaż?

NIE MA POTĘPIENIA

Zasada biblijna jest taka: „Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził, lecz aby świat był przez Niego zbawiony”.

Jezus udzielił jawnogrzesznicy, którą do Niego przyprowadzili nauczeni w Piśmie i faryzeusze, dwuczęściowej odpowiedzi. Jest ona wzorem odpowiedzi dla każdego, kto został przyłapany na popełnianiu grzechu. Jezus powiedział: „Nie potępiam cię”, ale to nie wszystko. Co jeszcze dodał? „Idź i nie grzesz więcej”. Widać w tym doskonałą równowagę.

Często, gdy kogoś, kogo kochamy, przyłapiemy na grzechu, mówimy: „W porządku. Nie potępiam cię”. I zapominamy o drugiej części. Bóg kocha grzeszników, ale nienawidzi grzechu. Bóg nie tylko wybacza słabym, niedojrzałym i wzrastającym w wierze chrześcijanom, ale i daje im moc do zwyciężania. Gdy uczymy się korzystać z tej mocy w naszym życiu, On nadal jest z nami. Jezus widzi człowieka nad sadzawką i mówi: „Nie grzesz więcej”. Jego moc jest dostępna. Ale jedynie przyjęcie Jezusa i Jego miłości oraz bezpośrednie z Nim kontakty dają moc do bezgrzesznego życia. To obecność Jezusa powoduje, że trudno nam zgrzeszyć. Dlatego właśnie nieustanna obecność Jezusa jest absolutną koniecznością w życiu każdego, kto dopuszcza się grzechu.

Najważniejszą rzeczą dla młodej, starającej się odnieść zwycięstwo osoby, która upada i grzeszy, jest pewność tego, że jest kochana. Ten tylko pozbywa się błędów, kto wie, że niezależnie od nich jest kochany i akceptowany. Ale czy nie prowadzi to przyzwolenia na grzech? Nie, bo tylko ta wspaniała wspólnota, stałe kontakty z Jezusem prowadzą do zwycięstwa.

POKÓJ PRZYNOSI ULGĘ

Przez długi czas myślałem, że jeśli mógłbym w jakiś sposób przezwyciężyć moje błędy, grzechy i słabości, wtedy miałbym wewnętrzny spokój. Ale odkryłem, że dopiero wtedy, gdy czułem wewnętrzny pokój, po raz pierwszy zacząłem skutecznie walczyć z moimi błędami, grzechami i słabościami. Spowodowało to w moim życiu prawdziwy przełom. Jedynie wtedy, gdy z osobistego doświadczenia wiemy, że Jezus nas nie potępia, że przyjmuje nas takimi, jakimi jesteśmy, jedynie wtedy osiągamy pokój — i to jest początek przemiany w naszym życiu.

Są cztery teksty, które doskonale obrazują prawdę o przebaczeniu, miłości i posłuszeństwie. Pierwszy z nich znajduje się w osiemnastym rozdziale Ewangelii Mateusza: „Wtedy przyszedł Piotr do niego i rzekł mu: Panie, ile razy mam odpuścić bratu memu, jeżeli przeciwko mnie zgrzeszy? Czy aż do siedmiu razy? Mówi mu Jezus: Nie powiadam ci: Do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu siedmiu razy”.

W czasach Chrystusa Żydzi mieli zwyczaj wybaczania do trzech razy. Piotr chciał być szlachetny i zaproponował, żeby przebaczać w dwójnasób i jeszcze jeden raz, podnosząc tę liczbę do siedmiu, czyli liczby „doskonałej”. Ale odpowiedź Jezusa wskazywała na to, że siedem razy nie wystarcza. Wybaczajcie aż do siedemdziesięciu siedmiu razy. Jak to rozumiemy? Czy mamy notować w księgach i wybaczać dokładnie tyle razy. Nie, Jezus mówi, że nasze wybaczanie powinno być nieograniczone.

Kolejny fragment znajdujemy w Ewangelii Łukasza: „Jeśliby zgrzeszył twój brat, strofuj go, a jeśli się upamięta, odpuść mu. A jeśli siedemkroć na dzień zgrzeszył przeciwko tobie i siedemkroć zwrócił się do ciebie mówiąc: Żałuję tego, odpuść mu. I rzekli apostołowie do Pana: Przydaj nam wiary”.

Czasami prosi się pastora, aby rozstrzygnął spór pomiędzy ludźmi. Pewnego razu zadzwonił do mnie zdenerwowany współwyznawca, ponieważ koń sąsiada przebiegł przez klomb jego petunii. Najpierw musiałem pohamować śmiech. Ale potem powiedziałem: „Wezwij policję”.

Być może nie była to najlepsza odpowiedź. Gdy się nad nią później zastanawiałem, pomyślałem o tym fragmencie Ewangelii Łukasza. Powinienem był powiedzieć: „Jeśli ten koń przebiegnie przez twoje petunie jeszcze sześć razy dzisiaj, nadal powinieneś mu przebaczać”.

Co byś ty powiedział, gdyby pewnego dnia koń sąsiada przebiegł przez twoje kwiaty siedem razy, a sąsiad przyszedłby po raz siódmy, aby powiedzieć: „Przepraszam” i że jest mu tak przykro. Wiecie, co ja bym powiedział? „Niechaj pan udowodni, że jest panu z tego powodu przykro i niechaj pan wreszcie zamknie tego nieszczęsnego konia!”

Jeśli Jezus powiedział nam, byśmy przebaczyli naszemu bratu siedem razy dziennie, Bóg jest gotów czynić to samo. I to jest podstawowa prawda. Bóg nie poprosi nas, abyśmy czynili coś, czego On sam nie chce uczynić. I tutaj ponownie widzimy, że Boże przebaczenie jest nieograniczone.

Kiedy ostatnio przyszedłeś wieczorem do Boga, po dniu, w którym siedem razy upadłeś i czyniłeś zło? Czy naprawdę wierzyłeś wtedy, że wszystko zostało ci wybaczone? To jest trudne, ponieważ ludzie nie myślą w taki sposób. To jest Boży sposób myślenia.

Gdy mówimy o takim przebaczaniu, zawsze znajdzie się ktoś, kto się zdenerwuje i powie: „Zamierzasz całkowicie pozbyć się potrzeby posłuszeństwa. Chcesz wprowadzić pewne przyzwolenie. Masz zamiar doprowadzić ludzi do igrania z łaską Bożą”.

Ale oto i trzeci fragment. Jest on w siódmym rozdziale Ewangelii Łukasza. Widzimy mieszkanie Szymona. Wchodzi Maria — ta, którą Szymon doprowadził do grzechu. Naciera olejkiem stopy Jezusa, a to zdenerwowało Szymona. Ma zamiar potępić Marię — grzesznicę. Myśli sobie: „Gdyby ten był prorokiem, wiedziałby, kim jest i jaka jest ta kobieta, która go dotyka, bo to grzesznica”.

Ale Jezus znał jego myśli i rzekł: „Szymonie, mam ci coś do powiedzenia”. I Jezus opowiada pewną prostą historię, którą rozumie tylko Szymon.

„Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden był dłużny pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. A gdy oni nie mieli z czego oddać, obydwom darował. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?”

„A Szymon, odpowiadając, rzekł: Sądzę, że ten, któremu więcej darował”.

„A on mu rzekł: Słusznie osądziłeś”.

Płynie stąd wniosek, że im więcej nam odpuszczono, tym bardziej miłujemy. Jest to zasada uniwersalna i ponadczasowa.

A teraz trzeba tylko dodać jeszcze jeden tekst, z czternastego rozdziału Ewangelii Jana, wiersz piętnasty: „Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie”. Oznacza to, że jeżeli zaczynamy rozumieć Boże przebaczenie, zauważymy, iż nie prowadzi ono absolutnie do przyzwolenia na grzech czy też do taniej łaski. Ono prowadzi do posłuszeństwa.

PRZEBACZENIE, ŁĄCZNOŚĆ, POSŁUSZEŃSTWO

Z naszymi ludzkimi ograniczeniami trudno nam przyjąć tak nieograniczone przebaczenie. Tylko wtedy, gdy ciągle poszukujemy Jezusa, gdy staramy się Go lepiej poznać i bardziej Mu ufać, tylko wtedy doświadczamy tego, co możemy wcześniej znać z teorii — miłości i przebaczenia Bożego. Kiedy Go miłujemy, wtedy jesteśmy Mu posłuszni. A jednak mimo że wzrastamy w ufności, w miłości i we wspólnocie z Nim, często wymykamy się z Jego rąk. Wtedy upadamy, popełniamy błędy i grzeszymy; wówczas musimy ponownie ze skruchą przyjść do Niego — nawet siedem razy jednego dnia.

Jest więc rzeczą możliwą, by wzrastający w wierze chrześcijanin odkrył w swoim życiu świadomy grzech i równocześnie kontynuował związek z Jezusem. Taki wniosek wypływa z fragmentów Biblii, które omówiliśmy w tym rozdziale. Uczniowie mieli łączność z Bogiem i równocześnie byli świadomi swego grzechu. Ale gdy studiujemy dalej, nasuwa się kolejny wniosek. Chociaż jest to możliwe, by utrzymywać z Bogiem łączność i jednocześnie popełniać grzechy, to wcześniej czy później, albo jedno, albo drugie musi zniknąć.

Judasz był szczególnym uczniem. Miał bystry umysł i przyjął poselstwo. Rozumiał też tę prawdę, że bez wątpienia albo grzech, albo łączność z Bogiem, kiedyś zniknie z jego życia.

Judasz powiedział: „Nie chcę zrywać z moim grzechem”. Tak więc świadomie zerwał kontakty z Bogiem i pozostał przy grzechu.

Doszliśmy zatem do problemu ulubionego grzechu, grzechu zarozumialstwa, wyniosłości — takiego rodzaju grzechu, który jest dowodem, że stoimy na niebezpiecznym gruncie. Gdy decydujemy się na przerwanie kontaktów z Jezusem czy też rezygnujemy z nich całkowicie wybierając grzech, wtedy znajdujemy się w niebezpieczeństwie.

Być może spotkaliście ludzi, którzy nie chcieli stać się zbyt religijnymi, ponieważ obawiali się, że ich życie się zmieni. Być może spotkaliście ludzi religijnych, którzy nie chcieli posunąć się już ani o krok w kontaktach z Chrystusem, gdyż nie pragnęli już żadnych dalszych zmian w swoim stylu życia. Takim człowiekiem był Judasz. Lecz inni uczniowie pozostali przy Jezusie. I nic nie mogło odłączyć ich od Niego.

Klasycznym przykładem przeciwieństwa Judasza jest Jan, umiłowany uczeń. Jan, tak samo jak Judasz, miał złe cechy. Ale Jan był człowiekiem, który zawsze był przy Jezusie. Jako jeden z pierwszych został uczniem Chrystusa. Słuchał kazań Jezusa i widział Jego cuda. Był w ogrodzie Getsemane, na dziedzińcu Kajfasza, przy krzyżu, u grobu Zbawiciela. Jan zawsze był blisko Jezusa. Miał jednak problemy. Razem ze swym bratem prosił o pozwolenie, aby spuścić z nieba ogień na wioskę samarytańską. On, jego brat i jego matka przyszli do Chrystusa, aby się ubiegać o zaszczytne miejsca w królestwie Bożym — jeden miałby zasiąść po prawej stronie Jezusa, drugi po lewej. Nazywano go synem gromu, ale on zdecydował się pozostać przy Jezusie i udowodnił, że jeśli ktoś trwa w łączności z Jezusem, wcześniej czy później grzech musi zniknąć z jego życia. Taka jest zasada.

Widzimy także Jana wiele lat później. Jest jedynym, który pozostał przy życiu, wszyscy inni uczniowie zginęli męczeńską śmiercią. Jan przebywał na wyspie Patmos, gdzie spisał poselstwo samego Jezusa. Napisał listy, w których m. in. znajdujemy takie słowa: „Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością”. Jan się zmienił — został przemieniony przez łaskę.

Możliwe, że odwiedził go któryś z jego dawnych przyjaciół i z radością mógł powiedzieć: „Janie, ty się zmieniłeś”.

A Jan być może popatrzył na niego i odrzekł: „Kto, ja?” Ludzie, którzy się zmienili, są ostatnimi, którzy się o tym dowiadują, i ostatnimi, którzy o tym mówią. Ale to łaska Boża dokonuje tego dzieła.

STAŁA ŁĄCZNOŚĆ

Pozwólcie, że wam przypomnę, iż jeśli będziecie poznawali Jezusa każdego dnia, jeśli w swoim osobistym życiu nawiążecie z Nim łączność i nic nie będzie mogło was od Niego oderwać, to tak jak u Jana, wasz charakter, niezauważalnie dla was, zostanie zupełnie przemieniony. Wasi przyjaciele zapewne to zauważą. I z jakimkolwiek grzechem będziecie walczyli, świadomym czy nieświadomym, uporczywym czy ulubionym, on w końcu całkowicie zniknie.

Czasami stajemy się niecierpliwi i staramy się zaplanować nasz chrześcijański wzrost i nasze duchowe zwycięstwa. Jednak lepiej tego nie robić! Jest to bowiem sprawa Boża, dzieło Ducha Świętego. Uczniowie przemieniani byli stopniowo: w przenośni możemy powiedzieć, że najpierw pojawiło się źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. I dopóki trwa wspólnota z Chrystusem, dopóty kontakty miłości są same w sobie ochroną przed przyzwyczajeniem. Im ściślejsze są więzi z Jezusem, tym dalej odchodzimy od złych nawyków czy zabawy w chowanego z łaską Bożą. Dzisiaj jestem wdzięczny za sposób, w jaki Jezus traktował grzeszników. Wnosi to nadzieję i pocieszenie w serca walczących, wzrastających chrześcijan.

A jeśli to prawda, że zostajemy przemienieni dzięki ustawicznej łączności z Chrystusem, to wskazuje nam to jeszcze lepiej drogę naszego posłuszeństwa. Jesteśmy przemienieni przez łaskę dzięki stałej łączności z Chrystusem — nie dzięki naszym własnym deklaracjom i wysiłkom w walce z grzechem i diabłem.

Przez długi czas w chrześcijaństwie wiele osób usiłowało pogodzić ze sobą dwie racje: z jednej strony, że potrafimy zachowywać przykazania Boże, że możemy odnieść zwycięstwo nad grzechem, z drugiej zaś strony, że potrzeba nam Bożej pomocy, z tym, że to my mamy ciężko pracować w celu zachowania posłuszeństwa.

Są dzisiaj tacy, którzy w swoim posłuszeństwie, opartym na własnych siłach, tak bardzo się załamali, że postanowili odrzucić całą wiarę w zwycięstwo nad złem. Ale przecież nie tego naucza Pismo Święte. Uczniowie grzeszyli i wciąż upadali. Trzeba jednak jeszcze coś do tego dodać! Przez ciągłe przebywanie z Chrystusem zostali przemienieni na Jego podobieństwo i stali się kimś więcej niż zwycięzcami przez Tego, który ich kochał.

Prawdą jest, że przyjęcie nas przez Boga nie opiera się na naszym posłuszeństwie oraz że Jego przebaczenie jest nieograniczone. Ale prawdą jest i to, że Bóg ma wystarczającą moc do tego, by zachować nas od grzechu.

To dobra nowina. Zrozumieć, że usprawiedliwienie następuje tylko przez wiarę i mieć całkowitą ufność, iż Bóg nas przyjmuje, na podstawie tego, co Jezus uczynił w naszym imieniu — to dobra nowina. Dobrze jest wiedzieć, że gdy wzrastamy w łasce, Jego przebaczenie jest nieograniczone i że ma On do nas ogromną cierpliwość. Ale jest też rzeczą możliwą pójść dalej i przyjąć prawdę, że posłuszeństwo i zwycięstwo nad grzechem jest dostępne i może się stać rzeczywistością w naszym życiu. Dobrze jest wiedzieć, że posłuszeństwo przychodzi tylko przez wiarę, tak samo, jak przebaczenie, które jest tylko przez wiarę. Apostoł Paweł mówił o tym już dawno temu: „Jak więc przyjęliście Chrystusa Jezusa, Pana, tak w nim chodźcie”.

DLACZEGO POSŁUSZEŃSTWO PRZYCHODZI TYLKO PRZEZ WIARĘ?

Teraz chciałbym pokrótce omówić osiem biblijnych powodów, dlaczego możemy być posłuszni tylko przez wiarę, a nie dzięki własnym staraniom.

1. Po pierwsze jest tak powiedziane w Biblii. Czy jest to dostatecznie mocny argument? W pierwszym rozdziale i siedemnastym wersecie Listu do Rzymian apostoł Paweł mówi: „Sprawiedliwy z wiary żyć będzie”. Kto jest sprawiedliwy? Jest nim ten, kto przyjął Bożą usprawiedliwiającą łaskę, nieprawdaż? I tutaj czytamy w Biblii, że ten sprawiedliwy, który został usprawiedliwiony, będzie także przez wiarę żył.

2. Posłuszeństwo może przyjść tylko przez wiarę, a to z powodu natury ludzkiej. Poświęciliśmy trochę czasu na zastanawianie się nad tym w dniu pierwszym. Apostoł Paweł stwierdza, że przez grzech jednego człowieka wielu stało się grzesznikami. A Jezus mówi nam, że dopóki się nie narodzimy na nowo, nie możemy ujrzeć królestwa niebieskiego. Jeśli jest prawdą, że „wszystkie nasze [własne] cnoty są jak szata splugawiona”, to posłuszeństwo zależy od całkowicie innej Mocy. Nie potrafimy niczego uczynić o własnych siłach.

3. Posłuszeństwo może przyjść tylko przez wiarę, ze względu na swój poddańczy charakter. Jak studiowaliśmy w Dniu 2, poddanie się oznacza rezygnację z siebie. Jeżeli zrezygnowaliśmy całkowicie z naszych możliwości, musimy polegać na mocy kogoś innego. Jest rzeczą niemożliwą, aby jednocześnie usilnie starać się o to, by być posłusznym, a zarazem zrezygnować ze swoich zdolności do posłuszeństwa. Rezygnacja wyklucza możliwość usilnych starań, by coś dokonać. Kiedy się poddajemy, powierzamy się Bogu i jesteśmy od Niego całkowicie zależni.

4. Posłuszeństwo przychodzi tylko przez wiarę ze względu na fakt, że Bóg chce, abyśmy znajdowali się pod Jego kontrolą. Mamy na tym świecie dwie możliwości wyboru, kto będzie kierował naszym życiem. Albo kieruje nami Bóg, albo szatan. Nie ma trzeciej możliwości. Sami możemy sprawdzać tylko to, która z tych mocy nami kieruje. Boże kierownictwo opiera się na miłości, a gdy poddamy się Jego łaskawemu kierownictwu, staniemy się posłuszni.

5. Posłuszeństwo może przyjść tylko przez wiarę ze względu na nasz żal za popełnione czyny. Skrucha jest darem, a nie naszym własnym dziełem. Czy znacie klasyczną definicję skruchy? Czym jest skrucha? Jest ona smutkiem z powodu grzechu i odwróceniem się od niego. Jeśli więc skrucha jest darem i smutkiem z powodu grzechu, i odwróceniem się od niego, to odwrócenie się od grzechu musi być także darem, czyż nie tak? Nie jest to coś, co osiągamy sami, jest to coś, co otrzymujemy.

6. Posłuszeństwo przychodzi tylko przez wiarę dlatego, że jest owocem wiary. Jezus jasno przedstawił tę naukę w piętnastym rozdziale Ewangelii Jana. Posłuszeństwo jest owocem. Zaś owoc jest wynikiem czegoś innego. Nie uzyskujecie owocu dzięki usilnym staraniom, by go wytworzyć — owoc otrzymujecie z Krzewu Winnego. Jeżeli jesteśmy w łączności z Winnym Krzewem, będziemy owocować spontanicznie, naturalnie.

7. Posłuszeństwo przychodzi tylko przez wiarę, a Jezus dał nam wspaniały tego przykład. Jezus wykonywał swoje dzieło i prowadził swoje życie dzięki mocy z góry, a nie dzięki własnej mocy. Przyszedł na ten świat nie tylko po to, aby za nas umrzeć, aby zapłacić karę za grzech, ale także po to, aby nam pokazać, jak żyć polegając na Mocy z wysokości. Jezus prowadził życie posłuszeństwa tylko przez wiarę i jest to przekonywający dowód, że zostaliśmy zaproszeni, aby żyć tak, jak On żył, w posłuszeństwie przez wiarę.

8. Posłuszeństwo może przyjść tylko przez wiarę dzięki faktowi, że zaproponowano nam odpoczynek w życiu chrześcijańskim oraz wytchnienie od winy grzechu. Przypatrzmy się temu ostatniemu punktowi dokładniej. W Biblii jest powiedziane: „A tak pozostaje jeszcze odpocznienie dla ludu Bożego”. Zwróćcie uwagę na to, że jest ono dla ludu Bożego — dla tych, którzy już Go przyjęli i stali się Jego dziećmi.

Większość z nas wie, co to znaczy być zmęczonym duchowo. Wszyscy, każde pokolenie, stawiali czoło brzemieniu świętości. A czasami różnica między brzemieniem świętości a brzemieniem grzechu jest niewielka. Często odczuwamy, że życie chrześcijańskie jest jakby wspinaniem się na strome wzgórze z ciężkim bagażem na plecach. Jednak Bóg w czwartym rozdziale Listu do Hebrajczyków proponuje odpoczynek dla ludu Bożego.

Zwróćmy uwagę na szereg innych fragmentów, w których czytamy o odpoczynku. W ostatnim poselstwie trzech potężnych aniołów jest powiedziane: „I nie mają odpoczynku we dnie i w nocy, którzy się kłaniają bestii i obrazowi jej, i jeśli kto bierze piętno imienia jej”. No, powiecie, tutaj jest mowa o ostatecznym zniszczeniu bezbożnych w jeziorze ognia. Ale w tym jest coś więcej niż jedynie prorocze i historyczne zrozumienie.

Jezus powiedział: „Pójdźcie do mnie wszyscy... a ja wam sprawię odpocznienie”. Tak więc, jeśli ci, którzy czczą „bestię i jej obraz”, nie mają odpocznienia we dnie i w nocy, jest to wynikiem tego, że nie przychodzą do Jezusa, nieprawdaż?

Jest jeszcze inny wiersz we fragmencie z czternastego rozdziału Księgi Objawienia, który ma bardzo interesujące znaczenie: „I usłyszałem głos z nieba mówiący do mnie: Napisz, błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają. Zaprawdę mówi Duch im, aby odpoczywali od prac swoich, a uczynki ich idą za nimi”. Wiem, że ma to coś wspólnego z cmentarzami i nagrobkami, i tymi, którzy umierają w wierze, oczekując powtórnego przyjścia Jezusa. Ale spójrzmy na to także nieco inaczej. Tu również mamy jeszcze inne znaczenie. „Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają”. Czy słyszeliście kiedyś o śmierci dla własnego „ja”, dzięki Chrystusowi? „Aby odpoczywali od prac swoich” — „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam sprawię odpocznienie”. „A uczynki ich idą za nimi”.

A w czwartym rozdziale Listu do Hebrajczyków ponownie jest mowa o odpoczynku: „Kto bowiem wszedł do odpocznienia jego, ten sam odpoczął od dzieł swoich, jak Bóg od swoich”. Kiedy Bóg odpoczął od swoich dzieł? Po akcie stworzenia, nieprawdaż? A było to wtedy, gdy dał dzień siódmy, jako pamiątkę, szczególny znak, aby nam przypominał o Jego stwórczym dziele. I tutaj, w Liście do Hebrajczyków, zostaliśmy zaproszeni, aby uczestniczyć w tym odpoczynku sabatu. A czego znakiem jest sabat? Uświęcenia. Czytamy o tym m. in. w trzynastym wierszu trzydziestego pierwszego rozdziału Drugiej Księgi Mojżeszowej oraz w wierszu dwunastym dwudziestego rozdziału proroctwa Ezechiela. Sabat jest znakiem Boga uświęcającego swój lud. Prawda o Bożym dniu odpoczynku i prawda o odpoczynku od naszych własnych wysiłków, dla uzyskania zwycięstwa, są ściśle ze sobą związane.

ODPOCZYNEK DLA ZMĘCZONEGO GRZESZNIKA, ODPOCZYNEK DLA ZMĘCZONEGO ŚWIĘTEGO

W czwartym rozdziale Listu do Hebrajczyków jest mowa o trzech rodzajach odpoczynku: odpoczynku od działania w tym celu, by zostać przyjętym przez Boga i otrzymać Jego przebaczenie, odpoczynku od dzieła zwyciężania wroga i odpoczynku od działań w celu dostania się do nieba czy też wejścia do ziemi obiecanej. Ale jest możliwe, by przyjąć jeden rodzaj odpoczynku, a drugi nie.

Wielu przyjęło Boży odpoczynek ze względu na nadzieję życia wiecznego. Ufają więc w dokonane dla nich dzieło Chrystusa. Ale równocześnie jest możliwa ich dalsza walka i zmaganie się, by żyć chrześcijańskim życiem. Zaczynają odczuwać, że chociaż „bieżące opłaty są zniesione, nie podołają z opłatami miesięcznymi”. I zaczynają myśleć, że dar zbawienia zbyt drogo ich w końcu kosztuje.

Ale dzisiaj zapraszam was, abyście skosztowali Bożego odpoczynku, abyście zaprzestali sami starać się o posłuszeństwo, zwyciężanie i uzyskanie pozycji zwycięzcy. Jeżeli będziemy ciągle poszukiwali osobistej łączności z Bogiem, On wprowadzi nas w odpoczynek, którego symbolem jest odpoczynek sabatu.

JAK BYĆ POSŁUSZNYM?

Spróbuję przedstawić to wszystko w możliwie najprostszy sposób. Jeśli nawiążesz kontakt z Panem Jezusem Chrystusem i będziesz trwać w łączności z Nim odtąd aż do czasu, gdy przyjdzie powtórnie, On dopełni reszty. Jest to najprostsza odpowiedź na pytanie, jak być posłusznym. „Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił, aż do dnia Chrystusa Jezusa” FIL. 1, 6. Przebaczenie jest darem, zbawienie jest darem i posłuszeństwo również nim jest. A wszystko to można otrzymać dzięki ustawicznej łączności i wspólnocie z Tym, który jest tego Dawcą.

Prawdziwe posłuszeństwo może być rozumiane i doświadczane tylko przez oddanego chrześcijanina. Nie jest to po prostu jakaś samopomoc, zmiana zachowań czy też sposób pozytywnego myślenia — wynikające ze zmian zewnętrznych tych, którzy dzięki silnej woli potrafią coś uzyskać. Posłuszeństwo przez wiarę pochodzi z serca, a otrzymuje je tylko ten, kto trwa codziennie w łączności z Jezusem Chrystusem.

Możecie zdecydować się na taką łączność z Bogiem, a wynikiem poznania Jezusa będzie posłuszeństwo, jakie przychodzi tylko przez wiarę. To, czego Bóg chce dokonać w nas i przez nas dla uwielbienia swego imienia przed ludźmi i przed całym wszechświatem, jest dobrą nowiną.

* * *
opracowanie tekstu © 2001 R. Chalupka, A. Samusionek