Autorska płyta Mariusza Zawieruchy opowiada o cudzie życia na każdym jego etapie... W oczach Bożych jesteś cudem!

5. Dzień piąty

Dopiero co wzięliśmy ślub, byłem więc gotów zrobić wszystko, byle tylko zadowolić moją żonę. Poświęcałem na to wiele czasu i siły, starając się wszystko robić nadzwyczaj dobrze. Chciałem sprawić jej przyjemność. Zacząłem się nawet zajmować sprawami domowymi. Ale wypastowałem podłogę niewłaściwą pastą i musiałem stracić potem wiele czasu, aby ją usunąć. Próbowałem zmywać naczynia, ale stłukłem niektóre z naszych ślubnych prezentów. Próbowałem nawet trochę poprasować, ale wypaliłem dziurę w jej ulubionej sukience. Gdy przygotowywałem śniadanie, niewłaściwie ustawiłem termostat w opiekaczu, i nie tylko spaliłem grzankę, ale także pewne elementy opiekacza. Skończyło się na tym, że czas przeznaczony na śniadanie minął na zeskrobywaniu spalenizny z grzanki. Gdy starałem się przyszyć guziki, przyszyłem jednocześnie przód do tyłu sukienki.

Żona chciała ze mną rozmawiać. Chciała, byśmy byli razem, ale ja miałem zbyt wiele rzeczy do zrobienia. Oczyszczałem grzanki, naprawiałem opiekacz, usuwałem niewłaściwą pastę! Tak więc nie miałem czasu na rozmowę i przebywanie z nią.

Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę, iż jest to tylko przypowieść! Ale jest rzeczą możliwą, żeby być tak zajętym staraniem się, by coś zrobić ku radości drugiej osoby, iż zapominamy, że to, co może ją zadowolić najbardziej, to znalezienie czasu, by usiąść i porozmawiać. Nasze wysiłki, aby kogoś zadowolić, kończą się fatalnie, jeżeli staramy się zrobić to, do czego nie jesteśmy zdolni.

A przecież jakże często w naszych stosunkach z Jezusem Chrystusem stajemy się tacy sami, jak Galacjanie, do których apostoł Paweł napisał: „Czyż aż tak nierozumni jesteście? Rozpoczęliście w duchu, a teraz na ciele kończycie?” Ga 3,3. Gdy staramy się i walczymy, aby zbawić się sami, jakże łatwo jest, nie w teorii, a w praktyce, odsunąć więź z Chrystusem na dalsze miejsce i zboczyć w kierunku legalistycznego pojmowania chrześcijaństwa.

Apostoł Paweł często musiał przypominać pierwszym chrześcijanom, że dzieło, jakie zapoczątkował Bóg w ich życiu, On sam poprowadzi aż do końca (zob. Flp 1,6. Powiedział im: „Jak więc przyjęliście Chrystusa Jezusa, Pana, tak w nim chodźcie” Kol 2,6. „A sprawiedliwy mój z wiary żyć będzie; lecz jeśli się cofnie, nie będzie dusza moja miała w nim upodobania. Lecz my nie jesteśmy z tych, którzy się cofają i giną, lecz z tych, którzy wierzą i zachowują duszę” Hbr 1,38.39. „Patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary” Hbr 12,2.

Nigdy nie wystarcza samo nawiązanie kontaktu z Chrystusem czy tylko jednorazowe przyjęcie Jego przebaczającej łaski. Bez stałego kontaktu z Chrystusem początkowe przyjęcie Go nigdy nie wystarczy do zbawienia. Małżeństwo jest czymś znacznie więcej niż powiedzeniem sobie — „tak” . Zawarcie związku małżeńskiego jest ważne, ale równie ważne jest pozostawanie w tym związku. Rozważmy kilka przykładów tej zasady stałej łączności, którą wyjaśniał sam Jezus: „Żaden, który przyłoży rękę do pługa i ogląda się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego” Łk 9,62. „A ponieważ bezprawie się rozmnoży, przeto miłość wielu oziębnie. A kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” Mt 24,12.13. „Jeśli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie” J 8,31.

Sięgnijmy teraz do piętnastego rozdziału Ewangelii Jana po najbardziej szczegółowe omówienie przez Jezusa potrzeby stałego z Nim kontaktu. Spędźmy z Nim czas w winnicy.

TRWAJĄC W WINNYM KRZEWIE

Jezus mówi: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest winogrodnikiem. Każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina, a każdą, która wydaje owoc, oczyszcza, aby wydawała obfitszy owoc. Wy jesteście już czyści dla słowa, które wam głosiłem. Trwajcie we mnie, a ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie” (wiersze 1-5).

W tej analogii mamy przede wszystkim Krzew Winny, którym jest Jezus. Mówi On: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym”. W Starym Testamencie tą winnicą był Izrael, ale okazał się krzakiem nieowocującym, znajdujemy więc nowe zastosowanie, nową interpretację Krzewu Winnego, i to w słowach Jezusa zapisanych właśnie w tym rozdziale. Izrael miał być ludem Bożym, ale jednym z jego problemów było to, że ludzie czuli się już bezpiecznie ze względu na samą przynależność do narodu izraelskiego. Współczesną analogią do tego narodu będą ci, którzy myślą o winnicy jako o Kościele i uważają, że tak długo, jak długo ich nazwiska znajdują się w księgach kościelnych, mają pewność wiecznego życia. Ale Jezus powiedział: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym”. Mówi On tutaj o kontaktach, o związku, o wspólnocie z Nim, a nie jedynie o przynależności do organizacji kościelnej .

Te słowa zostały wypowiedziane przez Jezusa bezpośrednio po wspólnej wieczerzy paschalnej. Potem Jezus wraz ze swymi uczniami udał się do ogrodu Getsemane. Gdy tak szli, najwidoczniej mijali winnicę. Jezus wskazał na winorośl, jaka była widoczna w świetle księżyca, i użył jej w przypowieści, aby nauczyć czegoś swoich uczniów.

Czy przyglądaliście się już kiedyś z uwagą winnemu krzewowi? Czy uważacie, że jest on piękny? Nie mam na myśli lata, gdy gałęzie są pełne liści. Mam na myśli zimę, gdy widzicie sam krzew winorośli. Jest bardzo brzydki! Wygląda, jak korzeń wyjęty z suchej ziemi, prawda? Jest brązowy, powyginany, sękaty, wygląda, jakby już nigdy nie miał ożyć. Może nam przypomnieć Tego, o którym w pięćdziesiątym trzecim rozdziale Księgi Izajasza zostało powiedziane: „Wyrósł bowiem... jak korzeń z suchej ziemi” Iz 53,2. Piękno Jezusa było raczej wewnętrzne, a nie zewnętrzne. W wersecie tym jest również powiedziane, że „nie miał postawy ani urody, które by pociągały nasze oczy”. Jego piękno płynęło z wnętrza i z Jego związku z Ojcem, winogrodnikiem z przypowieści.

Oczywiście, my jesteśmy w tym opowiadaniu gałęziami, a zdumiewający jest fakt, jeśli zwrócimy na to uwagę, że często gałęzie są piękniejsze niż krzew, ze swoimi zielonymi liśćmi wiosną i latem i jasnymi kolorami jesienią. To, co płynie z krzewu do gałęzi, owocuje pięknem, jakie sam Jezus pragnie dać swoim naśladowcom, podczas gdy On sam pozostaje z tyłu.

DWA RODZAJE GAŁĘZI

Zauważcie, że w tej przypowieści są w krzewie winnym dwa rodzaje gałęzi. Wiersz drugi: „Każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina”. Czy oznacza to, że jest rzeczą możliwą, by będąc gałęzią w Nim nie przynosić owocu? Tak tu jest napisane. Tu nie jest napisane o każdej gałęzi, która wydaje się prawdziwa, czy też każdej gałęzi, która należy do Kościoła, tu jest powiedziane: Każda latorośl, która we mnie...”.

A więc jest możliwe, żeby być z Jezusem w kontakcie, a nie przynosić owocu, przynajmniej przez jakiś czas. Być może Judasz był tego przykładem. To oczywiste, że nie przynosił owocu i został odcięty. Najwidoczniej nigdy w pełni nie poddał się Chrystusowi, ale miał przywilej, wraz z pozostałymi jedenastoma uczniami, wyganiać demony, uzdrawiać chorych i wzbudzać z martwych w mocy Chrystusa. Jest możliwe, aby człowiek stał się chrześcijaninem, był szczerze nawrócony, ale nie pozostawał w związku z Chrystusem, nie przynosił owocu i w końcu został odcięty. Kluczowym słowem jest trwanie w Nim. Nie wystarcza, aby być przyłączonym do Chrystusa, musimy w Nim stale trwać po to, aby owocować. Ta przypowieść jest także odpowiedzią dla tych, którzy twierdzą: „raz zbawiony, zawsze zbawiony.” Wskazuje, że jest możliwe, aby być latoroślą, a mimo to zostać odciętym.

Być przyłączonym do Krzewu Winnego, do Jezusa Chrystusa, to początek, ale tylko początek. Równie ważne jest, aby w Nim trwać. Co to oznacza? Jeżeli dokonacie studium Pisma Świętego analizując słowo przetłumaczone na język polski jako „trwać”, zauważycie, że występuje ono w znaczeniu „pozostawać, mieszkać”. Gdy Jezus przybliżył się do Emaus z dwoma mężczyznami w dzień zmartwychwstania, został zaproszony, aby zamieszkał z nimi — pozostał z nimi. W historii o Zacheuszu Jezus powiedział: „Dziś muszę zamieszkać w twoim domu” — „Dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”.

Trwanie w Krzewie Winnym nie następuje automatycznie. Łączność z Krzewem, łączność z Chrystusem musi być podtrzymywana. Ta przypowieść pozwala szeroko spojrzeć na zagadnienie boskiej mocy i ludzkiego wysiłku w życiu chrześcijańskim. Przedmiotem rozważań Jezusa było, jak człowiek ma wykorzystać swoją wolę i siłę woli w rozwoju chrześcijańskiego doświadczenia. Mamy w Nim trwać, a On w nas. Żadna latorośl, która jedynie okazjonalnie jest złączona z Krzewem, nie przyniesie owocu. Ten związek musi być trwały. Latorośl musi trwać w Krzewie.

Winorośl rodzi winogrona dlatego, że jest winoroślą, a nie dlatego, że ma nią być. Zdrowa latorośl przyniesie zdrowy owoc naturalnie, spontanicznie. Jeżeli macie zdrowy krzew i zdrową latorośl połączoną z tym krzewem, będziecie mieli owoc. Jeśli nie chcecie owocu z tej latorośli, możecie oddzielić ją od krzewu i nic więcej nie trzeba czynić, aby owocu nie było. Owoc to zapewne najbardziej naturalna rzecz pochodząca od prawdziwego krzewu i latorośli. Jeśli chcecie mieć winogrona, nie próbujecie ich sami wytwarzać. Niektórzy próbowali. Wyprodukowali plastikowe winogrona. Niektóre z nich wyglądały na zewnątrz nawet całkiem ładnie. Ale rozczarujecie się bardzo, jeśli zechcecie je zjeść!

CO TO SĄ WINOGRONA?

Co symbolizują winogrona? Apostoł Paweł napisał, że jesteśmy „pełni owocu sprawiedliwości przez Jezusa Chrystusa, ku chwale i czci Boga” Flp 1,11.

Proszę, zwróćcie przede wszystkim uwagę na to, że ten owoc to owoc sprawiedliwości, po drugie, że jest on przez Jezusa Chrystusa; i po trzecie, że jest on ku chwale i czci Boga. A apostoł Paweł, w piątym rozdziale Listu do Galacjan, mówi o owocu Ducha: miłości, radości, pokoju, cierpliwości itp.

A więc owocem jest sprawiedliwość — a sprawiedliwość jest czymś spontanicznym, jeśli gałąź jest połączona z Prawdziwym Krzewem. Oznacza to, że chrześcijanin nigdy nie wypracuje sprawiedliwości. Nigdy zresztą nie proszono go o to. Chrystus nie mówi, abyśmy bardzo starali się wydać owoc — On zaprasza nas, abyśmy w Nim trwali. Tak więc świadomym wysiłkiem w życiu chrześcijańskim jest zawsze, i jedynie, staranie się o zachowanie wspólnoty z Jezusem, staranie się o to, aby trwać w Krzewie. Nigdy zaś o to, aby owocować sprawiedliwością. Gdy bowiem trwamy w łączności z Krzewem, wtedy owoc pojawia się sam.

Chrystus jest końcem prób wydawania owocu z dala od Krzewu Winnego. Gdy wiemy, jaki jest nasz stan, gdy widzimy naszą całkowitą bezsilność w staraniach przyniesienia prawdziwego owocu bez Niego, wtedy dochodzimy do miejsca, w którym przyznajemy wraz z apostołem Pawłem, że dobro, jakie sami chcemy wytworzyć, nie istnieje (zob. Rz 7,18). Wcześniej nie potrafimy także pojąć, co to znaczy być naprawdę w łączności z Krzewem. Jeśli to zrozumiemy, wówczas zdamy sobie sprawę z konieczności i przywileju trwania w Jezusie.

„BEZE MNIE NIC UCZYNIĆ NIE MOŻECIE”

Niektórzy ludzie obawiają się religii, którą można podsumować w słowach „nie rób nic”. Ale słowa, zapisane w piątym wierszu, w piętnastym rozdziale Ewangelii Jana, pochodzą wprost z ust Jezusa. Zwróćcie na nie uwagę, podkreślając nieco pierwsze zdanie: „Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami”.

Ja jestem krzewem winnym. Wy nie jesteście krzewem winnym. Wy jesteście latoroślami. Przeczytajmy teraz ostatnią część piątego wersetu: „beze mnie nic uczynić nie możecie”. Zauważcie, proszę, że chociaż jest to stwierdzenie w formie przeczącej, można je także oddać w formie twierdzącej, tak jak w Liście do Filipian 4,13: „Wszystko mogę w Chrystusie” (BG). Z Nim potrafimy dokonać wszystkiego.

Jak cudowne jest zbawienie w niebie i jak pewna jest nasza nadzieja życia wiecznego, tak również jest pewna prawda, że gdy Mu się poddamy, Jezus może osiągnąć swój cel, aby żyć Jego życiem już teraz. A wtedy wynikiem tego będzie wielkie owocowanie. Jest nadzieja na żniwa, na owoc, na wyniki w winnicy Pańskiej. Sam Bóg jest zainteresowany owocem. Sam Bóg pragnie ujrzeć wyniki, doczekać się żniwa. On jest gospodarzem, wielkim ogrodnikiem, a ogrodnik zawsze spodziewa się owocu. Nie oczekuje przecież niczego innego.

Gdy rozmawiałem z jednym z moich sąsiadów o zakończonym dziele Chrystusa na krzyżu i o tym, że nasze zbawienie i życie wieczne zostały nam zapewnione dzięki ofierze Jezusa, na koniec zapytał: „Skąd więc konieczność uświęcenia? Jaki cel osiągamy prowadząc życie chrześcijańskie?”

Jaki jest cel przynoszenia owocu? Jest on „ku chwale i czci Boga”. W piątym rozdziale Ewangelii Mateusza czytamy: „Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” Mt 5,16. A więc, jaki jest cel owocowania? Mamy uwielbić i uczcić Boga, i tym sposobem okazać miłość do innych. Na podstawie nauki Jezusa mamy nadzieję na żniwa, na owoce z winnicy, ku chwale Boga.

CO ZROBIĆ, BY TRWAĆ

W jaki sposób trwasz w Winnym Krzewie? W jaki sposób pozostajesz w tak bliskim związku z Jezusem Chrystusem? Doszedłeś już do końca swoich możliwości, zrozumiałeś, że sam, w oderwaniu od Niego, nie potrafisz owocować; uznałeś, że bez Niego nic nie możesz uczynić, cóż więc robisz? Co to znaczy trwać w Chrystusie, być w Chrystusie i mieć Chrystusa w sobie (zob. Kol 1,27). Oczywiście odnosi się to do bardzo bliskich kontaktów. Właśnie o tym tu jest mowa. Chrystus mówi tutaj: pozostań w takich kontaktach, jakie nawiązaliśmy wtedy, gdy przyjąłeś mnie po raz pierwszy, jako swoją jedyną nadzieję. Pozostań razem ze Mną.

Proszę, nie wpadnijcie teraz w pułapkę, myśląc, że sposobem na pozostanie z kimś we wspólnocie jest staranie się o to, aby czynić to, co go zadowoli, to znaczy kupić jego miłość naszymi uczynkami. Pamiętajmy, że uczynki są wynikiem łączności, a nie odwrotnie. Nie są więc sposobem na pozostanie z kimkolwiek we wspólnocie.

Przyjęliśmy Jezusa, postawiliśmy Go na pierwszym miejscu i zostaliśmy połączeni z Krzewem, nie dzięki naszym staraniom, by uczynki pozwoliły nam stać się godnymi tego, ale dzięki przyjęciu ogromnego daru Jego łaski. Jednak proszę nie myśleć, że przyjęcie Jego łaski nie jest żadnym wysiłkiem. Jak zauważyła większość grzeszników, poddanie się i przyjście do Chrystusa jest ciężką pracą. Ale jest to inny rodzaj pracy niż praca w celu osiągnięcia sprawiedliwości i akceptacji ze strony Boga. Wysiłek, jaki trzeba podjąć, to uznanie, że sami nie możemy nic uczynić, to przyjście do Chrystusa i przyjęcie Jego łaski.

Czy kiedykolwiek zaobserwowaliście, że codzienne przychodzenie do Chrystusa jest wielkim wysiłkiem? Często tak bywa. Musicie przyznać, że Paweł użył właściwego wyrażenia, kiedy nazwał to bojem — „dobrym bojem wiary”. Nie zawsze jest łatwo znaleźć jakieś zaciszne miejsce, aby w danym dniu nawiązać osobistą łączność z Bogiem. Nie zawsze jest to również łatwe, by utrzymywać z Nim kontakt przez cały dzień. Czasami staje się to prawdziwym wysiłkiem.

W piętnastym rozdziale Ewangelii Jana Jezus mówi nam, gdzie powinniśmy skierować nasze wysiłki – mówi nam, abyśmy w Nim trwali. A jeśli zdecydujemy się w Nim trwać, nie musimy troszczyć się o owoc. Będzie on naturalnym i spontanicznym wynikiem tego trwania w Nim.

Przyjmujemy Jezusa, jako naszego osobistego Zbawiciela, przede wszystkim przez wiarę w Niego. W taki właśnie sposób nawiązujemy łączność z Winnym Krzewem. Oto sposób, w jaki ta łączność jest utrzymywana. Jest niezwykle ważne, aby zrozumieć, że Jezus nie obarcza nas odpowiedzialnością za nasze uczynki czy nasze owocowanie. Jakkolwiek jest prawdą, że mamy owocować, prawdą jest i to, że można to osiągnąć tylko przez wiarę w Niego. „Bo beze mnie nic uczynić nie możecie” — mówi Jezus.

Latorośl nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w Krzewie Winnym. Jednak jeśli trwa w Krzewie, przyniesie obfity owoc. Owoc jest naturalnym wynikiem trwania w Chrystusie.

ALE POTRZEBA NA TO CZASU

Jest jeszcze coś innego w tej analogii do winnicy, czego nie powinniśmy pominąć — owoc nie pojawia się przez jedną noc. Idea krzewu winnego, latorośli i winnicy wskazuje, że istnieje coś takiego jak wzrost, rozwój. Dzieje się to stopniowo, a nie wszystko od razu. Żadna winnica nie owocuje bez przerwy. Wydanie owocu wymaga czasu.

Możecie nie bardzo się orientować, jak wygląda praca w winnicy, ale przypuszczam, że większość z was próbowała już przesadzać jakąś roślinę. Udajmy się więc na chwilę do ogrodu, zamiast do winnicy, aby zaobserwować tę zasadę wzrostu. Kiedyś moja żona przyniosła do domu jakąś roślinę. Przez pewien czas rozwijała się ona w doniczce, ale później doniczka była już dla niej za mała. Trzeba było ją przesadzić. Wybrałem więc na chybił trafił miejsce, bez zastanowienia się, i tam ją przesadziłem.

Musiałem ją jednak wykopać i przesadzić ponownie, ponieważ posadziłem ją w niewłaściwym miejscu. Tylko że teraz, w tym kolejnym miejscu, ona mi się nie podobała, tak więc jeszcze raz ją wykopałem i przesadziłem. Roślina była już zmęczona tym wykopywaniem i przesadzaniem, choć wcześniej dobrze się ukorzeniła. Następnego dnia zauważyłem, że liście zaczęły opadać. „źle się dzieje” — stwierdziłem.

Gdy studiujecie przypowieść o winnicy, musicie sobie uzmysłowić, że kiedy latorośl jest złączona z krzewem, ciągle trwa proces wzrostu. To bardzo bolesne odkrycie, gdy po podjęciu decyzji pozostania z Chrystusem uświadamiamy sobie naszą niedojrzałość i dostrzegamy, że praca nad nami nie została jeszcze ukończona.

W winnicy możemy również zaobserwować, że latorośl nie potrafi przynieść owocu, jeśli związana jest z krzewem tylko od przypadku do przypadku lub gdy jej zależność jest częściowa. Nie jest Bożym planem, abyśmy trochę ufali Jemu i trochę samym sobie.

Przypomina mi się historia o pewnym mężczyźnie, który dawno temu szedł poboczem drogi, niosąc jakiś pakunek na plecach. Ktoś mijał go wozem konnym. Koń wyglądał na starego i zmęczonego, wóz był mały. Kiedy człowieka z pakunkiem poproszono, aby usiadł na wozie, cały czas trzymał na plecach swój pakunek. Myślał, że nie byłoby to ładnie z jego strony, gdyby poprosił człowieka w wozie, by przewiózł nie tylko jego, ale i jego paczkę!

Inny mężczyzna wsiadł na statek na rzece Missisipi, udając się w czterodniową podróż. Kupił bilet, ale wydał na niego wszystkie swoje pieniądze. Nie stać go już było na wykupienie posiłków na pokładzie statku, zabrał więc z sobą trochę sucharów i sera, aby mieć co jeść w drodze. Za każdym razem w porze posiłków, gdy pozostali pasażerowie szli do jadalni, chował się za kominem i tam zjadał swoje suchary z serem. Ale po upływie kilku dni jego suchary i ser zaczęły pleśnieć i czuł, że zanosi się na głodówkę. Aż pewnego razu znaleziono go w jego kryjówce i powiedziano: „Co się z tobą dzieje? Kupując bilet zapłaciłeś również za wszystkie posiłki. Chodź i jedz razem ze wszystkimi”.

Przyjmujemy łaskę Bożą i mówimy: To wspaniałe. Bóg uczynił wszystko, abym się mógł znaleźć na wieki w niebie. Teraz tylko muszę dźwigać swój własny bagaż. I gdy walczymy o to, by przynosić owoc o własnych siłach, zamieniamy brzemię grzechu na brzemię świętości. Jezus zaprosił nas, abyśmy na uczcie weselnej Baranka korzystali z Jego stołu, a nam się wydaje, że powinniśmy przyjść z naszym własnym pożywieniem. Przyjmujemy, jako dar, Jego pełną mocy ewangelię i jesteśmy nią poruszeni. Ale poruszenie to mija, gdy nie zauważymy, że we wszystkim mamy działać w ten sam sposób, w jaki przyszliśmy do Niego po raz pierwszy — tylko przez wiarę. Wciąż chcemy do tego coś dodawać, dlatego pozwolenie Jezusowi na to, by brał na siebie nasze brzemiona, grzechy i upadki, staje się dla nas bolesne. Nie pozwalamy Mu na to, aby dał nam moc do posłuszeństwa, moc, której tak bardzo potrzebujemy. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że On chce dać nam ostateczne zwycięstwo i dar przezwyciężania grzechu.

JEZUS NASZYM PRZYKŁADEM

Jest jeszcze inna lekcja, jakiej możemy się nauczyć z przypowieści o winnicy. Jezus jest naszym przykładem trwania. Czy wiedzieliście o tym, że winorośle trzeba podpierać? Krzewy winne nie mogą stać same, ale muszą się wesprzeć na drewnianej kracie albo jakiejś innej podporze. Jezus powiedział, że On jest krzewem winnym, a wsparcie pochodzi od Jego Ojca, który jest winogrodnikiem. W swoim ziemskim życiu Jezus był najdoskonalszym przykładem trwania i polegania na Kimś innym w osobistych kontaktach i wspólnocie. Pismo Święte mówi nam, że wstawał bardzo wcześnie, o świcie, aby w otoczeniu przyrody poświęcić czas na kontakt z Ojcem. Często spędzał całe noce na modlitwie.

Pomysł spędzenia całej nocy na modlitwie może być całkiem odstraszający. Jezus nie prosi nas jednak o to. Nie prosił też swoich uczniów, aby tak czynili. Ale kiedy ostatnio poświęciłeś piętnaście minut czy pół godziny, odpowiadając na pełne miłości zaproszenie Jezusa, aby trwać w Nim tworząc bliską więź?

Oczyma wyobraźni widzę dwóch mężczyzn wędrujących szlakiem wiodącym do Emaus (zob. Mt 24). Przyłącza się do nich obcy człowiek. Gdy po drodze rozmawia z nimi, ich serca zostają poruszone. Jest późno, kiedy przybywają do domu, mówią więc do obcego: „Zostań z nami. Robi się późno. Zostań w naszym domu”. Byli pod wrażeniem Jezusa wcześniej, niż zdali sobie sprawę z tego, kim był ów obcy człowiek.

Mój przyjacielu, robi się późno. Znaki wskazują na to, że robi się późno. Robi się ciemno dookoła. Zawsze było ciemno, ale teraz robi się jeszcze ciemniej. Czy nie przyłączysz się do tych dwóch uczniów, którzy zdecydowali się poprosić Jezusa, aby z nimi pozostał? Czy nie dołączysz do nich, mówiąc: przyjdź i zostań w naszym domu?

NADEJŚCIE ŻNIW

Jeśli trwamy w stałym kontakcie z Chrystusem, pozwalając Mu na to, aby dokonywał swoich dzieł w naszym życiu, jeśli nadal poszukujemy z Nim wspólnoty i łączności, możemy z radością czekać na czas żniw. Ten czas nastanie za naszego życia, jeżeli będziemy w Nim trwać. A gdy Jego dzieło jest w nas dokonywane, owoc Ducha dojrzeje.

Jeden z moich przyjaciół, który wiele podróżował, miał małą, trzy- lub czteroletnią córeczkę. Pewnego dnia powrócił z podróży, a kiedy wszedł do domu, dziewczynka, która nie widziała go od wielu dni, przybiegła do niego wołając: „Tatusiu, popatrz! Nauczyłam się pisać”. W ręku trzymała małą kartkę, a na niej były wszelkiego rodzaju znaki, kropki i kreski. Istne bazgroły.

Jednak on, jak wielu innych dobrych tatusiów, powiedział: „No, widzę, że naprawdę nauczyłaś się pisać. Czyż to nie jest wspaniałe? Naprawdę pięknie”.

A gdy to mówił, jej oczy robiły się coraz większe, otworzyła buzię i powiedziała: „A co tu jest napisane, tatusiu?”

Wtedy zrobiło mu się gorąco. Nie wiedział, co powiedzieć. Przez chwilę jąkał się, a potem wydusił z siebie: „Powiem ci, córuniu. Tutaj jest napisane, że jesteś małą dziewczynką i że naprawdę bardzo chcesz umieć pisać, i starasz się robić to jak najlepiej. Napisałaś też, że ta mała dziewczynka rośnie, i pewnego dnia będziesz pisała pięknie”.

Popatrzyła na niego i spytała: „To wszystko jest tu napisane, tatusiu?” „Tak”.

Jako rozwijający się chrześcijanin mozoliłem się nad udoskonaleniem mojego posłuszeństwa, które w ogóle nie było żadnym posłuszeństwem. To coś takiego, jak bazgroły, kropki i kreski. Zaniosłem to posłuszeństwo do Boga i powiedziałem: „Popatrz! Nauczyłem się, jak być posłusznym!”

A On, jako mój niebieski Ojciec, mówi do mnie: „Czy wiesz, co mówią mi twoje wysiłki? Mówią mi, że jesteś prawdziwym chrześcijaninem, skoro naprawdę się troszczysz o swoje posłuszeństwo. Mówią mi, że się rozwijasz i że pewnego dnia poznasz, jaka jest prawda”.

I tak możemy oczekiwać na czas dojrzałości, na żniwa w naszym własnym życiu, możemy też wyglądać czasu żniw dla całego świata. Bóg potrafi dokończyć to, co rozpoczął w naszym życiu. Tak długo, jak jesteśmy z Nim, nie musimy się obawiać niczego.

Dzisiaj miliony ludzi wierzą w powtórne przyjście Chrystusa. Był jednak czas, że ci, którzy o tym głosili, byli uważani za zwiastunów nieszczęścia i proroków przeznaczenia. Ale dzisiaj, nawet ci naukowcy i mężowie stanu, którzy analizują wydarzenia na świecie, przepowiadają katastrofę. Świeccy przywódcy również zdają sobie sprawę z tego, że świat zbliża się do swego końca, są jednak bezsilni, aby temu zapobiec.

Wiele lat temu mój ojciec i mój wujek prowadzili publiczne spotkania ewangelizacyjne w pewnym mieście. Kiedyś, gdy wujek rozpoczął właśnie przemówienie na temat końca świata i powtórnego przyjścia Jezusa, z przodu sali wstał nagle jakiś mężczyzna. Odwrócił się twarzą do zgromadzonych i zaczął krzyczeć: „Nie wierzcie temu, co ci Vendenowie mówią. To dwójka zwiastunów nieszczęścia. Mówią o końcu świata, a to się nigdy nie stanie. Wszystko jest tak, jak zawsze było i zawsze będzie”. Potem zwrócił się do mojego wujka, mówiąc: „Nie ma pan ani jednego dowodu na to, że tak się stanie!”

Wówczas mój wujek powiedział: „Ależ mam! Pan nim właśnie jest”.

Ten zapytał: „Jak mam to rozumieć?”

Wujek otworzył swoją Biblię i przeczytał w trzecim rozdziale 2 Listu Piotra trzeci i czwarty werset: „W dniach ostatecznych przyjdą szydercy z drwinami, którzy będą postępować według swych własnych pożądliwości, mówiąc: Gdzież jest przyobiecane przyjście jego? Odkąd bowiem zasnęli ojcowie, wszystko tak trwa, jak było od początku stworzenia”.

Wtedy ten człowiek osunął się na swoje krzesło. To było wspaniałe! Pan dał właściwe słowa na właściwy czas.

Bóg niczego nie rozpoczynał po to, aby nie dokończyć. Gdy rozpoczyna coś, widzi wszystko aż do końca. Nawet gdy Jezus pozostawił grób w poranek zmartwychwstania, zatrzymał się na chwilę, aby poskładać prześcieradła. Zrobił wszystko, co należało. Nic już więcej nie trzeba było uzupełniać. O ile więc pewniejsze jest, że dokończy dzieła odkupienia, odnowy. Obiecał nam znacznie więcej niż jedynie duchowy makijaż, nam, urodzonym w tym świecie grzechu. Czy nie jesteście Mu wdzięczni, że może nadal wykonywać swój plan zbawienia, aż do samego końca, który jest jedynie początkiem wieczności? I nic nie może Go przed tym powstrzymać.

POWTÓRNE PRZYJŚCIE: DOBRA CZY ZŁA NOWINA?

Jaka jest twoja reakcja, gdy czytasz, słuchasz, lub myślisz o powtórnym przyjściu Chrystusa? Czy brzmi to dla ciebie jak dobra, czy zła nowina? Bez względu na to, czy jesteś przerażony, czy podekscytowany, zachodzi istotne pytanie — czy będziesz gotowy?

„O — może powiesz — jestem zbyt daleko od tego. Nigdy sobie nie poradzę. Nie ma dla mnie szansy na tym świecie”. Zapytałem młodego człowieka, jaką pierwszą rzecz chciałby zrobić w niebie. Odpowiedział: „Jeśli dostanę się do nieba, będę tym tak zaskoczony, że nie będę wiedział, co mam zrobić!”

Oto, dlaczego teraz chciałbym wam podać tekst, który daje nadzieję, ponieważ dowiadujemy się z niego, w jaki sposób możemy być przygotowani na przyjście Chrystusa. Czytajcie ze mną List do Efezjan, drugi rozdział i wiersz trzynasty: „Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową”. Czy macie poczucie, że jesteście bardzo dalecy? Przez krew Jezusa, przez Jego pojednanie i ofiarę na krzyżu za was, stajecie się bliscy. A to jest dobra nowina, prawda? Zbawienie to nie coś, na co my sami sobie zapracujemy, jest to coś, co przyjmujemy jako dar. I możemy każdego dnia ponownie je otrzymywać.

Czy jesteś zbawiony? Czy możesz wiedzieć, że jesteś teraz zbawiony? Oczywiście, zależy to jedynie od tego, co masz na myśli. Są trzy greckie słowa na określenie zbawienia. Jedno ma związek z pytaniem: „Czy przyjąłem śmierć Jezusa za wszystkich ludzi?” Drugie: „Czy obecnie utrzymuję zbawcze kontakty z Jezusem?” I trzecie: „Czy będę zbawiony kiedyś w przyszłości?”

Pozwól, że cię zapytam: Czy przyjąłeś śmierć Jezusa za wszystkich ludzi? W takim razie w tym sensie jesteś zbawiony. Czy obecnie znajdujesz się w zbawczych kontaktach z Jezusem Chrystusem? Czy rozmawiasz z Nim? Czy rozmawiałeś z Nim już dzisiaj? Czy osobiście poświęcasz Mu czas? Powinieneś umieć odpowiedzieć sobie na te pytania. A wtedy nie musisz się martwić o to, czy będziesz, czy też nie będziesz zbawiony w przyszłości. Nie potrafimy powiedzieć, jakie decyzje kiedyś podejmiemy. Ale możemy wiedzieć, czy jesteśmy zbawieni dzisiaj. I możemy nadal wybierać dzisiaj Boga. Jest to wielka sprawa. Czy przyjąłeś dziś Jezusa i Jego krew, gdyż przybliża cię to do nieba? Możesz dokonać takiego wyboru.

A gdy będziesz trwał w tym wyborze, możesz z radością patrzeć w przyszłość aż do zakończenia historii grzechu, do czasu, kiedy Jezus powróci po swój lud.

POZNANIE BOGA = ŻYCIE WIECZNE

Jezus powiedział: „A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś” J 17,3. Podstawą chrześcijańskiego życia jest znajomość Boga. To jest droga, na której przyjmujemy Jego zbawienie, Jego przebaczenie i Jego moc. A w końcu znajomość czy też nieznajomość Boga staje się sprawą decydującą. Zwróćcie uwagę, jak się to dzieje.

Gdy Jezus przyjdzie po raz drugi, na świecie będą dwie grupy ludzi. Nazwani są różnie — dobrzy i źli, sprawiedliwi i bezbożni, owce i kozły, prawi i nieprawi, pszenica i kąkol, mądrzy i głupi, gorący i zimni itd. Ale gdy Jezus powróci, będą tylko dwie grupy.

W Dniu 1 czytaliśmy historię o uczcie weselnej, zapisaną w dwudziestym piątym rozdziale Ewangelii Mateusza. Było pięć mądrych panien i pięć głupich. A Jezus pokazał nam, co stanowiło różnicę między jedną a drugą grupą. Gdy głupie panny przyszły, spodziewając się wejść na ucztę weselną, usłyszały: „Nie znam was”. Taki sam podział znajdujemy w siódmym rozdziale tej ewangelii. Czytajmy dwudziesty drugi i dwudziesty trzeci werset: „W owym dniu wielu mi powie: Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powie: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie”.

Biorąc pod uwagę ten fragment Słowa Bożego możemy być pewni, że przy samym końcu będą tylko dwie grupy ludzi — ci, którzy znają Boga, i ci, którzy Boga nie znają. Nie będzie żadnej grupy pośredniej.

Ale dodajmy do tego jeszcze inny fragment, który znajduje się w trzecim rozdziale Księgi Apokalipsy. W pierwszych trzech rozdziałach tej Księgi jest mowa o siedmiu zborach. W rozdziale trzecim, w wierszu trzynastym i dalszych, został opisany ostatni z tych siedmiu zborów, ostatni w historii aż do czasu, gdy Jezus powróci. Ostatni zbór znany jest jako Laodycea. „Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. A do anioła zboru w Laodycei napisz: To mówi Ten, który jest Amen, świadek wierny i prawdziwy, początek stworzenia Bożego”. Kto to jest? To Jezus.

I nie zapominajcie, że Apokalipsa jest księgą Jezusa. Ewangelie opisują Jezusa, ale nie są to księgi Jezusa. Lecz ostatnia księga Pisma Świętego jest jedyną księgą, która rozpoczyna się słowami: „Objawienie Jezusa Chrystusa, które... wyjawił... słudze swemu Janowi”. Ze wszystkich ksiąg biblijnych Apokalipsa w szczególny sposób jest księgą Jezusa. Powinna więc budzić szczególne zainteresowanie wśród tych, którzy interesują się Jezusem.

Następnie mamy opis zboru znanego jako Laodycea. Popatrzmy na wiersz piętnasty: „Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący”. Zastanówcie się chwilę! Jest to przerażająca myśl. Czyżby Bóg wolał raczej ludzi zimnych niż letnich? Niestety tak jest powiedziane. Czytajmy wiersz szesnasty: „A tak, żeś letni, a nie gorący, ani zimny, wypluję cię z ust moich”. Jest to jeszcze inny sposób, by powiedzieć, że ludzie letni sprawiają, iż Bóg źle się czuje! „Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien, nędzarz i biedak, ślepy i goły” (w. 17). Taki jest opis Laodycei, letniego zboru.

CO TO JEST LETNIOŚĆ?

A więc skoro Laodycea znana jest ze swej letniości, to jak sądzicie, jaki procent ludzi powinien być letni? Większość powinna być letnia, jeżeli znana jest z letniości, czy tak? Jest to logiczne. Gdy mówimy, że Ameryka to demokracja, co przez to rozumiemy? Rozumiemy, że większość ludzi w Ameryce wierzy w demokratyczny system rządów. Tak więc przynajmniej pięćdziesiąt jeden procent ludzi z Laodycei jest letnich. Jest to więc niezwykle poważna sprawa, nieprawdaż? Oznacza to, że Kościół na krótko przed przyjściem Jezusa będzie miał w swoich szeregach wielu letnich ludzi.

Jeżeli większość ludzi w Kościele jest letnia, można się spodziewać także niektórych letnich nauczycieli, prawda? Możecie oczekiwać, że niektórzy pastorzy, przywódcy i urzędnicy będą letni. Rozumiem przez to, że letni ludzie tylko trochę zaangażują się do pracy, czyż nie tak? Letniość panoszyć się będzie wszędzie, ponieważ większość ludzi w Laodycei jest letnia.

Takie rozumowanie prowadzi do postawienia kolejnego pytania. Co to jest letniość? Co sprawia, że człowiek staje się letni? Czasami, gdy chcę to zilustrować, mówię o zlewozmywaku — ot, taka mała lekcja z gospodarstwa domowego. Macie przy zlewie jeden kran i dwa kurki, z ciepłą i zimną wodą. Jeśli chcecie mieć letnią wodę, co czynicie? Odkręcacie troszeczkę obydwa kurki i już z kranu płynie letnia woda.

Ilustracja ta nie oddaje w pełni sedna sprawy, ponieważ byłoby śmieszne myśleć o kimś z Laodycei jako o tym, który jest zimny po prawej stronie, a gorący po lewej. Ale pokazuje to, że letniość jest pewną kombinacją, mieszaniną gorąca i zimna.

Jeśli pozwolimy, żeby Pismo Święte interpretowało się samo, zrozumiemy, co czyni człowieka letnim. Jezus w dwudziestym trzecim rozdziale Ewangelii Mateusza w prosty sposób wyjaśnił, że problemem ludzi Mu współczesnych było to, że byli oni gorącymi na zewnątrz, a zimnymi wewnątrz. I to czyni człowieka letnim. Jezus powiedział: „Podobni jesteście do grobów pobielanych, które na zewnątrz wyglądają pięknie, ale wewnątrz są pełne trupich kości i wszelakiej nieczystości” Mt 23,27. Innymi słowy, byli oni zgniłymi od wewnątrz. Dość mocno powiedziane, prawda? Ale Jezus posunął się tak daleko, mówiąc do nich: „Węże! Plemię żmijowe!” A przecież, gdy to mówił, miał łzy w oczach.

W tym samym rozdziale padają też takie oto słowa: „Obłudnicy, (…) oczyszczacie z zewnątrz kielich i misę, wewnątrz zaś są one pełne łupiestwa i pożądliwości. Powinniście najpierw oczyścić wnętrze kielicha, aby i to, co jest zewnątrz niego, stało się czyste” Mt 23,25. Jeżeli wnętrze jest prawe, na zewnątrz wszystko też będzie prawe. Ale jest też możliwe, by na zewnątrz wyglądać dobrze, a wewnątrz nadal gnić. Człowiek może na zewnątrz wyglądać dobrze, czynić to, co jest właściwe, właściwie się zachowywać i być bardzo moralną osobą, ponieważ moralność dotyczy głównie tego, co na zewnątrz, zewnętrznej zgodności z prawami, przepisami i zarządzeniami. Osoba stojąca na wysokim poziomie moralnym postępuje na zewnątrz według zasad moralności danego społeczeństwa, ale wewnątrz może być odwrotnie. Tak więc letnia osoba to taka, która czyni wszystko, co właściwe, lecz pobudki tych czynów są złe.

Większość ludzi w Kościele tuż przed przyjściem Jezusa to ludzie dbający o sprawy zewnętrzne. Starają się czynić to, co dobre na zewnątrz, starają się zdobyć sprawiedliwość swoimi uczynkami. Nie znają Boga, a przecież starają się żyć tak, jak Jego dzieci. To smutne, ale Laodycea nawet nie zna swego stanu. Nie zna. Jest „pożałowania godnym nędzarzem i biedakiem, ślepa i goła”, a nie wie o tym.

Ale zaczekajcie trochę — gdy Jezus w końcu powróci, ile będzie wtedy grup ludzi? Pamiętacie, będą wtedy tylko dwie grupy ludzi. Jacy to są ludzie? Gorący i zimni. Gdy Jezus powróci, przynosząc ze sobą nagrodę, będą tylko dwie grupy ludzi. Nie będzie letniej nagrody dla letnich. Nie ma też letniego jeziora ognia dla letnich. Nie ma letniego nieba dla letnich.

Tak więc, skoro przy powrocie Jezusa będą tylko dwie grupy ludzi, nasuwa się kolejne pytanie: Co stanie się z tą dużą grupą letnich ludzi? Znikną. Dokąd pójdą? Albo do gorących, albo do zimnych. Oznacza to, że od czasu Laodycei, ostatniego z siedmiu zborów z Apokalipsy, aż do czasu, kiedy Jezus powróci, będziemy mieli jakiś okres przejściowy, gdy ludzie przejdą na jedną lub drugą drogę. Nastąpi polaryzacja i nikt już dłużej nie będzie letnim.

ZNAK PRZYJŚCIA CHRYSTUSA

Jestem tym zainteresowany, ponieważ wierzę, że ten proces polaryzacji trwa już od wielu lat i jest z każdym dniem coraz bardziej widoczny. Wierzę, że jest to największy, wyraźny znak, że przyjście Jezusa jest tuż, tuż. Dowodem tego jest fakt, że tuż przed przyjściem Jezusa ludzie podzielą się tylko na dwie grupy, gorących i zimnych.

Pamiętając o tym, przeczytajmy jeszcze raz radę udzieloną ludziom, którzy są w Laodycei i są letnimi: „Radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał. Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam, bądź tedy gorliwy i upamiętaj się” Ap 3,18.19.

Aby lepiej zrozumieć, podzielmy to poselstwo do letnich na dwie części. Pierwszą część stanowią wiersze od piętnastego do siedemnastego. Jest to nagana udzielona Laodycei. „Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący! (…) Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły”.

Jest jednak coś pięknego, gdy weźmiemy pod uwagę cierpliwość Bożą do swego Kościoła. Jakże miło to wiedzieć, że nawet letnie ciało Laodycei może nadal być Jego Kościołem. Musi On być bardzo cierpliwy. Ale Bóg nigdy nie gani ludzi, nie przychodząc im równocześnie z pomocą. Tak więc drugą częścią poselstwa do Laodycejczyków jest rada: „Radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe... oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał” (w. 18). Tak więc druga część to rada. Pierwsza część to nagana, a druga to rada.

Poświęćmy jeszcze chwilę, aby podsumować to wszystko, o czym była mowa. Ci, którzy studiowali już symbolikę księgi Objawienia św. Jana (Apokalipsy) powiedzą, że złoto przedstawia wiarę i miłość. A biała szata — cóż to jest? Jest to sprawiedliwość Chrystusa. A maść na oczy wskazuje na duchową bystrość, spojrzenie, jakie przychodzi przez Ducha Świętego. Tak więc rada udzielona letnim ludziom brzmi — potrzeba wam sprawiedliwości Chrystusa przez wiarę, która przynosi miłość, a dopełnia się przez Ducha Świętego. Taką też radę otrzymali Laodycejczycy: potrzeba wam sprawiedliwości Chrystusa przez wiarę, a wiara przychodzi jedynie przez codzienne, osobiste kontakty z Jezusem.

REZULTATY PÓJŚCIA ZA TĄ RADĄ

Jakie będą rezultaty pójścia za radą Wiernego Świadka? Trzecia grupa — grupa ludzi letnich — zniknie. Stanie się albo gorąca, albo zimna.

Łatwo jest teraz dostrzec, że nagana może przyczynić się do pewnej polaryzacji. Oczywiście można by udzielić surowej nagany, można krzyczeć na ludzi i nie żałować ich, dać im to, co im się należy za ich grzechy, i tym samym rozbić Kościół. Ale jedno jest pewne — ożywienie nigdy nie nastąpiło wskutek ruchów zewnętrznych. Nigdy! To, co się dzieje na zewnątrz, może być nazwane reformacją, tylko że reformacja nie jest niczym dobrym, dopóki nie poprzedzi jej duchowe ożywienie. To ożywienie przynosi prawdziwą reformację, a ożywienie dotyczy serca, a więc głębi duchowego życia.

Musimy więc teraz mocno podkreślić, że zawsze tam, gdzie mamy prawdziwe duchowe ożywienie, opiera się ono na sprawiedliwości Chrystusa, na wierze, miłości, Duchu Świętym i na osobistych kontaktach z Jezusem.

Trzeci rozdział księgi Apokalipsy pokazuje, że poselstwo to jest poselstwem wielkiego podziału: zmusza ludzi do przejścia do jednej z dwóch grup — gorącej lub zimnej. A co ma z tym wspólnego poselstwo o sprawiedliwości Chrystusa przez wiarę i potrzebie kontaktów z Nim, które sprawiają, że ludzie idą albo jedną, albo drugą drogą?

Jest tylko jedna odpowiedź. Laodycejczycy, ludzie letni, przywykli znajdować swoje bezpieczeństwo w czymś innym niż w sprawiedliwości Chrystusa, w wierze, miłości i Duchu Świętym, znaleźli je w czynieniu rzeczy zewnętrznych. Mocni ludzie potrafią znajdować bezpieczeństwo w rzeczach zewnętrznych, ponieważ są oni w stanie prowadzić zewnętrznie dobre życie. Mówią: „Nie zawracaj mi głowy poszukiwaniem sprawiedliwości Chrystusa przez wiarę i potrzebą osobistego kontaktu z Bogiem, by otrzymać Jego wiarę i miłość — ja prowadzę dobre, moralne życie. A Ty, Boże, utrzymuj planety na właściwych orbitach, pomagaj pijakowi w rynsztoku, nierządnicom i złodziejom. Jeżeli chodzi o mnie, to radzę sobie dobrze, dziękuję”.

To jest problem Laodycejczyka, osoby letniej. To było problemem ludzi za dni Jezusa. Gdy przyszedł Jezus i mówił o Bogu i wierze, o miłości i poddaniu się, ich poczucie bezpieczeństwa zostało zagrożone. Było to jakby poderwanie w górę chodnika, na którym stali. Człowiek, który myślał, że ma zapewnione niebo z uwagi na swoje dobre życie, nie pozostanie taki sam, gdy usłyszy o sprawiedliwości Chrystusa jako naszej jedynej nadziei. Albo przyjmie to poselstwo jako dobrą nowinę i wejdzie w szczególne stosunki wiary z Chrystusem, i przyjmie Jego sprawiedliwość i miłość na co dzień, albo też odejdzie od tego wszystkiego i powie: „Nie, dziękuję, nie jestem zainteresowany”. Jest to tajemnica trudna do wyjaśnienia.

Gdziekolwiek pojawił się Jezus, ludzie nigdzie nie pozostawali tacy sami. Tam, gdzie wywyższa się Jezusa, tam jest albo ożywienie, albo bunt. Gdziekolwiek udał się apostoł Paweł z postanowieniem, aby niczego innego nie znać, tylko Jezusa, Tego ukrzyżowanego, ludzie szli albo jedną, albo drugą drogą. Albo witali Go w swoich synagogach, albo przeganiali Go z miasta. Nie ma możliwości zwlekania z podjęciem decyzji, gdy Jezus jest obecny.

I to jest to, co powoduje, że tuż przed przyjściem Jezusa znika ta pośrednia grupa. W chwili Jego przyjścia będą tylko dwie grupy. Poselstwo o sprawiedliwości Chrystusa tylko przez wiarę szybko się rozszerza i nic go nie powstrzyma. Jest to ostatnie poselstwo tuż przed powrotem Jezusa i jest ono przyczyną ostatnich wydarzeń tuż przed Jego przyjściem. Możemy się cieszyć będąc świadkami tych wydarzeń, gdyż mówią nam one, że przyjście Jezusa jest bardzo, bardzo bliskie.

WIELKI PODZIAŁ

Teraz dokonuje się ten wielki podział. Ma on miejsce w każdym Kościele, na całym świecie. Jezus powiedział: „Nie mniemajcie, że przyszedłem przynieść pokój... ale miecz” Mt 1,34. Mówił o krewnych, którzy przy końcu czasu wystąpią przeciwko sobie. I to także można zobaczyć już dzisiaj. Przez całe lata było rzeczą możliwą, że mąż i żona żyli zgodnie pod jednym dachem, ponieważ oboje byli letnimi. Ale tuż przed powrotem Jezusa ludzie letni będą znikać, jedni z nich staną się gorący, drudzy zaś zimni. A co wtedy będzie się dziać w tym domu? Będzie panowała niezgoda, nieprawdaż?

Czy wiecie, że liczba rozwodów w Stanach Zjednoczonych to prawie 53% zawartych małżeństw? Czy wiecie, że ilość rozwodów wśród członków kościoła jest prawie taka sama? Kiedyś tego nie było. Mamy więc różnego rodzaju skutki dokonującej się polaryzacji w samych rodzinach, w Kościołach. Ludzie idą jedną lub drugą drogą, a następuje to szybko.

Chcę podjąć ryzyko i stwierdzić, że każdy z nas wie dzisiaj, którą drogą teraz kroczy. Skąd to możemy wiedzieć? Jak zauważyliśmy, opiera się to na tym, czy znamy Boga, czy też nie. Możemy to podsumować w jednym pytaniu: Czy znasz Jezusa jako swego osobistego przyjaciela? Czy osobiście poświęcasz Mu czas, stale przyjmując Jego zbawiającą łaskę? Jest to ważne pytanie.

Możecie toczyć naprawdę ciężkie walki, ale jeśli znacie Jezusa z osobistych, codziennych kontaktów, stoicie po zwycięskiej stronie. I chociaż możemy po drodze nawet upaść w czasie walki, Bóg już zwycięsko zakończył wojnę. Jeżeli przeczytałeś do końca tę książkę, wiesz, że zwyciężymy!

Jezus mówi o tym jasno: „A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś” J 17,3. To dzięki poznaniu Jezusa otrzymujemy nasze zbawienie i trwamy w Nim aż do końca, który jest jedynie początkiem!

* * *
opracowanie tekstu © 2001 R. Chalupka, A. Samusionek