Autorska płyta Mariusza Zawieruchy opowiada o cudzie życia na każdym jego etapie... W oczach Bożych jesteś cudem!

Cierpienie

Dlaczego, Panie, istnieje cierpienie? Jaki jest sens bólu? Panie, dlaczego każdy dzień jest ciężarem, który wieczorem zdejmuję z ramion jak brudne ubranie? Czy istnieje jakaś granica? Czy mam jeszcze prawo nazywać się chrześcijaninem, skoro zamiast nieść światło innym, zasklepiłem się we własnym cierpieniu?

Drodzy czytelnicy, czy zadawaliście sobie kiedykolwiek takie pytania? Czy może teraz, czytając te słowa, siedzicie zupełnie sami i nawet nie macie do kogo napisać listu? Czy może walczycie z chorobą, która powoli zabiera wam radość życia?

Spieszę, by was zapewnić, iż istnieje granica bólu, a Stwórca nigdy nie pozwoli wam cierpieć ponad miarę. Jeśli wydaje się wam, że każdy dzień jest gorszy od poprzedniego, to widocznie jeszcze do tej granicy nie doszliście. Czasem upadacie, czasem ogarnia was poczucie winy. „Ja, chrześcijanin, jakże mogę zwątpić, jakże mogę pytać o sens życia?” I osacza was poczucie winy, a ciężar na waszych barkach stopniowo zwiększa się. Domy stają się jeszcze bardziej szare, a ludzie bardziej obcy. A Biblia? No cóż, czasem nawet nie czujecie się godni, by wziąć ją do rąk. I powoli odchodzicie od Boga. Może buntujecie się, może obrażacie na Niego, a może po prostu już nie dowierzacie Jego słowu. Ale On jest i się nigdy nie obraża! Cierpliwie czeka, by mógł znów zaistnieć w waszym życiu. Czeka na moment, gdy wyczerpani samotną walką z problemami zawołamy jak Dawid: „Zechciej, Panie, ocalić mnie, Panie, pośpiesz mi z pomocą!” Ps 4,14.

Lecz co możemy uczynić, gdy jeszcze wahamy się, by ostatecznie zaufać Bogu i jak odnaleźć Go na nowo, gdy w naszym przekonaniu tak nas zawiódł? Co zrobić, by nie stać się częścią statystyki? Czy wiecie, iż każdego roku w Polsce ponad pięć tysięcy osób popełnia samobójstwo? Najważniejsze jest przeczekać moment, gdy ból jest szczególnie dotkliwy. Nie starajcie się wtedy podejmować żadnych kluczowych dla waszego życia decyzji. Niezaprzeczalnym faktem jest, iż cierpienie przypływa do nas mniejszymi lub większymi falami. Możecie mi wierzyć, że za jakiś czas wasz ból nie będzie już taki dotkliwy. Dobrze jest w momentach kryzysowych złączyć swe myśli z Bogiem, ale nie róbcie niczego na siłę. Może w waszym wypadku poskutkuje także gorąca kąpiel i krzepiący sen.

Gdy wasze życie stało się dla was samych ciężarem, starajcie się rozejrzeć wokół. Zabiegani, wciągnięci w wir codziennych obowiązków, przechodzimy, nie, właściwie przebiegamy obojętnie obok cudów natury i piękna, które nas otaczają. Czy umiemy docenić to, że wiosną i latem możemy wyciągnąć się swobodnie na pachnącej łące pełnej kwiatów? Czy umiemy zauważyć, że słońce maluje cudowne wzory na trawie? Zwolnijmy tempo, wciągnijmy głęboko powietrze w płuca i starajmy się rozważyć i docenić wszystkie dary, które otrzymujemy.

Korzystne jest również robienie pisemnych planów na każdy dzień i radowanie się każdym punktem rozkładu dnia, który uda nam się zrealizować. Ja mam specjalny mały zeszycik, który noszę przy sobie. Jest tam jedna strona zatytułowana „Moje sukcesy”. Te sukcesy mogłyby się niektórym wydać dziwne. Nie znajdziecie tam bowiem żadnych sukcesów materialnych, ale na przykład to, iż przemogłam strach i zrobiłam coś dobrego, co wymagało ode mnie odwagi, lub to, iż uśmiechnęła się do mnie jedna z moich studentek. I kiedy jest mi źle, przeglądam te „Moje sukcesy” i zauważam, że świat nie jest wcale taki zły.

Trzeba także poświęcić trochę czasu na zrobienie planów dalekosiężnych. Zastanówcie się, co jeszcze moglibyście w życiu dobrego uczynić, i skierujcie swą energię na te tory. A przede wszystkim nie przewidujcie kłopotów. „Nie troszczcie się więc o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał swe własne troski” Mt 6,34.

Te wszystkie rady podane powyżej mogą okazać się pomocne, ale musimy pamiętać, że prawdziwy spokój i siłę do walki z cierpieniem możemy otrzymać jedynie od Boga, gdyż „u Boga wszystko jest możliwe” Mk 1,27. Dowody Bożej pomocy odnaleźć możemy niemal na każdej karcie Biblii. A od zaczerpnięcia pełnej garści skarbów tam ukrytych dzieli nas tak niewiele — pełne zaufanie do Niego.

Musimy uwierzyć, że nigdy nie jesteśmy osamotnieni w cierpieniu, że zawsze jest ktoś, kto wie o każdej przelanej przez nas łzie. „Wylewam przed nim moją prośbę i o niedoli mojej jemu opowiadam. Gdy duch mój omdlewa we mnie, ty znasz ścieżkę moją” Ps 142,3-4. On nie tylko gotów jest towarzyszyć nam we wszelakiej niedoli. On nawet skłonny jest wziąć część naszego cierpienia na własne ramiona.

Czy próbowaliście sobie kiedykolwiek wyobrazić, iż Jezus jest przy was, pomaga wam dźwigać krzyż, widzicie Jego drogą twarz rozjaśnioną uśmiechem i słyszycie, jak mówi do was:

— Nie bój się. Jestem z tobą i nigdy cię nie opuszczę.

Może pytacie się Go:

— Panie, dlaczego jestem taki smutny? Jaki jest sens bólu?

A wtedy On odpowiada:

— „Lepszy jest smutek niż śmiech, bo gdy smutek jest na twarzy, serce staje się lepsze” Koh 7,3.

Jego spokój ogarnia was i znajdujecie w sobie siłę, o którą się wcześniej nie podejrzewaliście.

A może nie wy jesteście tymi, którzy cierpią. Może wasza wiara jest na tyle umocniona, iż nauczyliście się już zJego pomocą przechodzić przez życiowe burze. Rozejrzyjcie się dookoła i módlcie za tych, którzy jeszcze nie odkryli cudownej mocy płynącej ze stałej łączności ze Stwórcą. Nie starajcie się pocieszać zrozpaczonych mówiąc im: „Wszystko będzie dobrze”. Oni pogrążeni w bólu i tak wam nie uwierzą, ale „weselcie się z weselącymi się, płaczcie z płaczącymi” Rz 12,15. I pamiętajcie — największym darem, jaki można dać drugiemu człowiekowi, to być przy nim, gdy cierpi.